Страница 8 из 124
4 Doktor Daneeka
Joe Głodomór naprawdę był obłąkany i Yossarian, który poruszył niebo i ziemię, żeby mu pomóc, wiedział o tym najlepiej. Ale Joe Głodomór nie chciał słuchać rad Yossariana. Nie chciał go słuchać, gdyż uważał Yossariana za wariata.
– A dlaczego on miałby cię słuchać? – pytał doktor Daneeka nie patrząc na Yossariana.
– Bo jest w tragicznej sytuacji. Doktor Daneeka prychnął pogardliwie.
– On jest w tragicznej sytuacji? To co ja mam powiedzieć? – szydził ponuro doktor Daneeka. – Nie mówię po to, żeby się skarżyć. Wiem, że jest wojna. Wiem, że trzeba ponosić ofiary dla zwycięstwa. Ale dlaczego akurat ja? Dlaczego nie wezmą do wojska któregoś z tych starych lekarzy, deklamujących w kółko, że pracownicy służby zdrowia powi
Doktor Daneeka, zawsze schludny i czysty, czul się najlepiej, kiedy był w ponurym nastroju. Miał smagłą cerę i mądrą, posępną twarzyczkę z żałobnymi obwódkami wokół oczu. Bez przerwy zamartwiał się swoim zdrowiem i niemal codzie
System ten działał ku zadowoleniu wszystkich, a zwłaszcza doktora, który miał czas, żeby spokojnie przyglądać się, jak stary major… de Coverley rzuca do celu podkowami na swojej prywatnej rzutni do podków, z jednym okiem nadal przesłoniętym przezroczystą opaską, którą doktor Daneeka wyciął mu z paska celuloidu, ukradzionego z okna namiotu majora Majora kilka miesięcy temu, kiedy to major… de Coverley wrócił z Rzymu ze skaleczoną rogówką, wynająwszy uprzednio dwa apartamenty, jeden dla oficerów i jeden dla szeregowych, do wykorzystania na okres urlopów. Doktor Daneeka zaglądał do ambulatorium tylko wtedy, kiedy czul, że jest poważnie chory, to znaczy raz dzie
Doktor Daneeka doskonale wiedział o wielu sprawach, które były w najwyższym stopniu nie w porządku. Sen z powiek spędzał mu nie tylko stan jego zdrowia, lecz także Ocean Spokojny i konieczność zaliczenia pewnej ilości godzin w powietrzu. Zdrowie to coś, czego nigdy nie można być pewnym przez dłuższy czas. Ocean Spokojny był obszarem wodnym otoczonym ze wszystkich stron przez elephantiasis i i
– Wiesz, jak to jest – podlizywał mu się doktor Daneeka robiąc cwaniackie, porozumiewawcze oko. – Po co mam ryzykować, jeżeli to nie jest konieczne?
– Jasne – godził się Yossarian.
– Co za różnica, czy jestem w samolocie, czy nie?
– Żadnej.
– No właśnie – mówił doktor Daneeka. – Kto smaruje, ten jedzie. Ręka rękę myje. Rozumiesz? Ty mnie podrapiesz w plecy, to i ja ciebie podrapię w plecy.
Yossarian zrozumiał.
– Nie zrozumiałeś mnie – powiedział doktor Daneeka, kiedy Yossarian zaczął go drapać po plecach. – Mam na myśli współpracę. Przysługa za przysługę. Ty zrobisz coś dla mnie, ja zrobię coś dla ciebie. Rozumiesz?
– Zrób coś dla mnie – zażądał Yossarian.
– Nie da rady – odparł doktor Daneeka.
Było coś napawającego lękiem w tym, jak doktor Daneeka, zgnębiony, siedział całymi dniami na słońcu przed wejściem do swego namiotu, w letnich spodniach koloru khaki i bluzie z krótkimi rękawami, która na skutek codzie
– Dlaczego właśnie ja? – brzmiała jego niezmie
Yossarian mógł coś na ten temat powiedzieć, ponieważ kolekcjonował dobre pytania i używał ich do wprowadzania zamętu na zajęciach wychowawczych, jakie Clevinger prowadził kiedyś dwa razy tygodniowo w namiocie kapitana Blacka z kontrwywiadu wraz z kapralem-okularnikiem, o którym wszyscy wiedzieli, że jest najpewniej wywrotowcem. Kapitan Black wiedział, że kapral jest wywrotowcem, ponieważ nosił okulary, używał słów takich, jak utopia i panaceum, i krytykował Adolfa Hitlera, który położył przecież wielkie zasługi w zwalczaniu antyamerykańskiej działalności w Niemczech. Yossarian chodził na te zajęcia wychowawcze, ponieważ chciał się dowiedzieć, dlaczego tyle ludzi uparło się, żeby go pozbawić życia. I
– Kto to jest Hiszpania?
– Dlaczego jest Hitler?
– Cóż jest prawda?
– Gdzie był ten garbaty blady staruszek, na którego wolałem tata, kiedy popsuła się karuzela?
– Co było atu w Monachium?
– Ho-ho beriberi. i
– Takiego wała!
Posypało się jak z worka, a potem Yossarian zadał pytanie, na które nie było odpowiedzi:
– Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?
Pytanie poruszyło ich do żywego, gdyż Snowden zginął nad Awinionem, kiedy Dobbs dostał ataku szału w samolocie i wyrwał stery Huple'owi.
Kapral udał głupiego.
– Słucham? – spytał.
– Gdzież jest niegdysiejszy Snowden?
– Obawiam się, że nie rozumiem pytania.
– Ou sont Neigedens d'antan? – powiedział Yossarian, żeby mu ułatwić sprawę.
– Parlez en anglais, jak Boga kocham, je ne parle pas francais – poprosił kapral.
– Ja też nie – odpowiedział Yossarian, gotów ścigać go wśród wszystkich słów świata, żeby wydębić z niego odpowiedź, ale przeszkodził mu w tym Clevinger, blady, chudy, z trudem chwytający oddech i już ze Izami błyskającymi w niedożywionych oczach.