Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 88 из 96

– Zostańcie na schodach – polecił Ke

Joe oczywiście widział ich przybycie. Kiedy Ke

– A, to ty, Ke

Ke

– Ma jutro ciężki dzień, co zawdzięcza tobie i twoim kumplom. Ryanowie i ich sprzymierzeńcy staną do bezpośredniej konfrontacji z Vikiem i jego ludźmi. Maura chce, żebyś tam był. Tymczasem mam cię umieścić na noc w bezpiecznym miejscu. Rozumiem, że nie będziesz stawiał oporu?

Joe rozejrzał się po opuszczonym podwórku.

– Chyba nie. W dzisiejszych czasach nie ma czegoś takiego jak lojalność.

Twarz Kena stężała.

– Powiedz to Maurze. Słyszałem, że byliście kiedyś zaprzyjaźnieni. Co cię napadło, na Boga, żeby wystąpić przeciw niej i jej rodzinie?

Pomarszczona twarz Joego wydała się nagle bardzo stara.

– Właśnie odpowiedziałeś na swoje pytanie, Ke

Jedna była adresowana do Camilli, dziewczyny Joego. Bez wątpienia jej odprawa. Drugi… spojrzawszy na nazwisko, Ken zrozumiał nagle, co zmusiło Joego do zaangażowania się w tę żałosną aferę.

– Dopilnuję, żeby zostały przekazane – odparł. – A teraz pospiesz się.

Schodząc po schodach na zewnątrz, eskortowany przez Binga i Carltone’a Dooleyów, Joe nagle zatrzymał się i spojrzał do tyłu.

– Och, byłbym zapomniał. Bracia Dooley, nie mylę się? – zwrócił się do nich.

Bing przytaknął bez słowa.

– Co za szczęśliwy traf! Na pewno zainteresuje was spotkanie z moim gościem. Wejdźcie na strych. Drzwi są w rogu kantoru.

Ke

– Abul… to jest Abul! Dajcie tutaj te nożyce.

Ke

– Co się stało, człowieku? – spytał Bing. – Myśleliśmy, że pojechałeś gdzieś z Tommym Rifkindem.

– Czy to on cię tak urządził? Pa

Abul otworzył usta, żeby odpowiedzieć, ale Joe go ubiegł.

– Dlaczego go nie zapytacie, kto zabił waszego brata?

Abul zaczął protestować chrapliwym głosem.

– Nie! To nie ja… to Vic.

Ke

– Teraz to ma sens. Nigdy nie wierzyłem, że Vic mógłby zbliżyć się do Tony’ego Juniora niepostrzeżenie. Chłopak był zawodowcem, nie dałby się podejść. A jeśli nawet, dlaczego Vic miałby na tym poprzestać? Dlaczego nie zabił od razu Maury? Nie, to zrobił ktoś i

Przez moment panowała pełna napięcia cisza, po czym Dooleyowie jak jeden mąż ruszyli na Abula. Zepchnęli go z żelaznych schodów i rzucili się na niego z taką zaciekłością, że nawet Ke

Wiedział, że Maura chciałaby mieć Abula żywego, ale jego szanse na przeżycie były teraz równe zeru.

Garry, Roy i Tony Dooley Senior zjawili się w służącej za magazyn opuszczonej stodole Jacka Sterna o świcie. Garry wysłał swoich ludzi, by dla bezpieczeństwa przeczesali okoliczny teren. Nie można było wykluczyć, że Vic obsadził już to miejsce swoimi i przyczaił się, by zrobić im jakąś paskudną niespodziankę. Jak dotąd był nieuchwytny. Roy powiedział to, o czym wszyscy myśleli:

– Pojawia się i znika, jakby używał magii, nie?

Garry pokiwał głową.

– Nasi ludzie objechali wszystkich, ale niczego się nie dowiedzieli.

– Nie może być daleko. Będzie tu, prawda?

Tony pokręcił głową.

– Nie umiem powiedzieć, człowieku. Naprawdę nie umiem powiedzieć.

– A ten cholerny Be

Roy kilka razy głęboko odetchnął.

– Weź się za niego, Garry. Choć osobiście uważam, że to moja wina. Kiedy zadzwonił, powiedziałem mu won. Teraz go potrzebujemy, a jego nie ma. Użyłem za ostrych słów. Powiedziałem, że nikt z nas nie chce już mieć z nim nic do czynienia.

Przygnębiony dodał z lękiem w głosie.

– Nie do wiary, że nie skontaktował się po raz drugi… Garry i Tommy też się zastanawiali, czy Be

– A co myśleć o tym cholernym Abulu? – Zapytał Roy. – Ciągle nie mogę tego przełknąć.

Wiadomość, że to Abul zamordował Tony’ego Dooleya Juniora oraz że był w zmowie z wrogiem, zaszokowała i zgnębiła wszystkich.

– Ważne, że go mamy. – Garry położył rękę na ramieniu Tony’ego Seniora. – I Maura dopilnuje, żeby dostał, na co zasłużył.

Tony zmusił się do uśmiechu, a obaj Ryanowie poklepali go po plecach.

Podeszli do drzwi budynku, pod który co chwila podjeżdżały samochody. Wszyscy, którzy stanęli po stronie Ryanów, ściągali na umówioną odprawę. Garry był zdecydowany takim czy i

Była to teraz jego osobista sprawa, ten obślizgły drań robił sobie z nich jaja.

Z uśmiechem powitał Gerry’ego Jacksona. Pomimo zaawansowanego wieku i peruki, jednej z całej kolekcji, stary gangster wyglądał bardzo groźnie, a blizny po pożarze w klubie wiele lat temu jeszcze potęgowały to wrażenie. Dla młodych był legendą jako najlepszy przyjaciel Michaela Ryana. Samo to powodowało, że był ważną personą. Przeżył też podłożoną bombę, nie wypuszczając broni z ręki.

Nawet Garry czuł przed nim respekt. Ściskał dłoń Gerry’ego, poklepując go po ramieniu, co było u niego oznaką przyjaźni i szacunku.

– Wiedziałem, że przyjdziesz, Ger.

Gerry wyszczerzył się.

– Za żadne skarby świata nie przegapiłbym czegoś takiego. Zgadnij, kto jest na zewnątrz. – Uśmiechając się nadal, sam odpowiedział na swoje pytanie: – Czterech moich najstarszych chłopców.

Synowie Gerry’ego byli narkotykowymi baronami i rządzili w swoim rodzi

Ryanów poparli Azjaci ze wschodniego Londynu i Deptford, Hindusi z południowego Londynu i rewolwerowcy z całego miasta. Garry modlił się tylko, żeby nie doszło do zatargów między nimi przed finałem. Niech sobie Maura mówi o unikaniu rzezi, szykuje się wojna na całego i wygrają ją.

Od lat nie był taki ożywiony, cieszył się z góry na każdą sekundę najbliższych kilku godzin.