Страница 11 из 66
– W takim razie powiedz mi, Cal, o tym, co się wydarzyło między siódmym a czternastym lipca w osiemdziesiątym siódmym, dziewięćdziesiątym czwartym i dwa tysiące pierwszym roku.
Obracająca się taśma wprawiła go w zdenerwowanie.
– Nie owijasz w bawełnę, co?
– Uwielbiam wiedzieć. Siódmego lipca są twoje urodziny, a także Foxa O'Della i Gage'a Turnera, którzy przyszli na świat w tym samym roku, co ty. Razem dorastaliście w Hawkins Hollow. Czytałam, że ty, O'Dell i Turner wezwaliście straż pożarną, gdy siódmego lipca tysiąc dziewięćset osiemdziesiątego siódmego roku wybuchł pożar w szkole podstawowej, i uratowaliście życie Marian Lister, gdy została uwięziona w środku.
Mówiąc to, Qui
– Początkowo to wy trzej byliście podejrzani o zaprószenie ognia, ale okazało się, że pożar wybuchł z winy pani Lister. Doznała poparzeń drugiego stopnia na niemal trzydziestu procentach ciała i wstrząsu mózgu. Ty i twoi przyjaciele, pomimo że mieliście tylko dziesięć lat, wynieśliście ją na zewnątrz i wezwaliście straż pożarną. Marian Lister, lat dwadzieścia pięć, uczyła wtedy w czwartej klasie i nigdy nie była karana ani nie cierpiała na zaburzenia psychiczne. Czy to wszystko prawda?
Fakty się zgadzały, pomyślał Cal, ale nie oddawały nawet w połowie horroru, jakim było wejście do płonącej szkoły czy ujrzenie tam ślicznej pa
– Przechodziła wtedy załamanie nerwowe.
– Najwyraźniej. – Qui
– Myślę, że miałem dziesięć lat i byłem śmiertelnie przerażony. Qui
– Nie wątpię. – Spoważniała. – W dziewięćdziesiątym czwartym miałeś siedemnaście lat, gdy w tygodniu po siódmym lipca nastąpił kolejny… powiedzmy, „wybuch” tragicznych zdarzeń. Zamordowano troje ludzi, z tego jedna osoba została powieszona w parku, jednak nie znalazł się żaden świadek ani wi
– Na razie tak.
– Idźmy dalej. W dwa tysiące pierwszym…
– Znam schemat – przerwał jej Cal.
– Co siedem lat – powiedziała Qui
– Gdybym znał odpowiedź, powstrzymałbym to. Gdybym wiedział, o co chodzi, nie rozmawiałbym teraz z tobą. Zgodziłem się na ten wywiad, bo może, ale tylko może, znajdziesz wyjaśnienie albo pomożesz mi je znaleźć.
– W takim razie opowiedz mi, co się wydarzyło, co ty wiesz, myślisz, czujesz na ten temat.
Cal odstawił kubek z kawą i pochylając się do przodu, zajrzał Qui
– Nie na pierwszej randce. Spryciarz, pomyślała z pewnym uznaniem.
– Dobrze. Następnym razem najpierw zaproszę cię na kolację. Ale może teraz pobawisz się w przewodnika i zabierzesz mnie do Kamienia Pogan?
– Jest za późno. To dobre dwie godziny drogi, nie zdążylibyśmy wrócić przed zmrokiem.
– Nie boję się ciemności. Jego oczy stały się lodowate.
– Tu byś się bała. Zapewniam cię, w tych lasach są miejsca, do których nikt się nie zapuszcza po zmierzchu o żadnej porze roku.
Qui
– Widziałeś kiedyś chłopca, w wieku około dziesięciu lat, z ciemnymi włosami i czerwonymi oczami? – Zobaczyła, że Cal zbladł, i wiedziała, że trafiła w sedno. – Widziałeś go.
– Dlaczego o to pytasz?
– Bo ja też go widziałam. Cal zerwał się na równe nogi, podszedł do okna i popatrzył na las. Już zaczynało się zmierzchać.
Nigdy nikomu nie mówili o tym chłopcu lub mężczyźnie, zależy, jaką postać przybierał. Tak, widywał go, i to nie tylko w owym potwornym tygodniu co siedem lat.
Widział go w snach. I kątem oka, jak pędził przez las. Jego twarz przyciśnięta do okna sypialni… z ustami wykrzywionymi w uśmiechu.
Ale nikt, absolutnie nikt poza nim, Foxem i Gagiem nie widział go podczas siedmioletnich przerw.
Dlaczego Qui
– Kiedy i gdzie go widziałaś?
– Dzisiaj, przed samym zakrętem, na drodze. Przebiegł przed moim samochodem. Pojawił się znikąd. Wiem, że tak się mówi, ale tym razem to prawda. Najpierw zobaczyłam chłopca, później psa. A potem zniknął.
Cal usłyszał, że Qui
– I to cię tak bawi?
– Ekscytuje. Podnieca. Powiem: ekstra! Miałam bliskie spotkanie z niematerialną istotą. Trochę to straszne, ale i tak super. Takie rzeczy strasznie mnie nakręcają.
– Właśnie widzę.
– Wiedziałam, że coś tu jest i myślałam, że to coś poważnego, ale od razu, pierwszego dnia zobaczyć potwierdzenie, to jak trafić na żyłę złota po pierwszym wbiciu łopaty!
– Jeszcze niczego nie potwierdziłem.
– Zobaczyłam potwierdzenie w twoich oczach. – Wyłączyła magnetofon. On już nic dziś nie powie. Ostrożny facet z tego Caleba Hawkinsa. – Muszę jechać do miasta, zameldować się w hotelu, rozejrzeć w terenie. A może już dziś zaproszę cię na tę kolację?
Działała szybko, a Cal przyzwyczaił się do wolniejszego rytmu.
– Może najpierw się rozpakuj. Porozmawiamy o kolacji za kilka dni.
– Uwielbiam mężczyzn, którzy są trudni do zdobycia. – Schowała magnetofon i notes do torebki. – Chyba przydałby mi się płaszcz.
Cal przyniósł jej okrycie i patrzył, jak się ubierała.
– Wiesz, gdy wyszedłeś przed dom, miałam bardzo dziwne uczucie, że cię rozpoznaję, że już cię gdzieś widziałam. I że już gdzieś, kiedyś na mnie czekałeś. To było bardzo dziwne. Poczułeś coś takiego?
– Nie. Ale może byłem zbyt zajęty spostrzeżeniem, że wyglądasz dużo lepiej niż na zdjęciu.
– Naprawdę? To miło, bo na tym zdjęciu wyglądam fantastycznie. Dzięki za kawę. – Popatrzyła na psa, który chrapał cicho przez cały czas. – Do zobaczenia, Klusek. I nie pracuj tak ciężko.
Cal odprowadził ją do drzwi.
– Qui
– Jutro?
– Jutro nie mogę, mam urwanie głowy. Pojutrze, jeśli aż tak ci zależy.
– Prawie zawsze mi zależy. – Szła tyłem do samochodu, nie spuszczając wzroku z Cala. – O której godzinie?
– Możemy spotkać się tu o dziewiątej, jeśli pogoda będzie dobra.
– To jesteśmy umówieni. – Otworzyła drzwi samochodu. – A tak przy okazji, ten dom pasuje do ciebie. Wiejski chłopak z większym wyczuciem stylu niż pretensjami. Podoba mi się to.