Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 36 из 122

Popijała herbatę, obserwując znad kubka Neuma

– Czy musimy potraktować to poważnie? – spytał Neuma

Owszem, Neuma

– Gdzie jest najbliższy schron?

– Tuż za rogiem. – Uśmiechnęła się. – Witamy z powrotem w Londynie, poruczniku Neuma

Wczesnym wieczorem następnego dnia Neuma

– Jak poszło? – spytał go w drodze do furgonetki. – Bez najmniejszych problemów.

Dogherty jechał z nadmierną szybkością po krętej, wyboistej, jednopasmowej drodze. Sądząc po odgłosach, samochodowi przydałby się gruntowny remont. Smuga bladego światła na próżno usiłowała rozjaśnić ciemności. Neuma

Razem z i

Rozmawiali do świtu. A właściwie to on mówił, ona słuchała. Odzywała się tylko, by go poprawić, jeśli się pomylił, albo sprostować jakąś nieścisłość w jego opowiadaniu. Nie ulegało wątpliwości, że to kobieta obdarzona wybitnym umysłem, zdolnym przechowywać całe pokłady informacji. Nic dziwnego, że Vogel z takim szacunkiem się wyrażał o jej zdolnościach.

Nad Londynem wstawał szary świt, kiedy Neuma

W pociągu ułożył głowę na rękach i próbował zasnąć. Nie daj się jej oczarować, żartobliwie ostrzegał Vogel ostatniego dnia na farmie pod Berlinem. Trzymaj się od niej w bezpiecznej odległości. Są w niej mroczne miejsca, w których wolałbyś się nie znaleźć. Neuma

Wychodząc rankiem, Neuma

Moja najdroższa A

cieszę się, że jesteś zdrowa i bezpieczna. Od kiedy odeszłaś, wszelkie światło zniknęło z mego życia. Modlę się, żeby ta wojna jak najrychlej się skończyła i żebyśmy znowu mogli być razem. Dobranoc, słodkich snów, maleńka.

Twój uwielbiający cię ojciec

Przeczytawszy list, wyszła do kuchni i przyłożyła go do płomienia kuchenki gazowej, a potem wrzuciła do zlewu. Zapłonął na chwilę i szybko zgasł. Odkręciła kran i spłukała czarny popiół. Podejrzewała, że list został podrobiony – Vogel sprokurował go, żeby utrzymać ją na smyczy. Obawiała się, że ojciec już nie żyje. Wróciła do łóżka i leżała bezse

Rozdział czwarty

Hrabstwo Gloucester, Anglia

– Gratulacje, Alfredzie. Wejdź do środka. Przykro mi, że to się stało właśnie w ten sposób, ale od tej pory jesteś wcale bogatym człowiekiem.

Martin Kenton z impetem wyciągnął rękę, jakby oczekiwał, że Vicary się na nią entuzjastycznie rzuci. Tymczasem profesor tylko lekko ją uścisnął i minął Kentona, kierując się prosto do salonu ciotki.

– Co za cholerny mróz – narzekał Kenton, gdy Vicary oglądał pokój. Nie widział go od początku wojny, ale nic się tu nie zmieniło. – Mam nadzieję, że się nie pogniewasz, ale pozwoliłem sobie rozpalić ogień. Zimno było jak w psiarni. Przygotowałem też herbatę. Z prawdziwym mlekiem. Wątpię, czy je ostatnio w Londynie często pijacie.

Vicary zdjął płaszcz, a prawnik przeszedł do kuchni. Domeczek – bo tak Matylda uparcie go nazywała – tak naprawdę był sporą budowlą z wapienia z Cotswolds, otoczoną cudownym ogrodem i wysokim murem. Tej nocy, kiedy Boothby przekazywał Vicary'emu najnowszą sprawę, ciotka umarła na zawał serca. Vicary wybierał się na pogrzeb, ale właśnie tego ranka wezwał go Churchill, bo ludzie z Bletchley Park rozszyfrowali nadane przez Niemców wiadomości. Matylda właściwie wychowała Vicary'ego, zaopiekowała się nim po śmierci matki, gdy miał dwanaście lat. Pozostali najlepszymi przyjaciółmi. Tylko jej się przyznał do pracy w MI- 5. „Co właściwie robisz, Alfredzie? Łapię niemieckich szpiegów, ciociu. Och, to wspaniale, Alfredzie!".

Z oszklonych drzwi na taras rozciągał się widok na martwy, zimowy ogród.

Czasem łapię szpiegów, ciociu – pomyślał Vicary. – Czasem oni mają nade mną przewagę.

Tego ranka z Bletchley Park dotarła kolejna rozszyfrowana wiadomość. Szpieg donosił z Wielkiej Brytanii, że doszło do spotkania i agent przyjął zadanie. Vicary z coraz większym sceptycyzmem myślał o szansach dopadnięcia tych ludzi. Dzisiejszego ranka sytuacja jeszcze się pogorszyła. Zatrzymano i sprowadzono na przesłuchanie dwóch mężczyzn, którzy spotkali się na Leicester Square. Starszy okazał się wyższym urzędnikiem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, młodszy był jego kochankiem. Boothby'ego omal szlag nie trafił.

– Jak minęła podróż? – zawołał Kenton z kuchni, przekrzykując brzęk porcelany i szum wody.

– Dobrze – odparł Vicary.

Boothby łaskawie pozwolił mu pożyczyć rovera z wydziału transportu.

– Nie pamiętam, kiedy ostatni raz wybrałem się na miłą przejażdżkę samochodową poza miasto – powiedział Kenton, wchodząc do pokoju z tacą. – Ale przypuszczam, że dostęp do paliwa i wozów stanowi jedną z ubocznych korzyści twojej nowej pracy.

Kenton był wysoki – tak samo wysoki jak Boothby – ale figurą ani sprawnością fizyczną się do niego nie umywał. Nosił okrągłe okularki, które ginęły na jego pulchnej twarzy, i cienki wąsik, który wyglądał, jakby go narysowano kredką do oczu. Postawił tacę na stoliku przy kanapie z pietyzmem, jakby to było pły