Страница 9 из 66
Słabość do tłustych dań w barach szybkiej obsługi wysłała ją na odyseję przeróżnych diet, niesatysfakcjonujących suplementów i działających cuda kaset, aż w końcu Qui
„Całkowita zmiana stylu życia”, upomniała samą siebie. – Ale rety, tęskniła za big makiem bardziej niż za byłym narzeczonym.
Ale kto by za nim tęsknił?
Zerknęła na GPS przyczepiony do tablicy rozdzielczej, a potem na wskazówki, które przesłał jej mejlem Caleb Hawkins. Na razie wszystko się zgadzało.
W ramach przekąski sięgnęła po jabłko. Jabłka wypełniają żołądek, pomyślała, odgryzając spory kęs. Są zdrowe i smaczne. I nie są big makiem.
Żeby wyrzucić z głowy pokusę, zaczęła myśleć, co chciałaby osiągnąć w czasie pierwszego spotkania twarzą w twarz z jednym z głównych graczy w tym dziwacznym miasteczku Hawkins Hollow. Nie, nie może nazywać go dziwacznym. Obiektywizm przede wszystkim. Może jej badania udowodnią, że miasteczko jest dziwaczne, ale Qui
Uwielbiała szperać po wszystkich pokrytych pajęczyną zakamarkach małych miasteczek, szukać sekretów pod podłogami, wysłuchiwać plotek, lokalnych mądrości i legend.
Zdobyła pewien rozgłos dzięki serii artykułów o pełnych tajemnic miasteczkach, leżących na uboczu, które napisała dla niskonakładowego magazynu „Okrężna Droga”. A ponieważ jej apetyt na sukces nie ustępował temu na big maki, zdecydowała się na ryzykowny krok i napisała książkę na ten sam temat, tym razem jednak skupiając się na małym miasteczku w Maine, które podobno nawiedzały duchy bliźniaczek zamordowanych w lokalnym pensjonacie w tysiąc osiemset czterdziestym trzecim roku.
Krytycy określili jej dzieło jako „zajmujące” i „dobrą zabawę z domieszką grozy” – oprócz tych, którzy nazwali książkę „niedorzeczną” i „zagmatwaną”.
Potem napisała książkę o małym miasteczku w Luiz Janie, gdzie spadkobierczyni księżniczki wudu sprawnie łączyła urząd burmistrza z obowiązkami szamanki. I, jak odkryła Qui
Jednak historia Hawkins Hollow – czuła to przez skórę – będzie ciekawsza, lepsza, bardziej soczysta.
Nie mogła się doczekać, aż zatopi w niej zęby.
Baraki z fast foodami, gmachy biurowe i rzędy szeregowców ustąpiły miejsca szerszym trawnikom, większym domom, a w końcu polom rozciągającym się pod ponurym niebem.
Droga zakręcała, opadała i wznosiła się, po czym znów biegła prosto. Qui
Zgodnie z zaleceniami GPS i wskazówkami Caleba skręciła w boczną drogę, ciągnącą się wzdłuż zagajnika nagich drzew, z rozsianymi tu i ówdzie domami i farmami, których widok zawsze wywoływał uśmiech na twarzy Qui
Następnym razem będzie musiała znaleźć jakieś małe miasto na środkowym zachodzie. Opisze historię nawiedzonej farmy albo szlochającego ducha mleczarki.
Niemal przejechała zakręt, gdy nagle ujrzała drogowskaz z nazwą Hawkins Hollow (założone w 1648 roku). Miała ogromną ochotę wjechać od razu do centrum, zamiast skręcać w boczną drogę prowadzącą do domu Caleba Hawkinsa, ale nie cierpiała się spóźniać, a wiedziała, że jeśli zacznie się błąkać po ulicach i zaułkach, by poczuć atmosferę miasta, na pewno nie zdąży na czas na pierwsze spotkanie.
– Już niedługo – obiecała sobie i skręciła w drogę ciągnącą się wzdłuż lasu, w którym – jak wiedziała – znajdował się Kamień Pogan.
Przeszedł ją niepokojący dreszcz. Zdziwiła się jeszcze bardziej, gdy zdała sobie sprawę, że zadrżała ze strachu, a nie z podniecenia, które zwykle odczuwała, zaczynając nowy temat.
Jadąc krętą drogą, rzucała co jakiś czas zaniepokojone spojrzenia na ciemne, nagie drzewa. I nacisnęła hamulec z całej siły, gdy przeniosła wzrok na drogę i ujrzała przed sobą jakiś rozpędzony kształt.
Pomyślała, że to dziecko – och, Boże, nie, och, Boże – a potem, że pies. I nagle… kształt zniknął. Droga była absolutnie pusta, tak samo jak rozciągające się za nią pole. Jedyną żywą istotą była Qui
– Optyczne złudzenie ludzkiego oka – powiedziała do siebie, nie wierząc w ani jedno słowo. – Przywidzenie.
Ale włączyła silnik, który zgasł przy gwałtownym hamowaniu, i zjechała na ziemiste pobocze. Wyjęła notes, zapisała godzinę i wszystko, co wydawało jej się, że zobaczyła.
Mały chłopiec, około dziesięciu lat. Długie, czarne włosy, czerwone oczy. PATRZYŁ prosto na mnie. Mrugnęłam? Zamknęłam oczy? Otworzyłam amp; zobaczyłam zamiast chłopca wielkiego, czarnego psa. A potem – puf. Nikogo nie było.
Minął ją jakiś samochód, ale Qui
Nieustraszona pisarka niemal mdleje na widok pierwszej lepszej zjawy, pomyślała, a potem zawraca swoje piękne, czerwone auto i jedzie wprost do najbliższego baru Mickey D's, gdzie tłuszczem i cholesterolem koi skołatane nerwy.
Doszła do wniosku, że mogłaby to zrobić. Przecież nikt nie oskarżyłby jej o przestępstwo i nie wtrącił do więzienia. Ale wtedy nie napisałaby następnej książki i straciłaby cały szacunek do siebie.
– Weź się w garść, Qui
Trochę uspokojona wróciła na szosę i skręciła w następną przecznicę. Droga była wąska i kręta, z obu stron rosły drzewa. Qui
Do tego nie przejeżdżał żaden samochód i gdy wyłączyła radio – muzyka wydała się jej zbyt głośna – jedynym dźwiękiem, jaki słyszała, było wściekłe wycie wiatru.
Może powi
Dlaczego ktokolwiek miałby chcieć tu mieszkać?, zastanawiała się. W środku tego gęstego, nieprzyjaznego lasu, gdzie wielkie połacie śniegu chowały się przed promieniami słońca? Gdzie jedynym dźwiękiem był ostrzegawczy warkot natury, a wszystko było brązowe, szare i ponure.
Przejechała przez mały most nad strumieniem i ruszyła w górę wąską dróżką.
I nagle objawił się przed nią dom, dokładnie taki, jak Caleb go opisał.
Budynek stał na niewielkim wzniesieniu, w którego zboczu wykuto opadające w dół tarasy pełne roślin. Latem i wiosną, pomyślała Qui
Nie było tu właściwie trawnika i Qui
Spodobała jej się weranda, która biegła z przodu, z boków i zapewne z tyłu domu, a także ziemisty kolor kamienia i wielkie okna.
Budynek wyglądał, jakby stał tu od zawsze i był częścią lasu.
Qui
Teraz zrozumiała, dlaczego ktoś mógł wybrać ten dom. Niewątpliwie panowała tu atmosfera grozy, zwłaszcza jeśli ktoś widział i czuł takie rzeczy, ale nie można było odmówić temu miejscu czaru i poczucia odosobnienia – nie samotności. Qui
* Bitwa pod Antietam – bitwa wojny secesyjnej, która odbyła się 17 września 1862 roku pod miastem Sharpsburg w stanie Maryland w USA. Nazwa bitwy wzięła się od rzeczki Antietam przecinającej pole walki. Łączne straty obu stron w ciągu jednego dnia wyniosły ponad 20 000 żołnierzy. Był to najbardziej krwawy dzień w całej historii Stanów Zjednoczonych.