Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 29 из 38

“Nie tchórz, ale silny wybiera śmierć w chwili poniżenia!”.

– Chodźmy – powiedział Joe. – Te stosy papierów muszą zaczekać. Ale to zabierzemy z sobą. To chyba nie jej pismo, ale mogę się mylić.

Zajrzeli do łazienki z flakonami i słoiczkami równo poustawianymi na szklanej półce nad umywalką.

– Bardzo schludna i pedantyczna była ta śliczna pa

– Chodźmy – powiedział Alex. – Czy masz tę kopertę? Parker skinął głową.

– Daj mi ją na parę minut… Joe wsunął kopertę do kieszeni.

– Co teraz? – zapytał Parker. – Nie pamiętam, abym był kiedykolwiek tak zagubiony… Szczerze mówiąc, zupełnie nie wiem, co powi

– Myślę, że nie pozostaje nam nic i

– Czy nie jest u pani Wardell?

– Jeżeli jest tam jeszcze, porozmawiamy z kim i

XXIV Kto ją zaprosił?

Alex ruszył cicho wzdłuż krużganka, po niedostrzegalnym niemal wahaniu minął drzwi pokoju pani Wardell i poszedł dalej. Pokój Amandy był ostatni przed zakrętem.

Joe uniósł zgięty wskazujący palec i cicho zapukał. Niemal natychmiast drzwi otworzyły się.

– Będziemy w sali, gdzie stoją zbroje… – szepnął – Jeżeli możesz, przyjdź tam na chwilę.

Amanda bez słowa skinęła głową, przełożyła klucz z wewnętrznej strony zamka do zewnętrznej, wyszła z pokoju i ruszyła od razu za nimi.

Parker przepuścił ją w drzwiach. Weszli. Joe wskazał jej miejsce na ławie i usiadł po przeciwnej stronie stołu.

Oczy Amandy powędrowały mimowolnie w stronę makaty.

– Czy ona tam jest?

– Tak. – Parker bezradnie rozłożył ręce – ale wkrótce przyjedzie policja, lekarz sądowy i służby techniczne, fotografowie, specjaliści od odcisków palców i i

– To straszne – Amanda przymknęła oczy, ale zaraz otworzyła je i spojrzała na Alexa. – Czy… czy panowie już wiecie?

– Nie. – Joe potrząsnął głową. – Nie wiemy, kto ją zabił. Dlatego chcieliśmy pomówić z tobą przez chwilę, jeżeli czujesz się na siłach.

Skinęła głową. Parker chrząknął i rozpoczął półgłosem:

– Abstrahując od tego, że nie wiemy kto i w jaki sposób mógł dokonać tej zbrodni, wiemy, że zwykle zabija ktoś, kto wierzy, że nie ma i

Amanda zastanawiała się przez chwilę.

– To dziwne – powiedziała – ale jeżeli mam być szczera, niewiele o niej wiem. Przyjechała do Londynu z prowincji, z jakiegoś małego miasteczka w środkowej Anglii, ukończyła kurs stenografii, obsługi komputerów i oczywiście, pisania na maszynie. Robiła to wszystko wspaniale, w dodatku miała doskonałą pamięć i wrodzone chyba poczucie ładu. W każdym miejscu, gdzie była, panował idealny porządek…

Amanda umilkła na chwilę, położyła trzymany w ręce klucz na stole i przez chwilę okręcała go wolno wokół osi.

– To było niesamowite! Nie mogłam tego pojąć i chociaż spędzałam z nią co dnia wiele godzin, nigdy nie zdobyłam się na to, żeby ją zapytać.

– O co zapytać? – Parker uniósł brwi – przecież młode kobiety lubiące porządek zdarzają się dość często, prawda?

Amanda spojrzała na niego zdumionymi, szeroko otwartymi oczami.

– Czy pan mówi serio, panie komisarzu?

– Nie rozumiem pani?

– Może niewiele widziałam – powiedziała Amanda cicho – ale to była najładniejsza dziewczyna, jaką widziałam w życiu! Ludzie przystawali na ulicy, kiedy z nią szłam, na pewno nie dlatego, że to mój widok zamieniał ich w słup soli. Natura tworzy ładne, a nawet piękne kobiety, ale zawsze dodaje im jakąś skazę, za krótkie nogi, za małe piersi, blisko osadzone oczy, czy cokolwiek i

– Jeszcze jedno, banalne pytanie, które musimy zadać – Parker westchnął – czy nie zauważyła pani niczego szczególnego? Niczego, co wydawałoby się pani w jakikolwiek sposób dziwne podczas dzisiejszego wieczoru?

– Nie… jeśli nie brać pod uwagę pani Wardell. Ona była przez cały czas dziwna. Rozmawiałam z nią dłuższą chwilę, kiedy siedziała tam sama pod oknem… mówiła rzeczy przedziwne, jak gdyby nie istniała dla niej granica pomiędzy życiem a śmiercią. Kiedy byłam u niej w pokoju niedawno, nadal tak mówiła. Ale to było okropne, bo łączyła śmierć Grace z tą umarłą setki lat temu niewierną żoną pana De Vere. Słuchaj, Joe? Przecież ona znalazła martwą Grace! Czy to niemożliwe, że ona właśnie…

Alex potrząsnął głową.

– Nie chcę wchodzić w szczegóły, Amando, bo przeżyłaś dziś w nocy dosyć, ale zabójstwa dokonano w taki sposób, że nie mogła go popełnić wątła, stara, krucha kobieta. Mam jeszcze jedno pytanie: jak powstała lista zaproszonych gości? Czy to ty wytypowałaś osoby, które chciałaś tu widzieć, czy pan Quarendon się tym zajął?

– Pan Quarendon przyjechał tu kilka tygodni temu i zaczął z nami omawiać swój pomysł, proponując różne rozwiązania. Grace nie było przy tej rozmowie… nie pamiętam już dlaczego, ale musiała być czymś zajęta. Rzucaliśmy różne mniej albo bardziej zabawne projekty, w końcu zaczęliśmy omawiać listę gości. Quarendon nie chciał, żeby działo się to wszystko pod okiem telewizji i grupy dzie

– Czy pani Wardell była na tej pierwszej liście?

– Nie. Jestem pewna, że nie. Po tygodniu Frank pojechał na parę dni do Londynu i wrócił z dodatkową listą zaproponowaną przez pana Quarendona. Była na niej pani Wardell, Jordan Kedge i Dorothy Ormsby. Byłam szczęśliwa, bo szczerze mówiąc, chciałam, żeby było jak najmniej osób. Wiesz przecież, że Quarendonowi chodziło wyłącznie o jakiś wielki, nowy projekt reklamowy jego książek. My wszyscy i ten zamek, mieliśmy być tylko tłem.