Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 26 из 31

– Nie – Darcy rozłożył ręce. -.- Jest pan w pewien sposób genialny. Nigdy nie przypuszczałem, że policja może dysponować podobnymi mózgami…

Alex chrząknął i zerknął spod oka na Parkera, który poruszył się niecierpliwie na krześle, wstał i powiedział:

– A więc przyznaje się pan do zamordowania Stefana Vincy w tej garderobie pomiędzy godziną 9 a 9.15 wieczorem dnia wczorajszego?

– Nie – powiedział Henryk Darcy i potrząsnął głową. – Nie przyznaję się.

– Och – Alex machnął ręką. – Przecież ani przez chwilę nie sugerowałem panu, że pan go zabił. Wiem, że pan go nie zabił.

Tym razem nie spojrzał na Parkera. Usłyszał tylko coś, co przypominało zduszone słowo „Co?”, a potem skrzyp krzesła, na które opadł inspektor.

– Wie pan, że go nie zabiłem? – Darcy potarł ręką czoło. – Więc jednak… Więc… Ale… Ja go zabiłem!… – powiedział nagle z rozpaczą, tracąc całe swoje dotychczasowe opanowanie.

Alex usłyszał, że Parker znowu poruszył się w krześle.

– Nie. Nie zabił go pan. I żeby pana uspokoić, muszę panu powiedzieć, że alibi Ewy Faraday jest niewzruszone. Nawet gdyby najbardziej tego pragnęła, nie mogła zabić Stefana Vincy, gdyż w ciągu całej przerwy nie była ani przez chwilę sama… Cała więc pańska ryzykowna gra, która sprawiła mi tyle kłopotu, okazała się nieprzydatna.

– Już w czasie gry wiedziałem, że zachowałem się jak kompletny dureń… – powiedział Darcy. – Ewa nie mogłaby grać tak spokojnie po zabiciu go. Znam ją za dobrze. Ale w pierwszej chwili…

– A tak, wiem. Stal pan pośrodku garderoby Vincy’ego, widział pan jego trupa i pomyślał pan, że zabiła go ona, kobieta, którą pan kocha. I wtedy zrozumiał pan, że istnieje tylko jedno wyjście: grać za niego i stworzyć jej absolutne alibi po spektaklu… Ale o tym później…

Parker chrząknął.

– Wszystko dobrze – powiedział – ale chciałbym wiedzieć, dlaczego pan Darcy nie mógł zabić Stefana Vincy, chociaż rozumiem doskonale, że nie ma ochoty przyznać się do tego. Jakie dowody swojej niewi

– Może spróbuje pan to sam zrobić? – powiedział Alex.

Darcy spojrzał na niego ze zdumieniem. – Poza moją osobistą pewnością, że zamordował go kto i

– Czy pan jest mańkutem? – zapytał Alex. – Widziałem, że jako Mówca wziął pan kredę w lewą rękę próbując pisać na tablicy podczas przedstawienia. Ale to mogło należeć do koncepcji reżyserskiej. Mówca mógł w ten sposób zademonstrować jeszcze mniejszą zdolność przekazania myśli Starego i

– Jestem kaleką… – powiedział Darcy cicho. – Moja prawa ręka tylko cudem została uratowana od amputacji. Nie mam w niej prawie żadnej władzy. Z trudem potrafię poruszać palcami i zginać ją… Zginam ją, zresztą, za pomocą aparatu… Japończycy postrzelili mnie kulą dum-dum w dżungli. Pocisk eksplodował w ciele. To przekreśliło moją karierę aktorską i pchnęło mnie później ku reżyserii. Nie mogę wykonywać tą ręką żadnego swobodnego gestu, chociaż nauczyłem się operować nią, jak gdyby była zdrowa… Ale to przecież nie jest żadne alibi. Moja lewa jest potwornie silna. Wyrobiłem ją sobie do perfekcji. Prawą nie mógłbym zabić nawet muchy, ale lewą… lewa mogła zamordować…

– Czy mógłby nam pan pokazać tę zranioną rękę? – powiedział Alex. – Wiem, że to nieprzyjemne, ale rozumie pan chyba, że sprawa jest zbyt ważna. Vincy nie mógł zostać zabity lewą ręką.

– Nie mógł?!!!

– Nie.

Darcy popatrzył na niego przez chwilę bez słowa, a potem wstał i zdjął marynarkę. Rozpiął koszulę, zsunął ją z ramion i położył na krześle. Parker gwizdnął cicho przez zęby. Na wysokości przedramienia prawa ręka stojącego była jedną straszliwą blizną. Ciało wyrwane zostało kiedyś aż do kości. W tej chwili skóra obrastała tylko kikut, do którego przytwierdzony był za pomocą dwóch skórzanych pasków aparat. Kilka długich, delikatnych, stalowych sprężynek przytwierdzonych poniżej łokcia zastępowało mięśnie przedramienia.

– Tak. To załatwia sprawę. Darcy poruszył ręką i opuścił ją. Potem włożył koszulę i zaczął zawiązywać krawat, ale ręce zaczęły mu drżeć i opuścił je.

– Czy jest pan… o tym przekonany? – zapytał. – To znaczy, że zabić go mógł tylko człowiek używający prawej ręki?…

– Staram się okłamywać ludzi jak najmniej… – szepnął Alex. – I chociaż nie zawsze udaje się to w naszym, jakże cywilizowanym społeczeństwie, to jednak w tym wypadku powiedziałem panu absolutną prawdę. Darcy zawiązał krawat i usiadł ciężko.

– Całe szczęście! – powiedział szczerze.

– Och – Alex znowu zrobił nieokreślony ruch ręką – wiedziałem, że go pan nie mógł zabić, nawet gdyby obie pana ręce były zupełnie zdrowe.

– Co?! – powiedzieli jednocześnie Parker i Darcy.

– No, cóż. W takiej sprawie jak ta trzeba dużo i szybko myśleć, bo fakty ukazują się raz z tego, a raz z i

1) Jeżeli chodzi o samo popełnienie zbrodni, znany był tylko jeden fakt, że wszedł pan do tej garderoby na trzy minuty przed rozpoczęciem drugiej części przedstawienia. Wszystko i

2) Zabił pan Vincy’ego jego własnym sztyletem, więc musiał pan wejść do garderoby, porwać sztylet, uderzyć Vincy’ego, a potem w błyskawicznym tempie włożyć maskę, spojrzeć w lustro, sprawdzić, czy Vincy nie żyje, wyjść, zamknąć za sobą drzwi, przekręcić klucz w zamku, pójść na scenę i zająć miejsce na planie. W ostateczności mógł pan to wszystko zrobić, ale pod jednym warunkiem: że Vincy leżałby spokojnie po pańskim wejściu do garderoby i dał się zabić jak baranek. Rzeczywiście, Vincy został znaleziony w pozycji leżącej, ciało było wygodnie ułożone na wznak w chwili zadania ciosu.

Ale czy to było możliwe?

Vincy był tchórzem. Na kilka dni wcześniej zapowiedział mu pan, że go pan zabije, jeśli jeszcze raz powtórzą się jakieś jego obelgi wobec Ewy Faraday. Mógł oczywiście nie wierzyć, że go pan zabije, ale na pewno wierzył, że będzie go pan chciał uderzyć, bo wiedział, że pan kocha Ewę Faraday i że on sam w tej sprawie zachowuje się dość nikczemnie od początku do końca. Powinien był więc zerwać się na pana widok. A zresztą dlaczego miałby leżeć w garderobie trzy minuty przed rozpoczęciem aktu na odległej bądź co bądź o kilkanaście jardów i odgrodzonej drzwiami i korytarzami scenie? Gdyby nie zerwał się, to w każdym razie usiadłby. Ale nie zginąłby na leżąco. Tak mi się przynajmniej wydawało.