Страница 56 из 66
Była wilgotna, gdy ją musnął, gorąca, kiedy wsunął w nią palce. Przycisnął i przykrył jej usta swoimi, chwytając kolejne westchnienie.
Doszła, jednocześnie się budząc, jej ciało po prostu eksplodowało, gdy umysł przeskoczył ze snu prosto w pełną zdumienia rozkosz.
– Och, Boże!
– Ciii. – Roześmiał się z wargami na jej ustach. – Obudzisz psa. Ściągnął z niej spodnie i zanim zdążyła się otrząsnąć, wszedł w nią.
– Och. No dobrze – wyrzucała z siebie drżącym, urywanym głosem. – Dzień dobry.
Znów się roześmiał i zaczął poruszać bezlitośnie powoli. Próbowała dostosować się do jego tempa, powstrzymać, ale znowu przeszyła ją rozkosz, zapierając dech w piersi.
– Boże, Boże, Boże. Ja już chyba nie mogę…
– Cii, cii – powtórzył i skubnął wargami jej usta. – Nie śpieszę się – wyszeptał. – Nie hamuj się.
Nic i
Qui
– Bierzesz jakieś witaminy? – zapytała.
– Hmm?
– Chciałam powiedzieć, że masz niezłą parę. Poczuła, że się uśmiechnął.
– Higieniczny tryb życia, Blondyneczko.
– Może to dzięki kręglom. Może kręgle… Gdzie Klusek?
– W połowie przedstawienia poczuła się zawstydzona. – Cal obrócił głowę i machnął ręką. – Tam jest.
Qui
– Zawstydziliśmy psa. Pierwszy raz mi się to zdarzyło. Och! Czuję się wspaniale. Jak mogę czuć się tak dobrze po tym, co działo się wczoraj w nocy? – Potrząsnęła głową, przeciągnęła się i objęła Cala. – Chyba o to chodzi, prawda? Nawet jeśli świat trafi szlag, wciąż mamy to.
– Tak. – Usiadł i patrząc na nią, pogładził jej poplątane włosy. – Qui
– Cal – powiedziała, naśladując jego poważny ton.
– Czołgałaś się w śniegu, żeby uratować mojego psa.
– To dobry psiak. Każdy zrobiłby to samo.
– Nie. Nie jesteś na tyle naiwna, żeby tak myśleć. Fox i Gage tak. Dla Kluska, dla mnie. Może Layla i Cybil też, może zrobiły to pod wpływem chwili, a może takie już są.
Qui
– Nikt by go tam nie zostawił, Cal.
– W takim razie ten pies ma kupę szczęścia, że otaczają go ludzie tacy jak wy. I ja też. Czołgałaś się wprost na demona, kopałaś w śniegu gołymi rękami…
– Jeśli próbujesz zrobić ze mnie bohaterkę, to proszę bardzo. Chyba podoba mi się ta rola.
– Zagwizdałaś na palcach. Teraz wyszczerzyła zęby w uśmiechu.
– Jedna z moich sztuczek. Umiem gwizdać znacznie głośniej, jeśli akurat nie zamarzam, nie brakuje mi tchu i nie trzęsę się ze strachu jak galareta.
– Kocham cię.
– Pokażę ci kiedyś… Co?
– Nigdy nie myślałem, że powiem te słowa do kobiety spoza mojej rodziny. Nigdy nie miałem takiego zamiaru.
Serce Qui
– Słucham cię teraz uważnie, więc czy mógłbyś je powtórzyć?
– Kocham cię. I znowu, pomyślała. Podskok i łomotanie.
– Bo umiem gwizdać na palcach?
– To mogła być kropla, która przepełniła czarę.
– Boże. – Zamknęła oczy. – Chcę, żebyś mnie kochał, i bardzo lubię dostawać to, czego chcę. Ale… – wzięła głęboki oddech. – Cal, jeśli mówisz tak z powodu tego, co wydarzyło się zeszłej nocy, bo pomogłam ci uratować Kluska…
– Mówię tak dlatego, że myślisz, że jak zjesz pół mojego kawałka pizzy, to się nie liczy.
– Cóż, technicznie rzecz biorąc, nie.
– Bo zawsze wiesz, gdzie są twoje klucze i umiesz myśleć o dziesięciu rzeczach na raz. Nie tchórzysz i masz włosy koloru słońca. Mówisz prawdę i potrafisz być dobrym przyjacielem. I z tuzina i
Objęła go za szyję, oparła czoło o jego czoło. Musiała tylko pooddychać przez chwilę, tak, jak często na widok pięknego dzieła sztuki czy przy dźwiękach piosenki, od których czuła wzbierające w gardle łzy.
– To naprawdę dobry dzień. – Pocałowała go lekko w usta. – Fantastyczny.
Siedzieli przez chwilę przytuleni, pies chrapał w kącie, a za oknem padał śnieg.
W końcu Cal zszedł na dół i ruszył za zapachem świeżej kawy do kuchni, gdzie zastał nachmurzonego Gage'a, który właśnie stawiał patelnię na gazie. Mruknęli do siebie na powitanie i Cal wyjął ze zmywarki czysty kubek.
– Już leży z dziewięćdziesiąt centymetrów śniegu, a ciągle pada.
– Mam oczy. – Gage otworzył paczkę bekonu. – Nie wydajesz się tym zmartwiony.
– Mam naprawdę dobry dzień.
– Pewnie też bym miał, gdybym go rozpoczął pora
– Boże, mężczyźni są tacy prymitywni. – Zaspana Cybil weszła do kuchni.
– To zatykaj uszy w naszym towarzystwie. Usmażę bekon i zrobię jajecznicę – obwieścił Gage. – Jak się komuś nie podoba, to musi iść do i
Cybil nalała sobie kawy i pijąc pierwszy łyk, spojrzała na Gage'a. Nie ogolił się ani nie uczesał tej swojej czarnej czupryny i najwyraźniej rano bywał w złym humorze, co jednak nie czyniło go ani odrobinę mniej atrakcyjnym.
Szkoda.
– Wiesz, co zauważyłam, Gage?
– Co?
– Masz świetny tyłek i gówniane podejście do życia. Daj znać, jak śniadanie będzie gotowe – dodała, wychodząc.
– Ma rację. Często mówiłem to o twoim tyłku i podejściu do życia.
– Telefony nie działają – ogłosił Fox, podchodząc do lodówki i wyjmując colę. – Dodzwoniłem się do matki przez komórkę. Nic im nie jest.
– Znając twoich rodziców, pewnie właśnie uprawiali seks – zauważył Gage.
– Hej! Prawda – dodał po chwili Fox – ale, hej.
– On myśli tylko o seksie.
– A o czym miałby myśleć? Nie jest chory ani nie ogląda sportu, a to jedyne okoliczności, w których mężczyzna nie myśli o seksie.
Gage położył bekon na podgrzanej patelni.
– Niech ktoś zrobi jakieś grzanki czy coś. I jeszcze jeden dzbanek kawy.
– Muszę wyprowadzić Kluska. Nie zamierzam wypuszczać go samego.
– Ja z nim wyjdę. – Fox pochylił się i podrapał psa za uchem. – I tak chciałem się przejść. – Odwrócił się i niemal wpadł na Laylę. – Cześć, przepraszam. Ach… idę z Kluskiem na spacer. Może masz ochotę nam towarzyszyć?
– Och. Może. Oczywiście. Tylko się ubiorę.
– Elegancko – uznał Gage, gdy Layla wyszła. – Spryciarz z ciebie, Fox.
– Co?
– Dzień dobry, bardzo atrakcyjna kobieto. Czy miałabyś ochotę przedzierać się ze mną przez metrowe zaspy i patrzeć, jak pies obsikuje drzewa? Zanim nawet napiłaś się kawy?
– To była tylko propozycja. Mogła odmówić.
– Na pewno by odmówiła, gdyby pobudziła mózg do myślenia choćby kroplą kofeiny.
– Pewnie dlatego ty masz powodzenie tylko u kobiet pozbawionych mózgu.
– Jesteś dziś wesoły jak szczygiełek – zauważył Cal, gdy Fox wyszedł.
– Zrób jeszcze jeden cholerny dzbanek kawy.
– Muszę przynieść drewna, naładować generator i odśnieżyć taras z metrowego śniegu. Daj znać, jak śniadanie będzie gotowe.
Gage został sam i zrzędząc pod nosem, przewrócił bekon. Wciąż miał marsową minę, gdy do kuchni weszła Qui
– Myślałam, że wszyscy tu będą. – Wzięła kubek. – Chyba potrzebujemy jeszcze jednego dzbanka kawy.
Gage nie zdążył na nią warknąć, bo Qui
– Zajmę się tym. Mogę ci jeszcze w czymś pomóc? Odwrócił głowę, żeby na nią popatrzeć.