Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 105

P prostu będzie musiał sobie z rym poradzić.

Tak jak będzie musiał poradzić z obowiązkami wobec Eddy Lou.

Prędzej uświerknie, niż ożeni się z musu. Edda Lou była utalentowana w łóżku, ale nie potrafiłaby dotrzymać rozmowy z pomocnikiem hydraulika.

A poza tym, jak się ostatnio przekonał, była ograniczona i przebiegła niczym mała lisica. Cierpła mu skóra na myśl, że miałby ją codzie

Zrobi, co będzie mógł, co nakazuje mu poczucie obowiązku. Ma pieniądze i ma czas. Odda jej jedno i drugie. I kto wie, kiedy wypali się pierwszy gniew może poczuje coś do dziecka, jeżeli już nie do matki.

Wolałby miłość od tego mdlącego uczucia w żołądku.

Tucker przesunął dłońmi po twarzy i zapragnął, żeby Edda Lou po prostu zniknęła z powierzchni ziemi. To wynagrodziłoby mu tą brzydką scenę w restauracji, kiedy zrobiła z niego większego łajdaka, niż był w rzeczywistości. Gdyby tylko wpadł na jakiś sposób, żeby się jej…

Usłyszał szelest liści i odwrócił się błyskawicznie. Jeżeli ona tu za nim przyszła, przekona się, że jest gotowy do walki. Ba, wygląda jej niecierpliwie.

Caroline wyszła na polankę i wydała zdławiony okrzyk. W ocienionym miejscu, gdzie łowiła kiedyś z dziadkiem ryby, siedział mężczyzna. Zobaczyła przed sobą jego złociste oczy, twarde jak agaty, zaciśnięte pięści, usta rozciągnięte w złym uśmiechu, zęby odsłonięte jak do warknięcia.

Rozejrzała się rozpaczliwie za jakąś bronią, potem zrozumiała, że może liczyć tylko na własne siły.

– Co pan tu robi?

Maska nienawiści opadła, jakby zdarła ją niewidzialna ręka.

– Patrzę sobie na wodę. – Posłał jej szybki, przepraszający uśmiech, który miał zasygnalizować, że Tucker Longstreet jest zupełnie nieszkodliwy. – Nie spodziewałem się, że kogoś tu spotkam.

Ale Caroline wcale nie była przekonana o jego niewi

– Kim pan jest?

– Tucker Longstreet, proszę pani. Mieszkam trochę dalej przy drodze. Spaceruję sobie.

I znowu ten uspokajający uśmiech.

– Przykro mi, że panią przestraszyłem. Pa

– Tak. – Odpowiedź wypadła szorstko na tle jego uprzejmości Południowca. Aby ją złagodzić, uśmiechnęła się, ale zachowała rezerwę. – Przestraszył mnie pan, panie Longstreet.

– Och, proszę mówić do mnie Tucker. – Przyjrzał jej się z uśmiechem. Odrobinę za szczupła, pomyślał, a twarz ma tak bladą i subtelną jak dama z kamei, którą matka nosiła na czarnej aksamitce. Zazwyczaj preferował długie włosy u kobiety, ale krótka fryzurka pasowała do wdzięcznej szyi i wielkich oczu Caroline Waverly. Wsadził kciuki w kieszenie spodni. – Jesteśmy przecież sąsiadami, a w I

No, pomyślała, ten to wycygani od garnka pokrywkę. Znała paru takich jak on. Niezależnie od tego, czy słowa wypowiadane były rozwlekłym akcentem południowym czy śpiewnym hiszpańskim, kryły w sobie śmiertelne niebezpieczeństwo.

Skinęła głową niczym udzielna księżna, pomyślał.

– Rozglądałam się właśnie po posiadłości – ciągnęła. – Nie spodziewałam się tu kogoś spotkać.

– To ładny zakątek. Jak już mówiłem, mieszkam niedaleko. Jeżeli będzie pani czegoś potrzebowała, wystarczy głośniej krzyknąć.

– Jestem panu bardzo wdzięczna, ale myślę, że sobie poradzę. Przyjechałam tu dopiero przed godziną.

– Wiem. Minąłem panią w drodze do miasta.

Otworzyła usta, żeby dać mu kolejną ugrzecznioną odpowiedź, kiedy oczy jej się zwęziły.

– Jechał pan czerwonym porsche'em?

Tym razem pokazał w uśmiechu wszystkie zęby.

– Prawdziwe cacko, prawda?

Caroline postąpiła naprzód, a jej oczy rzucały błyski.

– Ty nieodpowiedzialny idioto, musiałeś jechać grubo ponad setkę! Rumieniec gniewu zmienił ją z istoty ładnej i delikatnej w piękną kobietę.

Tucker nadal trzymał kciuki w kieszeniach. Zawsze był zdania, że kiedy nie można uniknąć kobiecej złości, należy czerpać z niej przyjemność.

– Nie. O ile pamiętam, jechałem zaledwie sto dziesięć. Maleństwo wyciąga dwieście na ładnej prostej, ale…

– Omal pan we mnie nie wjechał!

Przez chwilę zdawał się rozważać taką możliwość, po czym potrząsnął głową.

– Nie. Miałem mnóstwo czasu, żeby panią ominąć. Może od pani strony wyglądało to gorzej. W każdym razie jest mi szalenie przykro, że napędziłem pani strachu aż dwukrotnie w ciągu jednego dnia. – Ale błysk w oczach nie licował z przepraszającym tonem wypowiedzi. – Zazwyczaj staram się oddziaływać inaczej na płeć piękną.

Jeżeli matka Caroline wbiła jej coś do głowy, było to poczucie godności. Opanowała się na tyle, żeby się nie zapluć z gniewu.

– Pan stanowi zagrożenie dla użytkowników szos. Powi

Ubawiło go to jej jankeskie oburzenie.

– Nic straconego. Proszę zadzwonić do miasta i poprosić Burke'a. Burke'a Truesdale'a. Jest szeryfem.

– I pańskim kuzynem, jak przypuszczam – powiedziała przez zaciśnięte zęby.

– Nie, proszę pani, chociaż jego młodsza siostra wyszła za mojego kuzyna w drugiej linii. – Skoro uważa go za wiejskiego prostaczka, postara się jej nie rozczarować. – Przeprowadzili się na drugą stron. rzeki, do Arkansas. Mój kuzyn to Billy Earl LaRue. On jest ze strony mamusi. On i Meggie – to młodsza siostra Burke'a – prowadzą coś w rodzaju przechowalni. Wie pani, takie miejsce, gdzie zostawia się meble, samochody, co człowiek chce? Na miesiąc albo dłużej. Nieźle im się powodzi.

– Miło mi to słyszeć.

– To bardzo uprzejme z pani strony. – Uśmiechnął się leniwie. – Proszę pozdrowić ode mnie Burke'a, kiedy pani będzie z nim rozmawiała.

Choć był wyższy od niej o dobre kilkanaście centymetrów, Caroline udało się spojrzeć na niego z góry.

– Oboje wiemy, że mój telefon do szeryfa odniósłby niewielki skutek. A teraz byłabym wdzięczna, gdyby opuścił pan moją ziemię, panie Longstreet. A kiedy zapragnie pan znowu usiąść i popatrzeć na wodę, proszę znaleźć sobie i

Odwróciła się, ale zanim uszła dwa kroki, dobiegł ją głos Tuckera, i do licha, brzmiała w nim kpina!

– Pa

Nie obejrzała się. Tucker, będąc człowiekiem rozważnym, odczekał, aż znajdzie się poza zasięgiem jego głosu, i dopiero wtedy się roześmiał.

Gdyby nie tkwił po uszy w bagnie, chętnie podroczyłby się z tą Jankeską zgodnie z przyjętymi przez siebie zasadami. Niech go licho, jeżeli nie poprawiła mu humoru.

Edda Lou była gotowa do ostatecznego starcia. Bała się, że schrzaniła sprawę, wpadając w szał po tym, jak Tucker zabrał tę dziwkę Chrissy Fuller do Greenville na kolację. Ale wszystko wskazywało na to, że złość popłaca, przynajmniej czasami. Scena w restauracji, publiczne upokorzenie sprawią, że Tucker przyjdzie do niej jak po sznurku.

Och, bez wątpienia spróbuje omamić ją słodkimi słówkami. Był najlepszym mówcą w okręgu Bolivar. Ale tym razem nie wykręci się sianem. Nawet się nie obejrzy, jak założy jej obrączkę na palec. Edda Lou Hatinger sprowadzi się do tego wielkiego domu i zetrze szyderczy uśmieszek z każdej twarzy w I

Miała słabość do Tuckera, to prawda. Ale jeszcze większą słabość czuła do jego domu, nazwiska i konta bankowego. Następnym razem wjedzie do I