Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 59

Amandy nie trzeba było dłużej namawiać. Poderwała się mi równe nogi z sofy, która przez ostatnie godziny zmieniła siadła niej w salę tortur, i bez namysłu chwyciła Devlina za rękę.

– Oczywiście, jeśli pan nalega.

– Ależ nalegam, jak najbardziej – zapewnił.

– A moja biografia? – zaprotestował Stephenson. – Jeszcze nie zakończyłem opowieści o studiach w Oxfordzie… – Prychnął z pogardą, kiedy Jack poprowadził Amandę do sali balowej, gdzie w tańcu wirowały niezliczone pary. W powietrzu rozbrzmiewały dźwięki porywającego walca, ale gniewu Amandy nie zdoła ułagodzić nawet ta radosna melodia.

– Nie podziękujesz mi? – zapytał Jack. Ujął jej dłoń, a drugą ręką otoczył ją w talii.

– Za co mam ci dziękować? – odrzekła z przekąsem. Po długich godzinach siedzenia na sofie ścierpły jej nogi i taneczne kroki sprawiały jej ból, ale nic nie było w stanie zagłuszyć radości z ucieczki z sali tortur.

– Za to, że wyzwoliłem cię od towarzystwa Stephensona.

– Czekałeś z tym aż dwie godziny – stwierdziła gderliwie. -Nie usłyszysz ode mnie słów podziękowania.

– Skąd miałem wiedzieć, że towarzystwo Stephensona ci nie odpowiada? – zapytał z miną niewiniątka. – Wiele kobiet chętnie by cię zastąpiło.

– Nie miałabym nic przeciwko temu. Pozwoliłeś, żeby dręczył mnie najbardziej pretensjonalny i nadęty bubek, z jakim się w życiu zetknęłam.

– Jest ogólnie szanowany, wykształcony, wolnego stanu i bogaty. Czegóż jeszcze możesz wymagać od mężczyzny?

– Wcale nie jest wykształcony – zaprotestowała Amanda z naciskiem. – A nawet jeśli jest, to jego wiedza ogranicza się do jednego przedmiotu – jego samego.

– Bardzo dużo wie o drogich kamieniach – zauważył spokojnie Jack.

Amanda miała chęć go uderzyć właśnie tam, na samym środku sali balowej, pośród tańczących par. Widząc jej minę, Devlin roześmiał się i starał się wyglądać na skruszonego.

– Przepraszam. Naprawdę mi przykro. Wynagrodzę ci to. Powiedz mi, kogo byś dzisiaj chciała poznać, a ja natychmiast się tym zajmę. Przedstawię cię, komu sobie tylko zażyczysz.

– Nie trudź się – odrzekła zagniewana. – Długotrwałe przebywanie w towarzystwie pana Stephensona popsuło mi humor. Nadaję się jedynie na towarzystwo dla kogoś takiego jak ty.

Jego oczy rozbłysły od tłumionego śmiechu.

– W takim razie tańcz ze mną.

Z gracją porwał ją do walca. Tańczył tak dobrze, że nawet nie przeszkadzała jej znaczna różnica wzrostu. Na nowo uderzyło ją, jaki jest wysoki i dobrze zbudowany, choć teraz jego potężne mięśnie kryły się pod wytwornym wieczorowym strojem.

Prowadził ją zdecydowanie, nie dopuszczając do tego, żeby przypadkiem zmyliła krok. Z wyczuciem opierał rękę na jej plecach, na tyle silnie, żeby ją podtrzymywać w tańcu i sygnalizować zmianę kroków.

Zapach nakrochmalonego płótna mieszał się z wonią jego skóry, słonawą i czystą, wzbogaconą o nutę wody kolońskiej. Jack pachniał o wiele ładniej niż i

Wokół nich unosiły się dźwięki żwawej muzyki. Amanda poczuła, że rozluźnia się w mocnych objęciach Devlina. W młodości rzadko tańczyła, ponieważ większość znajomych mężczyzn uważała, że tak poważna i stateczna pa

Kiedy wirowali pośród i

– Wyglądasz na zmęczonego – stwierdziła bez ogródek. Powinieneś więcej spać.

– Usycham z tęsknoty za tobą – powiedział tak lekkim i kpiącym tonem, że sugerował coś wręcz przeciwnego. – Czy to chciałaś usłyszeć?

Zesztywniała urażona.

– Puść mnie. Rozwiązała mi się wstążka przy pantofelku.

– Jeszcze nie teraz. – Jego dłoń nadal spoczywała na jej plecach. – Najpierw podzielę się z tobą dobrymi wiadomościami. Pierwszy odcinek Historii damy sprzedał się do ostatniego egzemplarza. Na drugi odcinek mamy tak wiele zamówień, że w tym miesiącu nakazałem podwoić nakład.

– O, to rzeczywiście dobra wiadomość. – Bardziej by ją ta nowina ucieszyła, gdyby nie istniejące między nimi napięcie. – Jack, mój pantofelek…

– Do diabła! – zaklął pod nosem, przerwał taniec w pół obrotu i sprowadził ją z parkietu.

Amanda wsparła się na jego ramieniu, a on poprowadził ją do pozłacanego fotelika, stojącego pod ścianą salonu. Przeklinała w duchu pantofelek i delikatne wstążki, którymi był przymocowany w kostce. Węzeł rozluźnił się tak bardzo, że pantofelek niemal zsunął się z jej stopy.

– Usiądź – polecił krótko Jack. Sam ukląkł obok niej i sięgnął do jej kostki.

– Przestań – warknęła, świadoma tego, że przyciągają rozbawione i zaciekawione spojrzenia.

Wiele osób nawet chichotało, ukrywając usta za wachlarzami lub dłońmi, patrząc, jak układna pa

Ludzie patrzą – powiedziała łagodniejszym tonem, kiedy zdjął pantofelek z jej stopy.

– Nie strasz piórek. Już widziałem rozwiązane wstążki od pantofelków. Niektóre kobiety celowo rozluźniają węzły, żeby zyskać pretekst do pokazania swoim partnerom zgrabnej kostki.

– Jeśli sugerujesz, że posunęłabym się do takiego głupiego wybiegu, żeby… żeby… Jesteś jeszcze bardziej zarozumiały, niż przypuszczałam! – Zaczerwieniła się z zażenowania i zgromiła go wzrokiem. On tymczasem zerknął na delikatny pantofelek i uśmiechnął się.

– Pa

Pantofelki do tańca kupiła pod wpływem impulsu. W przeciwieństwie do i

Zachowując stosownie obojętną minę, wsunął pantofelek na jej stopę i zawiązał wstążkę wokół kostki. Zdradziły go błyski rozbawienia w oczach i Amanda zrozumiała, że bawi go jej bezradność i uwaga i

Devlin postarał się nie odsłaniać jej kostki, kiedy wsuwał jej pantofelek. Żeby ułatwić sobie zadanie, przytrzymał jej stopę. obejmując jej piętę. Amanda nigdy nie lubiła swoich nóg, były zbyt krępe i krótkie. Nikt nie pisał ód do kobiet o masywnie zbudowanych kostkach, tylko do tych, które miały kostki szczupłe i delikatne. Jednak jej kostki, choć mało romantyczne z wyglądu, były niezwykle wrażliwe na dotyk, więc kiedy zacisnęły się na nich palce Jacka, poczuła przyjemny dreszczyk. Ciepło dłoni Jacka przeniknęło przez jedwabną pończoszkę i zdawało się parzyć skórę.

Dotknął jej przelotnie, ale odczuła ten dotyk na samym dnie duszy. Ku jej zmieszaniu natychmiast obudziło się w niej pożądanie, w ustach jej zaschło i jakaś przyjemna fala ogarnęła całe ciało. Nagle przestała zważać na to, że znajdują się w zatłoczonym salonie. Miała ochotę opaść w jego ramionach na wypolerowany parkiet, przycisnąć usta do jego ciepłej skóry, poczuć w intymnych miejscach dobrze znany ucisk. Od tych prymitywnych, pożądliwych myśli aż zakręciło jej się w głowie.

Jack wypuścił jej stopę i wstał.

– Amando – powiedział cicho. Choć miała spuszczoną głowę, czuła na sobie jego wzrok.

Nie mogła na niego spojrzeć, słowa ledwo przechodziły jej przez ściśnięte gardło.