Страница 25 из 105
– W tej chwili, złotko, możesz mnie zapytać praktycznie o wszystko.
– Pytam z ciekawości. Czy morderstwa i strzelaniny są czymś normalnym w tej części kraju, czy to stan przejściowy?
– No cóż… – Przez chwilę kontemplował wino w szklance, zanim się go napił. – Ponieważ moja rodzina osiedliła się tutaj jeszcze przed wojną. to znaczy przed Wojną Domową.
– Naturalnie.
– Czuję się więc uprawniony do rozstrzygnięcia tej kwestii. Muszę stwierdzić, że morderstwa, o jakich myślisz, były w I
– To zupełnie co i
– No widzisz. Jakieś pięć lat temu chłopcy Bo
– To zrozumiałe.
Jezu, pomyślał Tucker, lubię ją, lubię ją w jakiś dziwny koleżeński sposób. Bardzo miły dodatek do pożądania.
– Ale na ogół I
– Przybierasz to na zawołanie?
– Co?
– Styl lekko przymulonego wiejskiego ciołka? Pokazał zęby w uśmiechu i łyknął wina.
– Tylko wtedy, gdy wydaje mi się to dobrym wyjściem z sytuacji. Westchnęła i odwróciła głowę. Niebo ciemniało, grzmoty stawały się coraz bliższe, ale tak przyjemnie było siedzieć na stopniach werandy. Zbyt przyjemnie.
– Nie boisz się? – zapytała. – Ten człowiek groził, że cię zabije, kiedy szeryf go zabierał.
– Nie ma co wpadać w panikę. – Ale niepokój w głosie Caroline poruszył wrażliwą strunę. Pły
Odwróciła głowę i jej twarz ponownie znalazła się tuż przy jego twarzy.
– To zahacza o patologię, nie sądzisz? Wykorzystywanie śmiertelnego niebezpieczeństwa w celu uwiedzenia.
– Ba! – Był na tyle dobroduszny, żeby się roześmiać, na tyle doświadczony, by pozostawić rękę tam, gdzie spoczywała. – Zawsze jesteś taka podejrzliwa w stosunku do mężczyzn?
– W stosunku do pewnych mężczyzn, tak. – Strąciła jego dłoń z ramienia.
– To bardzo brzydko z twojej strony, Caro, po tym wszystkim, co razem przeszliśmy – - Westchnął żałośnie i stuknął się z nią szklanką. – Nie sądzę, żebyś chciała zaprosić mnie na kolację? Skrzywiła się. – Raczej nie.
– A może zagrasz coś dla mnie?
Potrząsnęła głową, bez uśmiechu.
– Wzięłam sobie urlop od grania dla i
– Jaka szkoda. Coś ci powiem, wobec tego ja zagram dla ciebie.
Uniosła brwi z niedowierzaniem.
– Umiesz grać na skrzypcach?
– Skąd! Ale umiem włączyć radio. – Wstał i uświadomił sobie w ułamku sekundy, że wino poszło mu prosto do głowy. Nie było to nieprzyjemne uczucie. Dobrnął do samochodu i przekopał się przez kasety magnetofonowe. Znalazł nagranie, o które mu chodziło, i wsunął je w odtwarzacz.
– Fats Domino – powiedział z szacunkiem, kiedy rozległy się pierwsze tony „Blueberry Hill”. Podszedł do Caroline z wyciągniętą dłonią. – Chodź.
Zanim zdążyła odmówić, postawił ją na nogi i objął ramieniem.
– Jeszcze mi się nie zdarzyło, żebym, słuchając tej piosenki, nie pragnął zatańczyć z piękną kobietą.
Mogła mu odmówić, mogła wywinąć się z jego objęć. Ale to było takie niewi
– Dobrze? – zapytał cicho.
– Mhm. Jesteś miły, Tucker. Zbyt miły. Ale wolę to, niż żeby do mnie strzelano.
– Tak też sobie pomyślałem. – Przytulił policzek do jej włosów. Były gładkie jak jedwab. Zawsze miał słabość do gładkich powierzchni, nie próbował więc nawet walczyć z pokusą, by otrzeć się policzkiem o jej policzek, przesunąć dłonią po jej plecach. Jakie smukłe były jej nogi ocierające się o jego uda!
Nie czuł się zaskoczony faktem, że jest podniecony erotycznie. Było to tak naturalne jak oddychanie. Zaskoczyło go coś i
Pomyślał, że obwini za to alkohol. Był już bardziej niż na wpół pijany.
– Pada – szepnęła Caroline. Oczy miała zamknięte, kołysała się w rytmie jego ciała.
– M – hmm. – Czuł zapach deszczu w jej włosach, na jej skórze. Doprowadzał go do szaleństwa.
Uśmiechnęła się, czując jak wielkie, ciężkie krople przenikają przez jej ubranie.
Nikt do mnie dotąd nie strzelał, pomyślała. Ale i nie tańczył ze mną w deszczu.
– Jest chłodno. Cudownie chłodno – powiedziała.
Chłodno? Tucker dziwił się niemal, że woda nie wyparowuje z sykiem po. zetknięciu z jego skórą. Uświadomił sobie, że trzyma między wargami płatek jej ucha. Zadrżała zaskoczona, kiedy zacisnął na nim delikatnie zęby.
Rozwarła szeroko oczy i patrzyła tępo przed siebie, kiedy sunął wargami w stronę jej ust. Coś ciepłego i cudownego poruszyło się w jej wnętrzu, zanim zdołała to zniszczyć. Na moment przed tym, nim zagarnął jej wargi, poderwała dłoń i odepchnęła go od siebie.
– Co ty wyprawiasz? Zamrugał oczami.
– Całuję cię?
– Nie!
Patrzył na nią przez chwilę, na deszcz ściekający z jej włosów. na oczy, które zdradzały tyleż namiętności, co zdeterminowania. Miał wielką ochotę zignorować jej protest. Zaklął pod nosem, zrozumiawszy, że nie potrafi.
– Caroline, jesteś trudną kobietą.
Dzwon alarmowy w jej głowie przycichł, kiedy zrozumiała, że Tucker nie będzie nalegał. Uśmiechnęła się leciutko.
– Tak mówią.
– Mógłbym pokręcić” się tu jeszcze trochę, namówić cię, żebyś zmieniła zdanie.
– Nie sądzę.
Oczy mu się śmiały. Przesunął dłonią wzdłuż całej długości jej pleców. zanim się odsunął.
– Stanowisz dla mnie wyzwanie, ale ponieważ miałaś ciężki dzień, odpuszczę ci dzisiaj.
– Dziękuję ci serdecznie.
– Jest za co! – Przesunął kciukiem po jej kłykciach. I, niech go diabli, poczuła dreszcz od głowy po czubki palców. – Będziesz o mnie myślała, kładąc się dzisiaj do łóżka, Caroline.
– Będę myślała o wprawieniu szyb do okna.
Przeniósł wzrok z jej twarzy na odłamki szkła sterczące złowrogo ze starych drewnianych ram.
– To moja wina – powiedział.
W jego oczach pojawiła się zawziętość, co przypomniało Caroline, jak dc tego doszło, że stoi z Tuckerem na deszczu, trzymając się za ręce.
– Myślę, że winę ponosi Austin Hatinger – powiedziała lekkim tonem. – Choć nie poprawia to stanu moich okien.
– Ja się nimi zajmę. – Patrzył znów na nią. – Wyglądasz ślicznie, kiedy jesteś mokra. Jeżeli postoję tu jeszcze trochę, znowu spróbuję cię pocałować. – Więc lepiej już idź. – Szarpnęła uwięzioną dłonią, rzuciła okiem stronę samochodu i zaśmiała się.
– Tucker, wiesz, że masz opuszczony dach?
– Cholera! – Odwrócił się i wlepił wzrok w porsche'a. Krople deszczu bębniły o białą skórzaną tapicerkę. – To największy problem, jaki miewam z kobietami. Rozpraszają mnie. – Nie zdążyła uwolnić ręki, kiedy podniósł ją do ust w długim pocałunku. – Wrócę, Caroline.
Uśmiechnęła się, cofając o krok.
– Więc przywieź ze sobą szklarza.
Wskoczył do samochodu, nie kłopocząc się zasuwaniem dachu. Zapalił silnik, posłał Caroline całusa i ruszył aleją. Widział dziewczynę we wstecznym lusterku, kiedy stała w deszczu, z włosami jak mokre zboże, w sukni oblepiającej ciało. Fats śpiewał „Ain't That A Shame”. Tuckerowi nie pozostało nic i