Страница 61 из 122
Pocałowała go.
– Więc została nam jeszcze godzina.
– Catherine, przecież nie dam…
– Och, założę się, że dasz.
Zsunęła z ramion jedwabny szlafrok i przyciągnęła Jordana do swoich piersi.
Kiedy później tego samego dnia Catherine Blake szła Chelsea Embankment, nad rzeką siąpiła zimna mżawka. W trakcie przygotowań Vogel przekazał jej kombinację dwudziestu różnych spotkań, każde w i
Catherine nie zauważyła niczego niezwykłego. Zerknęła na zegarek. Przyszła o dwie minuty za wcześnie. Spacerowała i, co zrozumiałe, wróciła myślami do wydarzeń ubiegłej nocy. Bała się, czy nie posunęła się za daleko, czy to się nie stało za szybko. Miała nadzieję, że Jordana nie szokowały jej pieszczoty ani pieszczoty, których zażądała. Może angielska mieszczka tak by się nie zachowała.
Teraz już za późno na wątpliwości, Catherine.
Ranek upłynął jak we śnie. Czuła się, jakby w tajemniczy sposób zmieniono ją w kogoś i
Czy nie zostawiłam jakichś śladów? Czy domyśla się, że tam wczoraj byłam?
Razem jechali taksówką. W czasie krótkiej przejażdżki do Grosvenor Square uderzyła ją kolejna obawa: a jeśli nie będzie chciał się z nią więcej spotkać? Aż do tej chwili nawet jej to nie przeszło przez myśl. Wszystko by poszło na marne. Chyba że naprawdę ją pokochał. Jej niepokój okazał się bezpodstawny. Kiedy samochód zatrzymał się przy Grosvenor Square, Jordan zaprosił Catherine na wieczór na kolację we włoskiej restauracji przy Charlotte Street.
Zawróciła i znów ruszyła wzdłuż rzeki. Neuma
– Wyglądasz, jakbyś potrzebowała filiżanki kawy – odezwał się Neuma
Podał jej ramię. Przyjęła je i ruszyli brzegiem Tamizy. Panował przenikliwy chłód. Dała Horstowi negatyw, beztrosko wrzucił go do kieszeni, jakby to były drobniaki. Vogel dobrze go wyszkolił.
– Rozumiem, że wiesz, gdzie to dostarczyć? – spytała Catherine.
– Na Cavendish Square. Pracownik ambasady portugalskiej, niejaki Hernandez, odbierze to dziś o trzeciej i dołączy do poczty dyplomatycznej. Dziś wieczorem przesyłka pojedzie do Lizbony, a w Berlinie wyląduje rano.
– Doskonale.
– A propos, co tam jest?
– Jego kalendarzyk, zdjęcia gabinetu. Niewiele, ale to dopiero początek.
– Imponujące – powiedział Neuma
– Dałam się zaprosić na kolację, a potem wziąć do łóżka. Wstałam w środku nocy i wślizgnęłam do jego gabinetu. A przy okazji, kombinacja okazała się właściwa. Obejrzałam też wnętrze sejfu.
Neuma
– Ryzykowne jak cholera. Jeśli zejdzie na dół, będziesz w kłopotach.
– Wiem. Dlatego potrzebuję tego. – Z torebki wyjęła odciski kluczy. – Znajdź kogoś, kto mi zrobi klucze i dostarcz dzisiaj do mojego mieszkania. Jutro, jak pójdzie do pracy, zakradnę się do jego domu i sfotografuję wszystko, co tam trzyma.
Neuma
– Dobrze. Coś jeszcze?
– Tak. Od tej pory koniec takich pogawędek. Wpadamy na siebie, daję ci film, ty idziesz swoją drogą, dostarczasz go Portugalczykowi. Jeśli będziesz miał dla mnie jakąś wiadomość, napisz i wsuń mi do ręki. Jasne?
– Jasne.
Zatrzymali się.
– Cóż, czeka pana ciężki dzień, panie Porter. – Pocałowała go w policzek i szepnęła: – Nadstawiałam karku dla tych rzeczy. Nie spieprz teraz sprawy.
Po czym odwróciła się i odeszła w swoją stronę.
Pierwszym problemem, jaki stanął przed Horstem Neuma
Dość szybko znalazł to, czego szukał. Szyby w oknie warsztatu były wybite, otwór zasłaniała dykta. Neuma
– Dorabiacie klucze, człowieku? – spytał Neuma
– Umielibyście dorobić na podstawie czegoś takiego?
– Jasne, tylko że to będzie kosztować.
– Co byście powiedzieli na dziesięć szylingów? Mężczyzna się uśmiechnął. Brakowało mu połowy zębów.
– Że to brzmi jak anielska muzyka. – Wziął masę. – Zrobi się na jutro w południe.
– Ja muszę je mieć zaraz.
Tamten jeszcze bardziej wyszczerzył resztki uzębienia.
– W takim razie to będzie kosztować dychę więcej. Neuma
– Jeśli to wam nie przeszkadza, poczekam tu, aż zrobicie.
– Proszę bardzo.
Po południu deszcz ustał. Neuma
Neuma
Piętnaście minut później zatrzymał się w budce telefonicznej, podniósł słuchawkę i wykręcił londyński numer. Odebrał mężczyzna mówiący z silnym obcym akcentem. Neuma