Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 66

– Teraz wiemy, że babcia czuła i widziała różne rzeczy tamtego pierwszego lata, a także teraz, w walentynki. Dlaczego?

– Może on wybiera, kogo chce, Cal. – Fox wstał i dorzucił polano do kominka. – Niektórym ludziom nigdy nic się nie stało, a i

– Qui

Fox znowu usiadł i pogłaskał Kluska, który wiercił się przez sen.

– Dobra teoria. Nie zdziw się, jeśli się okaże, że harcujesz nago z daleką kuzynką.

– Uch. – Istniała taka możliwość. – Jeżeli one też pochodzą od A

Fox zerwał się z kanapy i podszedł szybko do Cala.

– Nie sądzę, żeby Wielki Demon podjechał pod twój dom i to w… – Przyjrzał się bliżej, gdy ruch samochodu uruchomił automatyczne światło przed domem. – Słodki Jezu, czy to ferrari? – Wyszczerzył zęby do Cala.

– Gage – powiedzieli jednocześnie. Nie zamykając za sobą drzwi, wyszli w samych koszulach na werandę. Gage wysiadł z samochodu, spojrzał na przyjaciół i poszedł do bagażnika po torbę. Przerzucił ją przez ramię i wszedł na schody.

– Hej, dziewczynki, przyjęcie piżamowe?

– Strptizerki właśnie wyszły – poinformował go Fox. – Szkoda, że się z nimi minąłeś. – Podbiegł do przyjaciela i schwycił go w mocny uścisk. – Człowieku, dobrze cię widzieć. Kiedy mogę się przejechać twoim autem?

– Myślę, że nigdy. Cal.

– Zbytnio się nie śpieszyłeś. – Ulga, miłość, czysta radość pchnęła Cala do przodu i kazała uściskać Gage'a tak samo, jak zrobił to Fox.

– Miałem kilka spraw do załatwienia. Chcę się napić. I muszę gdzieś przekimać.

– Wchodź. W kuchni Cal nalał whisky do szklanek. Wszyscy trzej wiedzieli, że to powitalny toast dla Gage'a i prawdopodobnie kielich przed wojną.

– Rozumiem – zaczął Cal – że wracasz z tarczą.

– O tak.

– O ile jesteś do przodu? Gage obrócił szklankę w dłoni.

– Odjąwszy wydatki i tę nową zabawkę, jakieś pięćdziesiąt.

– Niezła robota, jeśli się na niej znasz – uznał Fox.

– A ja się znam.

– Wyglądasz na wykończonego, brachu. Gage wzruszył ramionami.

– Miałem ostatnio ciężkie dni. Które niemal zakończyły się ostrą kraksą na sześćdziesiątej siódmej.

– Zabawka się zbuntowała? – zapytał Fox.

– Proszę cię. – Gage skrzywił się. – Jakiś cymbał, a właściwie bardzo gorąca laska, wjechał mi pod koła. Ani jednego wozu na szosie, a ona wypada zza zakrętu tym antycznym karma

– Kobiety – zauważył Fox – niewyczerpane źródło wszelkich kłopotów.

– Wpadła w jakiś rów, kiedy skręcała. – Gage gestykulował wolną ręką. – Nic wielkiego, ale złapała gumę. To żaden problem, tyle że jej zapasowe koło też ma flaka. Okazuje się, że jedzie do Hollow, więc pakuję jej walizki do mojego bagażnika, a ona podaje adres i pyta mnie, jakbym był cholernym GPS – em, jak długo będziemy jechać.

Wziął mały łyk whisky.

– Ma szczęście, że się tu wychowałem i wiem, że dojedziemy w pięć minut. Wyciąga telefon, dzwoni do kogoś, kogo nazywa Q, jak w cholernym Jamesie Bondzie – swoją drogą do całkiem niezłej laski, z tego, co widziałem w drzwiach – mówi, co się stało, i że będzie za pięć minut. Potem…

Cal podał adres.

– Czy to ten? Gage opuścił szklankę. – Tak.

– Coś się święci – wymamrotał Cal. – Spotkałeś Cybil, przyjaciółkę Qui

– Cybil Kinsky – potwierdził Gage. – Wygląda jak Cyganka z Park Avenue. Proszę, proszę. – Dokończył whisky. – Niezłe jaja, co?

– Pojawił się znikąd. – Na komodzie stał kieliszek wina, którego Qui

Jej przyjazd obudził Laylę. Siedziała teraz koło Qui

– Pomyślałam, że to koniec, choć nigdy nie widziałam w swojej przyszłości, że umrę w wypadku samochodowym. Przysięgam, nie wiem, jak to się stało, że nie skończyliśmy jako krwawa miazga w stercie płonącego złomu. Jestem dobrym kierowcą – powiedziała do Qui

– Jesteś.

– Muszę być lepsza, niż myślałam i, na szczęście, ten mężczyzna też. Wiem, że mam szczęście, uszłam z życiem i skończyło się tylko na przebitej oponie, ale niech szlag trafi Rissę za, cóż, bycie Rissą.

– Rissa? – zapytała zdezorientowana Layla.

– Siostra Cyb, Marissa – wyjaśniła Qui

– Wiem, wiem, wiem – powiedziała Cybil, wypuszczając powietrze, aż podskoczyły loczki na jej czole. – Nie rozumiem, jak jej się udaje mnie namówić. Przez Rissę moje zapasowe koło było do niczego.

– To wyjaśnia, dlaczego podjechałaś superseksownym sportowym autem.

– Nie mógł mnie przecież tam zostawić, chociaż wyglądał na takiego, co chętnie by spróbował. Przykurzony, fantastycznie przystojny, niebezpieczny.

– Ostatnim razem gdy ja złapałam gumę – przypomniała sobie Qui

– U tego nie było żadnego cementu i choć facet nosił długi płaszcz, co nie pozwoliło mi na obserwację, to jestem pewna, że Gage Turner ma wspaniały tyłek.

– Gage Turner. – Layla dotknęła kolana Qui

– Tak. – Qui

Rano Qui

I potrzebowała czasu, żeby pomyśleć.

Za żadne skarby świata nie uwierzyłaby, że Cybil i Gage wpadli na siebie – niemal dosłownie – w środku nocy, zaraz za miastem, przez przypadek.

Następny punkt na liście dziwnych zdarzeń, uznała, wydychając mroźne obłoki pary.

A kolejnym był fakt, że Cybil, mająca doskonałą orientację w terenie, kilka razy źle skręciła i wyjechała z bocznej drogi dokładnie w chwili, w której nadjeżdżał Gage.

I do tego, myślała Qui

Dlaczego było takie ważne, żeby spotkali się sami, poza grupą? Czyż to niewystarczająco dziwne, że oboje przyjechali tej samej nocy, o tej samej porze?

Qui

Zaskoczyła ją panująca w środku ciemność. Zwykle, gdy przychodziła, paliły się już wszystkie światła, a przynajmniej jeden z telewizorów nadawał pora

Włączyła światło i zawołała. Jej głos rozszedł się głuchym echem. Zaciekawiona ruszyła przed siebie, pchnęła kolejne drzwi i zobaczyła, że ciemno było także w maleńkim biurze i szatni.

Może ktoś miał wczoraj późną randkę, uznała. Wzięła kluczyk do szafki, rozebrała się do kostiumu i wyjęła ręcznik. Postanowiła zacząć od ćwiczeń aerobowych, włączyła więc telewizor i usiadła na jedynym rowerku eliptycznym, którym szczycił się klub.

Zaprogramowała trening, opierając się chęci odjęcia sobie kilku kilogramów, gdy maszyna zapytała o wagę. Jakby to miało jakieś znaczenie, upomniała się w myślach. (Oczywiście, że miało).

Zaczęła ćwiczyć dumna z własnej dyscypliny i zadowolona z samotności. Jednak cały czas spodziewała się, że w każdej chwili usłyszy trzaśniecie drzwi i do sali wpadnie spóźniony Matt lub Tina, którzy pracowali tu na zmianę. Po dziesięciu minutach zwiększyła obciążenie i skupiła się na ekranie telewizora, żeby dać radę dobrnąć do końca treningu.