Страница 18 из 53
– O-o-o… super… o-o-o… Andriusza… o-o-o… ach!
– Nie spiesz się, mówię.
Nikołajewa oparła ręce na biodrach. Opuściła głowę. Potrząsnęła włosami. Ostrożnie poruszyła pupą. Potem jeszcze raz. I jeszcze.
Andriej skrzywił twarz.
– No, kurwa… już… Alka, ty dziwko… przecież mówiłem – nie spiesz się! Zaraz tryśnie! Nie! Ściśnij, ściśnij tam! Kurwa! Złaź! No po chuja robić tak kiepsko?
Nikołajewa momentalnie z niego zeskoczyła. Jedną ręką złapała obciągnięty prezerwatywą członek. Drugą mocno nacisnęła miejsce między odbytem a jądrami.
– Wybacz, Sasza… znaczy… Andriusza…
– Mocniej, ciśnij mocniej!
Nacisnęła mocniej. Jęknął. Szarpnął głową.
– Teraz odciągnij, do chuja, odciągnij moją uwagę…
– Jak, Andriuszka?
– No, opowiedz coś…
– Co?
– No coś śmiesznego… no już, już, już…
– Kawał?
– Cokolwiek… oj, kurwa… no już, już…
– Nie pamiętam kawałów… – Nikołajewa podrapała się w wygolony wzgórek łonowy. – A! Zajebista historia, Suła mi opowiadała. No więc, jak miała piętnaście lat, to jeden taki facet przyprowadził ją do domu, wiesz, chciał przerżnąć, a ona nie dawała, w stylu – dziewica, i takie tam. Ten kombinował z nią w łóżku, no kombinował pewnie ze dwie godziny, chuj aż mu dymi, a ta dalej nie rozkłada nóg. W końcu mówi: dawaj, zerżnę cię w pupę. No, masz. Nadstawiła mu. A on jak wszedł, tak od razu skończył – nie miał już sił się powstrzymywać. A spermy, wiesz, było do chuja i ciutciut! Jak popłynęła do środka, to efekt, wiesz, jakby lewatywę zrobić. Wyszedł z niej. A Suła, wyobraź sobie, od razu wstała, przysiadła i na perski dywan mu nasrała! Póki on tam rzucał jobami, ona się ubrała i – w długą!
– Oj, kurwa… Ala, chodź… i tak nie mogę…
– Już, kochany. – Usiadła na nim okrakiem. Wprowadziła członek do pochwy. Zaczęła szybko się ruszać. Chwyciła go ręką za jądra.
– Tak… tak… o tak… – wymamrotał Andriej. Zamarł. Zacisnął pięści. Krzyknął. Zaczął bić ją pięściami po biodrach: – Tak! Tak! Tak!
Nikołajewa zasłaniała się rękami. Poruszała biodrami. Popiskiwała.
Andriej przestał bić. Ręce bezsilnie opadły mu na łóżko.
– O, kurwa… – Wyciągnął rękę po popielniczkę. Wziął niedopalonego papierosa.
– Jak? – Nikołajewa polizała jego owłosiony sutek.
– O… – zaciągnął się. – Aż iskry z oczu…
– Jesteś taki super… – Głaskała go po ramieniu. – Taki okrąglutki… jak Kubuś Puchatek. A członek to w ogóle. Od razu mam mokro.
Uśmiechnął się:
– Nie pierdol. Nalej wina.
– Sil wu ple. – Wyciągnęła rękę. Ze szklanego wiaderka z lodem wyjęła butelkę białego wina Pinot Grigio. Nalała.
Andriej wziął do ręki kieliszek. Uniósł lekko spoconą głowę. Wypił do dna. Odchylił się na łóżko.
– Oj, kurwa… klawa z ciebie suczka…
– Miło słyszeć.
Popatrzył na pustą paczkę po papierosach.
– Idź do kuchni, tam na półce są papierosy.
– Gdzie?
– Przy okapie. Taka szklana półka.
– Andriusza, mogę najpierw pod prysznic?
– Dobra. Sam pójdę.
Nikołajewa wstała. Zatkała dłonią pochwę. Pobiegła do łazienki. Od razu weszła pod prysznic i puściła wodę. Opłukała się szybko. Długo się podmywała. Zakręciła wodę. Krzyknęła:
– Pietia! Tfu… Andriusza! A mogę się wykąpać?
– Możesz… – dobiegło z sypialni.
Nikołajewa siadła w zimnej wa
Przyśniła się jej Lubka Kobziewa, zamordowana w motelu „Słoneczny”. Były razem w kuchni tego mieszkania na Srietence, które Lubka wynajmowała do spółki z Czerwonym Kapturkiem. Nikołajewa siedzi przy oknie i pali papierosa. Za oknem zima, pada śnieg. W kuchni jest zimno. Nikołajewa ma na sobie lekkie, letnie ciuchy, ale na nogach wysokie szare walonki. Łubka jest boso i w granatowym szlafroku. Krząta się przy kuchni i przygotowuje swoje ulubione manty *
– Swoją drogą, jaka ze mnie idiotka – mamrocze, wyrabiając ciasto. – Dałam się zarżnąć! No też coś…
– Bolało? – pyta Nikołajewa.
– E, nie, nie bardzo. Tylko strasznie się bałam, kiedy ten debil ruszył na mnie z nożem. Normalnie cała zdrętwiałam. Trzeba było skakać przez okno, a ja, kretynka, stoję i patrzę na niego. On mnie najpierw w brzuch, a ja tego nawet nie zauważyłam, a potem w szyję… i od razu – krew, krew… słuchaj Ala, gdzie ja postawiłam pieprz?
Nikołajewa patrzy na stół. Wszystkie przedmioty są bardzo dobrze widoczne: dwa talerze, dwa widelce, nóż z rozłupaną rączką, tarka, solniczka, wałek, mąka w torebce, dziewięć krążków z ciasta. Ale pieprzniczki nie ma.
– Zawsze tak jest, kiedy czegoś trzeba – zapodzieje się i koniec. – Lubka rozgląda się dookoła. Pochyla. Zagląda pod stół.
Szłafrok rozchyla się, ukazując z grubsza zaszyte rozcięcie od szyi do wzgórka łonowego.
– O jest… – mówi Lubka.
Nikołajewa widzi pieprzniczkę pod stołem. Nachyla się, bierze ją do ręki, podaje Lubce. I nagle bardzo ostro odczuwa, że w piersi Lubki NIE BIJE SERCE. Lubka mówi, mamrocze, porusza się, ale jej serce jest nieruchome. Stoi jak popsuty budzik. Nikołajewę ogarnia potworny smutek. Ale nie z powodu śmierci Lubki, tylko z powodu martwego serca. Jest jej strasznie żal, że serce Lubki zatrzymało się i NIGDY więcej nie będzie biło. Czuje, że za chwilę się rozpłacze.
– Lubka… czy ty… dodajesz do farszu cebulę? – mówi z trudem i wstaje.
– Po cholerę, kiedy jest czosnek? – Lubka uważnie patrzy na nią martwymi oczami.
Nikołajewa zaczyna pochlipywać
– Co ci jest? – pyta Lubka.
– Lać mi się chce – bełkocze nieposłusznymi wargami Nikołajewa.
– Lej tu – odpowiada z uśmiechem Lubka.
Z piersi Nikołajewej wyrywa się szloch. Dziewczyna płacze z powodu OGROMNEJ STRATY.
– Lub…ka, Lub…ka… – powtarza.
Chwyta Lubkę, przyciska do piersi. Lubka odpycha się zimnymi, pobrudzonymi mąką rękami.
– No coś ty?
Lodowa pierś Lubki jest BEZ SERCA. Nikołajewa łka. Rozumie, że tego już NIGDY nie da się naprawić. Słyszy bicie własnego serca. Jest żywe, ciepłe i KOSZMARNIE jej drogie. Przez to czuje jeszcze większy ból i gorycz. Nagle rozumie, jak ŁATWO być martwym. Przepełnia ją żal i przerażenie. Gorący mocz spływa jej po nogach.
Nikołajewa przebudziła się. Twarz miała całą we łzach. Tusz do rzęs się rozmazał. Obok wa
– Co jest? – zapytał z niezadowoleniem
– Co? – chlipnęła. I znów się rozpłakała.
– Co się stało? – Nachmurzył się se
– Bo… tego… – pochlipywała – przyśniła się przyjaciółka… ona… ją… zabili pół roku temu…
– Kto?
– A… jacyś handlarze z bazaru… jacyś Azerowie…
– Aaa… – Podrapał się w pierś. – Słuchaj, idę spać. Mam jutro ważne spotkanie. Pieniądze są w kuchni na stole.
Wyszedł.
Nikołajewa otarła łzy. Wyszła z wa
– Boże…
Długo się myła, potem wycierała. Wyszła z łazienki, owinięta dużym ręcznikiem. W mieszkaniu panował półmrok. Z sypialni dochodziło chrapanie Andrieja. Nikołajewa na palcach weszła do sypialni. Odszukała swoje rzeczy. Poszła do kuchni. Tu paliła się tylko lampka w okapie nad kuchenką. Na stole leżało dwieście dolarów.
Ubrała się. Schowała pieniądze do portmonetki. Wypiła szklankę soku jabłkowego. W przedpokoju założyła płaszcz. Wyszła z mieszkania. Ostrożnie zamknęła za sobą drzwi.
* Rodzaj pierogów popularnych w Azji Środkowej; farsz z baraniny, gotowane na parze