Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 21 из 53

— Co jest grane, braciszku? Nawierno dam radę osobiście poszagać tam, gdzie należy. A on mi na to:

— Lepiej będzie, jak cię zawiozę. — I faktycznie, braciszki, okazałem się ciut miękki w nogach, jak zlazłem z kojki. Chyba z niedożywienia, jak doktor Branom już zaznaczył, przez to szajsowate żarcie więzie

4

To miejsce, dokąd mnie zawiózł, braciszkowie, nie przypominało żadnego kina, jakie dotąd widziałem. Owszem, jedną ścianę pokrywał srebrzysty ekran, a w ścianie naprzeciwko były te dziury kwadratowe do rzutnika, żeby miał skąd rzucać, i wszędzie poutykane głośniki stereo. Ale przy prawej ścianie było takie ustrojstwo, jakby konsoleta pełna zegarków i strzałek, a na środku, mordą zwrócony do ekranu, fotel jakby dentystyczny i mnóstwo odchodzących od niego drutów, i przyszło mi się na niego ciut nie przeczołgać z wózka na kółkach, i jeszcze mi pomagał i

Aż tu jeden w białej katanie przywiązuje mi łeb do takiego jakby zagłówka, pośpiewując sobie cały czas jakąś pop szajsowatą piosneczkę. — A to po co? — spytałem. A ten flimon mówi, przestawszy na chwile zapiewać, że po to, abym głowę miał unieruchomioną i musiał patrzeć na ekran. Ale ja powiadam — chcę patrzeć na ekran. Przywiedli mnie tu, żebym oglądał filmy, i będę te filmy oglądał. — Na to drugi w białym płaszczu (była ich razem trójka, jedna z nich dziuszka, siedziała normalnie przy konsolecie u tych zegarków i gliglała różnymi kręciołkami) obśmiał się tak ciut niemnożko i powiada:

— To nigdy nie wiadomo. Oj, nie wiadomo. Zaufaj nam, przyjacielu. Tak będzie lepiej.

I okazało się, że mi przywiązują graby pasami do poręczy i także giczoły mam na beton umocowane do podnóżka. Widziało mi się to ciut jakby z uma szedłszy, ale dałem im wszystko robić, co chcieli. Skoro za dwa tygodnie mam znów być ten młody i swobodny malczyk, to niejedno za ten czas wytrzymam, o braciszkowie moi. Jedno co mi się nie ponrawiło, to jak mi założyli takie jakby klipsy na czole, skórę napinające, aż mi ciąg ciąg i podciągnęło górne powieki, że już nie mogłem zamknąć ani przyszczurzyć oczu, jak bym się nie starał. To spróbowałem się uśmiać i powiadam: — Ale to musi być po nastojaszczy horror szoł ten film, że tak wam zależy, abym go wyoglądał. — Na co jeden z tych w białym zarechotał i odezwał się:

— Tak jest, właśnie horror szoł, przyjacielu. Jakbyś zgadł, że szoł i że horror.

Potem nałożyli mi taką jakby myckę na łeb i widziałem, że idzie od niej mnogo drutów, i do brzucha przyssali mi taką jakby ssawkę i drugą do starego cykacza, i było mi kącikiem widno, że od nich też biegną druty. Potem rozdał się hałas drzwi otwieranych i zrazu było poznać, że wchodzi jakiś oczeń gromadny ważniak, jak te wszyslkie unter flimony w białym zesztywnieli. No i zobaczyłem ja tego doktora Brodzkicgo. Był to malutki chujowinka, bardzo zatłuszczony, kudełki mu się kręciły jak u baranka pokręcone kudłato na całej czaszce, na klufie jak ta kartoszka miał bardzo grube oczki. Dojrzałem, że odziany jest w garnitur po nastojaszczy horror szoł i absolutny szczyt mody, a wydawał z siebie oczeń subtylną i leciutką woń sali operacyjnej. Towarzyszył mu doktor Branom, cały w ułybkach, jakby chciał mnie podeprzeć na duchu. — Wszystko gotowe? — odezwał się doktor Brodzki z tym przydechem. I usłyszałem głosy wykrzykujące: ta jest! ta jest! ta jest! najpierw z odległości, a potem bliżej, no i rozłegł się taki buczący szum, jakby coś powkluczano. A potem światła zgasły i został się Wasz Pokorny i Opowiadający To Wszystko Przyjaciel, sam jeden po ciemku, cały w strachu sam na sam i adzinoko, nic mogący się ani poruszyć, ani zamknąć oczu, ani w ogóle nic. A potem, o braciszkowie moi, zaczął się pokaz filmowy od bardzo gromkiej muzyki, lecącej z głośników, dzikiej i pełnej dysonansów. A potem na ekranie pokazał się obraz, ale bez tytułu i czołówki. Tylko ulica, mogła to być jaka bądź ulica w jakim bądź mieście, w mroku nocy i przy palących się latarniach. Film tak jakby oczeń charoszy i profesjonalny, żadnych tam chlups chlaps i migania, jak w tych dajmy na to świńskich obrazkach, co widuje się u kogoś w ciemnym zaułku. Muzyka cały czas dudniąca bardzo ponuro. I pokazał się stary, bardzo stary chryk idący ulicą i nagle wyskoczyli na niego dwaj małysze odziani w to, co było jak raz szczytem mody (sztany po dawnemu obciśnięte, ale już nie ten obfity fular, tylko normalnie halsztuk) i wzięli się z nim figlować. Słychać było każdy jego wrzask i jęk, całkiem po nastojaszczy, daże zmachany oddech i sapanie tych dających wycisk małyszów. Przerobili go sawsiem na budyń, tego chryka, przysuwając łup łup lup z piąchy, obdarłszy go do imentu z łachów i na zakończenie z buta w te gołą płyć (walającą się czerwono i krwawo w szajsowatym błocku rynsztoka) i precz odbiegli raz dwa raz. A potem zbliżenie na baszkę tego ciężko złomotanego chryka, jucha ciekła z niej krasno i przekrasno. To komiczne, jak barwy nastojaszczego świata dopiero się widzą prawdziwe, kiedy je zobaczysz na filmie.

Przyglądałem się temu i zaczęło do mnie mocno docierać, że wcale się nie czuję za dobrze, co przypisałem niedożywieniu i temu. że mój żołąd jeszcze się nie sawsiem przestawił na pożywne jadło i witaminy, jakie mi tu dają. Ale próbowałem o tym zapomnieć i skupić się. o braciszkowie moi, na puszczonym od razu kolejnym filmie. Ten wszedł prosto na młodziutką dziulkę, jak najpierw jeden malczyk robi jej nasilno to stare tam i nazad, potem drugi i trzeci i jeszcze następny, a ona w głośnikach wrzeszczy gromko i wprost użasno, a przy tym leci muzyka przejmująca taka i tragiczna. To było prawdziwe, bardzo prawdziwe, choć jak dobrze pomyśleć, to niemożebne sobie wyobrazić, że wpychle po nastojaszczy dają sobie to robić na filmie i gdyby to nakręcał ktoś z Tych Dobrych albo Firma Państwowa, chyba nie wyobrażacie sobie, żeby im pozwolili zdejmować te filmy bez interwencji w to, co się wyrabia. Więc nawierno był to na balszoj sprytny montaż albo trik czy jak się ta sztuczka nazywa. Bo aż do izbytku prawdziwe. A jak przyszło się do tego, że szósty czy siódmy już malczyk obszczerza się w rechot i dawaj pchać jej w międzynoże, a ta dziulka na ścieżce dźwiękowej krzyczy jak z uma szedłszy, to mnie zaczęło mdlić. Jakby cały obolawszy poczułem, że mogę się porzygać, albo i nie porzygać, i zrobiło mnie się niewynosimo, braciszkowie moi, tak sztywno uwiązanemu na tym krześle. Jak ten kawałek się skończył, usłyszałem od konsolety glos doktora Brodzkiego: Reakcja dwanaście i pięć dziesiątych? A to całkiem całkiem obiecujące.

I dawaj w następny kawałek, na ten raz po prostu ludzka morda, całkiem pobladłszy ludzki pysk i jak trzymają go fest i robią, z nim różne parszywe sztuczki.

Ciut spotniawszy od tego bólu w kiszkach i pić mi się chciało niewynosimo i w czaszce pulsowało mi buch buch buch, i jakbym nie wyślepial się na ten film, to wierojatno by mnie tak nie mdliło. Tylko że nie mogłem zawrzeć oczu i nawet jak starałem się przewracać głazami, to i tak nie mogłem wykręcić gałek na tyle, żeby umknąć się temu filmowi spod lufy. Tak i musiałem widzieć, co się wyprawia, i słuszać tych obłąkanych wrzasków, co krugom dobywały się z tego ryja. Wiedziałem, że to się nie może dziać naprawdę, ale co za różnica? Do gardła mi podchodziło a rzygnąć nie mogłem, widząc, jak brzytew mu najpierw oko wyrzyna, później chlaszcze w dół płat policzka i wreszcie pru pru prut po całości, a czerwona krew bryzga na obiektyw. I apiać ten zadowolony głos doktora Brodzkiego: