Страница 90 из 105
– Dwayne, Billy T. mnie zabije.
– Bo
Na wpół śpiąca, otumaniona rozkoszą Caroline przytuliła się do Tuckera. Uniosła się na łokciu i obrysowała ustami szlak od jego piersi do brody.
– Zawsze uważałam, że przyzwoitość jest przereklamowana.
– Trzymaj się mnie, skarbie. – Objął ją przez biodra. – A wkrótce zapomnisz, że coś takiego w ogóle istnieje.
– Chyba już zapomniałem. – Pocałowała go w ramię, po czym złożyła na nim głowę. – Możemy tak spać?
– Jak aniołki – obiecał, gładząc ją leniwie po plecach. Nie zwrócił większej uwagi na samochód hamujący na podjeździe, trzask drzwi i tupot nóg na schodach. Może Dwayne jest pijany, a może Josie pokłóciła się z tym kimś, z kim aktualnie sypia. Wszystko to może poczekać do rana.
Ale Caroline poruszyła się i zaczęła coś mówić, jeszcze zanim Dwayne zawołał Tuckera.
– Żeby to…! Ale on sobie wybiera momenty. – Pocałował Caroline i sięgnął po spodnie. – Zaczekaj na mnie. Pójdę go uspokoić.
Dwayne walił w drzwi i przeklinał. Tucker wyszedł na korytarz.
– Panie na Wysokościach, Dwayne, obudzisz cały dom.
– Już to zrobił – powiedziała kuzynka Lulu od drzwi gości
– Wracaj do łóżka, kuzynko Lulu. Ja się nim zajmę.
– Człowieku, chwytaj za strzelbę. Mamy kłopoty – wrzasnął Dwayne.
– Nie mielibyśmy ich, gdybyś nie wyżłopał beczki piwa u McGreedy'ego. – Della chwyciła Dwayne'a za ramię i próbowała zaciągnąć do pokoju. – Dostaniesz worek lodu na łeb, to się uspokoisz.
Dwayne wyrwał ramię z jej uścisku i podbiegł do Tuckera.
– Nie wiem, ile mamy czasu. Chcą zlinczować Toby'ego Marcha.
– O czym ty, u diaska, mówisz?
– Mówię, że chłopaki od Bo
– O, Boże. – Tucker zobaczył w progu Caroline. Stała przytrzymując szlafrok na piersiach.
– Zaczekaj na mnie – powiedział.
– Jadę z tobą. – Della żeglowała już w stronę swojego pokoju, a różowy, obszyty puszkiem peniuar powiewał za nią.
– Zostaniesz w domu – rozkazał Tucker. – Nie mam czasu na dyskusje. Zadzwoń do Burke'a. Powiedz, że fajerwerki rozpoczęły się przed czasem.
Sapiąc gniewnie, Della patrzyła, jak Longstreetowie zbiegają ze schodów.
– Jest ich tylko dwóch – odezwała się Caroline. – Jeżeli Burke nie sprowadzi pomocy, mogą mieć kłopoty.
Kuzynka Lulu przyjrzała się swoim paznokciom.
– Nadal potrafię rozwalić centówkę z półtora metra. Della odwróciła się ku nim i skinęła głową.
– Ubierać się.
Toby obudził się, kiedy jego stary kundel Custer zaczął szczekać.
– Cholerny pies! – mruknął.
– Twoja kolej – powiedziała Wi
– Dlaczego moja?
– Ponieważ to ja wstaję co noc do dwójki dzieci. – Otworzyła oczy i uśmiechnęła się do męża. – A za sześć miesięcy będę wstała do trojga.
Toby przesunął dłonią po jej płaskim jeszcze brzuchu.
– Rzeczywiście, chyba moja kolej.
– I skoro już wstajesz, przynieś mi loda na patyku. – Poklepała go po nagim pośladku, zanim naciągnął slipy. – Ciężarne kobiety mają zachcianki.
– Miałaś je wieczorem. Jeszcze jakie!
Wi
Zobaczył odblask ognia w oknie salonu, znajomą złotoczerwoną łunę, która napełniała go gniewem i lękiem.
Stłumił przekleństwo i ruszył do drzwi w nadziei, że uda mu się usunąć z trawnika plugastwo, zanim zdoła wyrządzić krzywdę jego rodzinie. Był człowiekiem głębokiej wiary i bardzo się starał kochać bliźniego swego. Ale nienawidził ludzi, którzy ustawiali mu przed domem płonący krzyż.
Otworzył drzwi, wyszedł na werandę. I natknął się na lufę karabinu wymierzoną w jego nagi brzuch.
– Nadszedł dzień sądu ostatecznego, czarnuchu. – Billy T. rozciągnął usta w uśmiechu. – Przyszliśmy wysłać cię do piekła. – Rozkoszując się poczuciem władzy, pchnął Marcha lufą w brzuch. – Toby March, zostałeś osądzony i skazany za zgwałcenie i zamordowanie Darleen Talbot, Eddy Lou Hatinger, Francie Logan i Arnette Gantry.
– Powariowaliście – wykrztusił Toby z trudem. Pies już nie szczekał, leżał rozciągnięty w trawie. Był martwy albo nieprzytomny. Wściekłość nadeszła gwałtowną falą. Nie powstrzymał go widok sznura, który John Thoman Bo
– Nikogo nie zabiłem.
– Słyszycie, chłopaki? – Billy T. zarechotał, nie spuszczając wzroku z Toby'ego. – Mówi, że tego nie zrobił.
Mimo tępej grozy uświadomił sobie, że są pijani w sztok. I że to czyni ich jeszcze bardziej niebezpiecznymi. Ktoś podetknął mu wylot lufy do ust.
– Możemy go powiesić za kłamstwo.
– W każdym razie zawiśnie. Wy, czarnuchy, umiecie tańczyć, co nie? Zatańczysz sobie dzisiaj. Będziesz tańczył nie dotykając nogami ziemi. A kiedy skończysz, spalimy twój dom.
Czuł, że strach ścina mu krew w żyłach. Zabiją go. Widział to po ich oczach. Będzie z nimi walczył i przegra. Straci życie, ale nie straci rodziny.
Chwycił za lufę karabinu. Huk wystrzału i ból w boku zlały się w jedno.
– Wi
– Mógłbym go zastrzelić. – Billy T. zachichotał nerwowo i otarł usta wierzchem dłoni. – Mógłbym wywiercić mu dziurę w brzuchu, ale to nie byłoby dobrze. Powiesimy go. Przyciągnąć go do drzewa – krzyknął na swoich.
Zobaczył kobietę na werandzie, ze strzelbą w dłoniach. Wi
– Patrzcie, patrzcie! – Chwycił kobietę wpół. – Chce bronić swojego chłopa. – Zaczęła go drapać, więc uderzył ją na odlew i Wi
– Nie gwałcę żadnej kobiety – wybełkotał Wood, trochę zaniepokojony przebiegiem wypadków.
– Ale popatrzeć możesz, no nie? – Billy T. ściągnął Wi
– Zranił mnie! – Opadł na kolana, wyciągając okrwawioną rękę. – Bachor mnie zranił.
– Boże święty, nie potrafisz poradzić sobie z chłopakiem? – Billy T. podszedł, żeby obejrzeć ranę brata. – Krwawisz jak zarżnięta świnia. Niech ktoś się nim zajmie. I pilnujcie domu. Kiedy ten chłopak wyjdzie, róbcie co do was należy.
Toby zaczął pojękiwać pod płonącym krzyżem.
– Zrobię to sam. Za Darleen. – Pochylił się nad Marchem. Jedno oko mu zapuchło, w drugim malował się strach. Billy T. sycił się widokiem przez chwilę.
To była władza. Posmakował jej i stwierdził, że idzie wprost do głowy. Przez całe życie był nikim. Teraz zrobi coś ważnego, ba, heroicznego. Nikt już nie spojrzy na niego jak na ludzkie gówno.
– Teraz założę ci pętlę na szyję, chłopie. – Poderwał Toby'ego na kolana i założył mu sznur. – Zacisnę ją bardzo, bardzo mocno. – Zaciągnął wolno węzeł, aż zetknął się z nagą skórą. – Ale nie powieszę cię jeszcze. Najpierw zrobię twojej żonie to, co ty zrobiłeś białym kobietom. – Uśmiechnął się, kiedy Toby zaczaj szarpać więzy i jęczeć. – Tylko że jej się to spodoba. A kiedy będzie błagała o więcej, wtedy cię powieszę.
– Nie biorę udziału w żadnym gwałcie – powiedział Wood. Tym razem stanowczo.
– To chociaż zamknij jadaczkę – warknął Billy T. prostując się. – To nie gwałt, to sprawiedliwość.