Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 74 из 105

– Nie, proszę pana.

– Żadnych flirtów z moją kobietą. – „Kobietami", poprawił się w myślach. Chciał powiedział „kobietami". Prawda? Ale myślał o Caroline.

Cyr znów oblał się rumieńcem.

– Nie, proszę pana.

– A ja nie będę flirtował z twoimi. – Puścił do niego oko. – Masz już dziewczynę, Cyr?

– Nie, proszę pana. Niezupełnie. Czasami tylko patrzę, to wszystko.

– Masz jeszcze sporo czasu na coś więcej niż patrzenie. Patrzysz na kogoś w szczególności?

Cyr zwilżył wargi językiem. Nie potrafił skłamać Tuckerowi. Nie ze strachu, uświadomił sobie. Z miłości.

– Ja… Eee… Patrzę na LeeA

Tucker zakrztusił się wątróbką.

– Chryste, ogromna! – zgodził się. – Tylko patrzysz? – Brnął dalej.

– No… – Cyr opuścił głowę. Był czerwony jak rak. – Kiedyś stała za mną w kolejce do stołówki i ktoś ją na mnie popchnął. Wpadła mi na plecy tymi piersiami. Są bardzo miękkie. I objęła mnie w pasie, żeby odzyskać równowagę. I ja… – Pokonał wstyd. – Nie mogłem nic na to poradzić, panie Tucker. Nie mogłem się opanować, choćby nie wiem co.

Tucker wyobraził sobie Cyra rzucającego się na LeeA

– Czego nie mogłeś opanować?

– No wie pan. To się czasem tak robi, choćbym, nie wiem jak bardzo, starał się nad tym zapanować. To się robi… no, wie pan. Narzędzie szatana.

– Narzędzie szatana – powtórzył Tucker wolno. Chemie by się roześmiał. Prawdę powiedziawszy, chętnie tarzałby się w trawie i ryczał ze śmiechu, gdyby nie wyraz oczu Cyra, pełen poczucia winy.

Robota Austina Hatingera, pomyślał Tucker i odetchnął głęboko.

– Nigdy nie słyszałem tego określenia. – Długo pocierał brodę, starając się ukryć uśmiech. – Mnie się zdaje, że skoro dobry Bóg włożył nam to między nogi, szatan niewiele ma z tym wspólnego.

– Grzeszne myśli i zepsute kobiety powodują, że sztywnieje.

– I bardzo dobrze! – Tucker dolał sobie lemoniady, żałując, że to nie koniak. – Posłuchaj, synu, nie ma takiego mężczyzny, któremu nie stanąłby w najmniej odpowiednim momencie. To naturalne. – Pociągnął lemoniady i odmówił krótką modlitwę. – Wiesz chyba, jak rodzą się dzieci i te rzeczy?

– Aha. – Jim mu powiedział, a on z kolei usłyszał to od swojego ojca. – Kobieta ma jajo, mężczyzna spermę. Najlepiej jak się kochają i w ogóle.

– Zgadza się. – Cóż za ulga, słodka ulga. – I najlepiej poczekać z tym, aż człowiek jest dorosły i odpowiedzialny. – I kto to mówi? – Patrzenie na LeeA

– Aha, chyba rozumiem. – To było fascynujące mówić otwarcie o rzeczach zakazanych i nie zbierać cięgów. Cyr postanowił zgłębić sprawę do końca. – Ale czasem, zwłaszcza w nocy… Czasem wymieniam po kolei Wszystkie stany ze stolicami, żeby o tym nie myśleć, ale to nie zawsze pomaga. Wydaje mi się, że jeżeli czegoś z tym nie zrobię, to pęknę. – Rzucił Tuckerowi szybkie spojrzenie. – I czasami coś robię. To grzech, prawda robić to sobie samemu?

Tucker podrapał się po głowie.

– Czasem mężczyzna musi ująć sprawy w swoje ręce, mówiąc dosłownie. Nie radziłbym robić tego systematycznie, ale człowiek rozumny drapie się, jeżeli go bardzo swędzi.

– I nic się wtedy człowiekowi nie przytrafi?

– Nie oślepnie ani nie wyrosną mu włosy we wnętrzu dłoni, jeżeli to masz na myśli.

– Jest pan pewien?

Tym razem Tucker musiał się uśmiechnąć. Odwrócił dłonie wnętrzem do góry i przyjrzał im się uważnie.

– Absolutnie – powiedział, i Cyr uśmiechnął się w odpowiedzi.

Pokój Burnsa w I

W pokoju miał podwójne łóżko, komódkę i szafę. Trzy dni zajęło mu przekonanie Nancy, by dorzuciła biurko i stabilne krzesło. Wiatrak na suficie działał na zwolnionych obrotach. To nakłoniło Burnsa do zakupienia elektrycznego wiatraczka w sklepie Larssona. Ponieważ dostąpił tego szczęścia, że zajął jeden z dwóch pokojów z łazienką, uznał, że ma wszystko, co niezbędne na czas wizyty w I

Nie spodziewał się premii.

Rozciągnięta pod nim na żelaznym łóżku leżała Josie Longstreet. Burns drżał jeszcze z wyczerpania po drugiej rundzie. Choćby za cenę życia nie potrafiłby powiedzieć, jak to się stało, że podskakują na skrzypiącym materacu, skoro jeszcze przed chwilą pili lemoniadę w barze. Ale nie narzekał.

Nie uprawiał tak dzikiego, rozpasanego seksu od… Prawdę mówiąc, nigdy nie uprawiał takiego seksu. Kobiety, z którymi się umawiał, były chłodne i opanowane w łóżku i poza nim. Josie zdarła z niego ubranie pięć sekund po tym, jak dostała się do jego pokoju.

Podniosła wymanikiurowane dłonie ponad jego głową. „Płomie

– Złotko – powiedziała – prawie mnie wykończyłeś. Wiedziałam, że w tym garniturze siedzi tygrys.

– Byłaś cudowna. – Burns wiedział, że kobiety oczekują komplementów w takich sytuacjach, ale tym razem brakło mu słów. – Niesamowita.

– Miałam cię na oku, agencie specjalny. Mężczyźni z odznaką policyjną działają na mnie jak cholera. – Pomyślała o Burke'u i zmarszczyła brwi. – Uważasz, że jestem sexy?

– Uważam, że jesteś najbardziej seksowną kobietą, jaka chodzi po ziemi. Wynagrodziła go przeciągłym pocałunkiem.

– I ładna?

– Nie, nie ładna. – Zbyt był zajęty przesiewaniem przez palce jej włosów, by dostrzec zimny błysk w oku. – Wspaniała, zupełnie jak dzika Cyganka.

– Mówisz tak, bo leżę pod tobą goła i swędzi cię fiut.

Normalnie poczułby się urażony, ale Josie bardzo trafnie określiła stan jego narzędzia szatana.

– Mówię tak, bo to prawda. Josie, jesteś oszałamiająca.

– Lubię cię słuchać. – Westchnęła, kiedy zaczął skubać wargami jej piersi. Pot i seks sprawiły, że ciało miała lepkie, choć wiatrak wycelowany był prosto w łóżko. Josie wyznawała teorię, że najlepszym lekarstwem na upał jest wyciągnąć się nago na łóżku. A skoro już człowiek leżał rozebrany, należało to wykorzystać.

– Nie wszyscy mężczyźni wiedzą, co chce usłyszeć kobieta. Weźmy mojego pierwszego męża, Franklina. Po dwóch miesiącach małżeństwa robił swoje, odwracał się i zaczynał chrapać. Mnóstwo mężczyzn tak się zachowuje. Biorą, co chcą, i zasypiają.

Wymamrotał odpowiedź w jej piersi. Najwyraźniej świetnie się bawił.

– Kobieta lubi usłyszeć coś miłego. Oczywiście, nie wszystkie kobiety o to dbają. Niektóre chcą tego samego co mężczyźni. Różnica między latawicą a damą polega na tym, że dama potrafi docenić urok słodkich słówek.

– Jesteś niesamowitą damą. Uśmiechnęła się promie

– A ty jesteś prawdziwym dżentelmenem. I łebskim facetem. Uwielbiam, jak opowiadasz o swojej pracy. – Leniwie wędrowała dłońmi w górę i w dół jego ciała. – Jaka szkoda, że wracasz na północ. To prawdziwy pech, że zeszliśmy się tuż przed twoim wyjazdem.

– Rzeczywiście, sprawy się przejaśniają.

– Wiedziałam! Już w chwili, gdy cię zobaczyłam, wiedziałam, że wszystko załatwisz. Pomyślałam, ten facet ma głowę na karku. Powiedziałam sobie, teraz, kiedy już tu jest, my kobiety możemy czuć się znowu bezpiecznie. – Wsunęła mu koniuszek języka między zęby. – Jesteś bohaterem, Matthew.

– Wykonuję tylko moją pracę. Rutyna.

– Łapanie mordercy? – Wodziła ustami po jego piersiach. Był biały jak brzuch ryby, ale uznała, że jest ładnie zbudowany. – A jednak, zanim ty przyjechałeś, byliśmy ciemni jak tabaka w rogu.

– To tylko kwestia doświadczenia, odpowiedniego sprzętu.