Страница 86 из 96
Rzucił jej ręcznik.
– Proszę wyjść z wa
Zapamiętała go z dnia, kiedy przyniósł kwiaty do domu Sarah, i z jakiegoś powodu wcale się go nie bała. Nie wiedziała dlaczego. Zdawała sobie sprawę, że powi
Wytarła się szybciutko i włożyła na siebie jasnoniebieski welurowy szlafroczek. Zauważyła, że telefon został wyrwany ze ściany, ale mogła się tego spodziewać. Schodząc po schodach do kuchni, była zdziwiona, że jest taka spokojna.
Vic już zrobił dla nich obojga herbatę i powitał ją przyjaznym spojrzeniem.
– Muszę cię przeprosić za to najście, ale nie mam wyboru. Rodzina twojego męża nie ustaje w zatruwaniu mi życia.
– Czego chcesz?
Usiadła na jednym z barowych stołków przy blacie śniadaniowym.
– Ładna chałupa, kochanie, bardzo przytulna.
Skwitowała ten komplement uśmiechem.
– Bardzo dziękuję.
Zachowywał się przyjaźnie i pomyślała, że mimo wszystko go lubi.
– Po co tu przyszedłeś?
– Chcę złapać grubą rybę, a ty, kochanie, jesteś przynętą. Wypij swoją herbatę i ubierz się. Przed nami mała podróż.
Stuknięty Bob miał około czterdziestki, a swój przydomek zdobył po drace w pubie w Bristolu. Spędzał tam weekend i posprzeczał się z dwoma miejscowymi szpanerami z których jeden „stuknął” go butelką w twarz. Czterdzieści szwów, mnóstwo bólu, ale i tak miał porażone mięśnie mimiczne i nawet kiedy się uśmiechał, wyglądał ponuro.
Gdy robił zakłady w punkcie bukmacherskim, bardzo się zdziwił na widok Maury Ryan stojącej w drzwiach i dającej mu znaki, żeby wyszedł. Nie byłby sobą, gdyby nie skończył obstawiania, dopiero wtedy opuścił lokal i podszedł do dużego sedana, obok którego stała.
– Nie spieszyłeś się.
Upomniała go tak ostrym głosem, że się zaniepokoił.
– Wsiadaj! – rzucił towarzyszący jej drab, skądinąd mu znany.
Obecność Ke
– Podawałeś ludziom nasze numery, Bob?
Mówiła spokojnie, ale wiedział, że znalazł się na cienkim lodzie.
– Skąd takie podejrzenia, Maura?
Skrzywiła się.
– Nie wciskaj mi kitu, Bob, bo do tego, żebym sprawiła ci łomot, tyle brakuje – pokazała mu niemal złączony kciuk i palec wskazujący. – Dałeś nasze numery Vicowi Joliffowi?
Ke
– Czemu miałbym mu dawać wasze numery? Nawet go nie znam.
Było oczywiste, że mówi prawdę.
– Komuś je jednak dałeś.
– Tylko twojej rodzinie, kochanie, nikomu więcej.
– Komu na przykład?
– Twojej bratanicy, Carli… dałem jej kilka numerów, bo zgubiła telefon. Aha, i jej synowi, temu pedziowi. Dałem mu numery, bo powiedział, że Be
– Kiedy to było?
– Carla była u mnie kilka tygodni temu, a chłopak wczoraj. Ten dzieciak bez przerwy wisi na telefonie. Wiecie, jaki z niego idiota. Powiedziałem mu, że powinien sobie książkę telefoniczną wytatuować na dupie. Działa mi na nerwy, kiedy zawodzi tym swoim pedalskim, piskliwym głosikiem.
– Joey, wczoraj?
Przytaknął.
– Tak. Znowu chciał twój ostami numer. I chciał też bezpieczną komórkę dla siebie, więc zawiozłem mu aparacik niecałą godzinę temu.
– Dokąd mu go zawiozłeś?
– Był w winiarni na końcu Portobello Road. Potem podrzuciłem go z powrotem do domu matki.
– Jaki jest jego nowy numer?
Otworzył czarny skórzany organizer i podał jej numer.
– Dziękuję, Bob.
Jego usta wykrzywiły mu się szyderczo. Był to najbliższy uśmiechu grymas, na jaki mógł się zdobyć po niezbyt udanej operacji plastycznej,
– Proszę cię bardzo. Mogę już iść?
Kiwnęła głową.
Kiedy zostali sami w samochodzie, Ke
– Miałem przeczucie, że to ktoś z twojego najbliższego otoczenia, ale nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że to on. Vic musiał do niego dotrzeć przez Rifkinda albo Abula, nie?
– Na to wygląda.
Była bliska łez na wieść o tej nowej zdradzie.
– Dawałam temu chłopakowi wszystko. Zajęłam się nim i jego matką, kiedy nie wyszło z Malcolmem, i oto jak mi odpłaca. Założę się, że naśmiewali się ze mnie. Założę się, że ich to cholernie bawiło. Głupia Maura, frajerka, która płaci rachunki.
– Nie bądź dla siebie taka surowa.
– Surowa? – Roześmiała się. – Coś ci powiem, Ken. Nawet Be
Ke
– Coś jest ze mną nie tak, Ken? Najpierw Tommy i Carla. Teraz Joey. I do tego pieprzony Abul. Sam fakt, że zwinął nam sprzed nosa Tommy’ego, o czymś świadczy. Od tego czasu nikt o Abulu nie słyszał. Musiał przejść do Vica. Dlaczego nie widzę, jacy naprawdę są ludzie, na których mi zależy?
Zapaliła papierosa.
– Podobno jestem spryciarą, tak? Ludzie czują przede mną respekt, bo jestem twarda i mam tak zwaną głowę do interesów. Jednak moja bratanica i jej syn przerobili mnie na cacy, a ja ich nawet przez chwilę nie podejrzewałam. Ani Tommy’ego, no i z pewnością nie Abula. Ci dwaj zamienili ze sobą może dwa słowa.
– Kryli się…
– Właśnie o to chodzi! Powi
– Co za bzdura! Masz więcej zdrowego rozsądku niż jakikolwiek znany mi facet czy baba.
Potrząsnęła głową.
– Nie. Posłuchaj mnie, Tommy Rifkind był stuprocentowym gnojkiem, a ja tego nie widziałam, nie chciałam widzieć. I przeze mnie rodzina znalazła się w niebezpieczeństwie, bo spodobał mi się wygadany liverpoolczyk.
Była bliska płaczu, więc odparł łagodnie:
– Nie mogłaś tego wiedzieć.
Strząsnęła jego dłoń ze swego ramienia.
– Powi
– Kochałaś Terry’ego, bez względu na to, jaki był.
Westchnęła ciężko.
– Patrzyłam na niego oczami i
– Dlaczego tak uważasz?
– Wierz mi lub nie, ale Terry pod wieloma względami był typem dominującego drania, a teraz wiem już, że Tommy również. Cokolwiek bym robiła w życiu, nie miało to znaczenia. Mogłabym być dyrektorem pieprzonej ICI, a zarówno jeden, jak i drugi w domu chciałby widzieć we mnie potulną kobietkę. W moim życiu wszystko zawsze obracało się wokół i
Ke
– Z Terrym, jak myślę, nie udało mi się, bo był gliną i próbował wziąć mnie w karby. Marzyło mu się, że będzie facetem, dla którego Maura Ryan się ustatkowała. Miał też poczucie winy z powodu krzywdy, jaką mi zrobił wiele lat temu, porzucając mnie. Sądził, że jeśli zrobi ze mnie Gospodynię Domową Roku, będzie to jego wielkie osiągnięcie. Dla mnie był miłością mojego życia, ojcem jedynego dziecka, jakie kiedykolwiek w sobie nosiłam, i w końcu chciał ze mną być, więc osiągnęłam, co chciałam. Ale za jaką cholerną cenę? Moja mama mawiała: „Bacz, o co prosisz, bo możesz to dostać”.
Wcisnęła się głębiej w oparcie tylnego siedzenia.
– Z Tommym chodziło tylko o seks. Ale on był ze mną wyłącznie dla lepszego kawałka tortu. Jako facet Maury Ryan zyskiwał w oczach wszystkich, oczywiście z wyjątkiem moich braci i rodziny. Garry go nienawidził i chyba Tommy od początku o tym wiedział. Wykorzystał mnie i wykorzystał Carlę, na szczęście chyba sama już to zrozumiała.