Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 11 из 31

Parker spojrzał spod oka na Alexa i otworzył usta, jakby chciał przerwać mówiącemu, ale Joe zrobił prawie niedostrzegalny przeczący ruch głową. W ręku trzymał zamkniętą książkę telefoniczną, przytrzymując palcem jedną stronę. Parker zamknął usta i zwrócił oczy na mówiącego. – Więc Ruffin siedział u mnie jeszcze trochę po przerwie, a wtedy przyszła siostra żony, która przyjechała akurat pociągiem z Manchesteru, żeby pomóc trochę w domu, bo żona urodziła wczoraj, więc wysłałem do niej depesze, bo jeszcze dwoje dzieci jest w domu, a ja mam dwanaście godzin służby na dobę, i to w dzień… Więc kiedy przyszła z walizką, Ruffin powiedział, że idzie do garderoby pa

– Kto to jest Susa

– To garderobiana pa

– Dobrze. Zachce się wam na pewno – powiedział Parker. – Ale najpierw musicie skończyć wasze opowiadanie.

– No, to chyba koniec mego opowiadania, proszę pana. Soames zadzwonił, a ja byłem taki rozespany, że zupełnie zapomniałem o panu Vincy i o tym, że miałem zrobić obchód teatru przed wyjściem. Zresztą wiedziałem, że Soames to zaraz zrobi, bo to bardzo sumie

– Na pewno – Parker skinął głową. – Idźcie do domu, Gullins, i wyśpijcie się. Może uda mi się nie zawiadomić pana dyrektora Davidsona o tym, że spaliście na służbie, kiedy to się wydarzyło. Ale pamiętajcie, że następnym razem możecie mieć ogromne kłopoty. Ojciec trojga dzieci musi być bardziej obowiązkowy.

– Dziękuję panu, proszę pana – głos Gullinsa znowu zadrżał niebezpiecznie – właśnie tak ogromnie się martwiłem, że…

– W porządku. Idźcie już…

– Dobranoc panom…

– Dobranoc, dobranoc… – Parker dał znak dyżurującemu, który wypuścił Gullinsa drżącego, ale uśmiechniętego niepewnie.

– Co teraz? – zapytał Joe. – Czy pojedziemy do pana Charlesa Cresswella, narzeczonego A

– I ja tak myślę. – Parker wychylił się i wydał zarządzenia. Po chwili siedzieli już w samochodzie, który ruszył ostro i wpadł w długą, prostą ulicę prowadzącą wśród dwóch szeregów wysokich, starych kamienic. Potem auto skręciło i minąwszy dwie czy trzy węższe ulice, przedostało się do dzielnicy willowej. Po chwili zatrzymało się przed tonącym w ciemnościach domem, na pół ukrytym za wysokimi drzewami ogrodu. Furtka była zamknięta. Parker wysiadł i nacisnął dzwonek. Przez chwilę dom nadal był ciemny. Inspektor znowu nacisnął guzik dzwonka, ale równocześnie na parterze domu zapaliło się światło w jednym z okien. Potem w pewnej odległości skrzypnęły lekko drzwi.

– Kto tam? – zapytał jakiś ochrypły, starczy głos.

– Czy zastałem pana Charlesa Cresswella? – zapytał równie głośno Parker.

– Co takiego? – rozległo się powolne człapanie i po chwili na ścieżce rozjaśnionej padającym z okna blaskiem i światłem niedalekiej latarni ukazała się przygarbiona postać w ciemnym, długim szlafroku. – Kto to taki?

Alex zauważył, że na piętrze zapłonęło drugie światło.

– Policja – powiedział Parker, kiedy stary człowiek zbliżył się dostatecznie, aby nie trzeba było do niego zbyt głośno wołać. – Chcemy zobaczyć się z panem Charlesem Cresswellem, jeżeli jest w domu.

– Policja… – Stary człowiek podszedł jeszcze bliżej. Przyjrzał się im uważnie.

– Oto moja legitymacja – Parker wysunął ku niemu przez żelazne sztachety małą, ciemną kartę. Stary człowiek wziął ją do ręki i odczytał jej treść w świetle latarki, którą wysupłał z kieszeni szlafroka.

– Tak… – zawahał się – jak to policja?… – mruknął do siebie jakby z niedowierzaniem. – Nigdy jeszcze nie było żadnego policjanta…

Ale na ścieżce rozległy się i

– Co się tam dzieje, John? – zapytał młody męski głos.

– Jestem inspektorem Scotland Yardu – powiedział ostro Parker – i zwracam panu uwagę, że pełnię w tej chwili moje obowiązki służbowe. Chcę widzieć Charlesa Cresswella, jeżeli jest w domu. Jeżeli go nie ma, proszę wyjaśnić…

– To ja – powiedział młody człowiek i zbliżył się. – Otwórz, Johnie.

Stary człowiek sięgnął po klucz i otworzył furtkę. Przechodząc Parker wyjął mu z ręki swoją legitymację.

– Przepraszam, że musimy pana niepokoić o tej porze nocy – powiedział uprzejmie – ale nastąpił pewien dość dramatyczny wypadek i przypuszczamy, że będzie pan nam mógł udzielić jakichś informacji na ten temat.

– Ja? – Charles Cresswell roześmiał się. Alex zobaczył w mroku dwa rzędy jego białych, równych zębów. – Obawiam się, że to jakaś omyłka. Ale skoro pan pełnicie swoje funkcje urzędowe, nie zostaje mi nic i

Znaleźli się przed wejściowymi drzwiami i Cresswell wszedł w nie pierwszy, zapalając światło w hallu. Bez słowa wskazał gestem drzwi prowadzące w prawo. Był to niewielki pokój, urządzony częściowo jak gabinet, częściowo jak biblioteka. Alex z przyjemnością spojrzał na piękny gobelinek wiszący na ścianie.