Страница 78 из 96
Próbował wyczytać z jej twarzy, co naprawdę czuje, ale jak zwykle była nieprzenikniona.
– A Be
Znowu wzruszyła ramionami.
– Prawdę mówiąc, chętnie bym się go pozbyła. Mam go serdecznie dość. Ale poczuwam się do odpowiedzialności. Od lat wiedziałam, że ma nierówno pod sufitem, i nie powi
Ke
– Jak córeczka? – zapytała.
Uśmiech wygładził rysy jego poznaczonej szramami twarzy.
– Diablo śliczna. Chciałbym, żeby już było po wszystkim. I jeśli przetrwamy, to ja się wypisuję, Maws. Koniec. Wychodzę z tego. Jestem za stary na to całe gówno.
Popatrzyła na niego przeciągle i zapaliła papierosa. Zaciągnęła się głęboko.
– Ta mała stworzy cię na nowo, Ken. W przeciwieństwie do mnie masz się o kogo troszczyć, masz kogoś, kto cię potrzebuje. To cudowne. Też bym tak chciała. Po prostu żyć normalnie, to by mi zupełnie wystarczyło. Własny dom i spokojne życie, a Be
Roześmiał się.
– Byle nie za spokojne było to życie. Chyba jeszcze zostało w nas trochę energii, co?
Uśmiechnęła się.
– Czy wiesz, że dzięki Alicii jeszcze długo pozostaniesz młody? Będziesz wiedział, co jest na szczycie listy przebojów, co wchodzi w modę, a co z niej wyszło. Będziesz oglądał programy telewizyjne, których sam nigdy byś nie włączył. Dzięki niej zachowasz młodość w sercu i umyśle. Będziesz patrzył, jak rośnie i dojrzewa, rozparty w fotelu, kochający i kochany, dumny z córki. Czy masz pojęcie, jaki ty jesteś cholernie szczęśliwy?
W jej smutnym głosie czuło się brzemię samotności, odkrywała się wreszcie, ujawniając tęsknotę za tym, co on miał po prostu dane jak większość kobiet i mężczyzn.
– Zmarnowałam całe swoje życie – przyznała z bólem Maura. – Chciałam być oparciem dla Carli i dostałam od niej potężnego kopa. A Be
Ke
– To się wkrótce skończy, Maws, a wtedy uciekaj od tego wszystkiego, dziewczyno. Vic i jemu podobni ludzie zawsze będą wśród nas. Niech i
Maura obejmowała go mocno, jakby tonęła. Została wepchnięta w odmęt wydarzeń i nie wiedziała, jak wydobyć z tego siebie i rodzinę.
– Czuję się tak, jakby mój mózg miał eksplodować z przeciążenia. Be
Ke
– Co się tutaj dzieje? Knujecie coś potajemnie?
Kiedy usłyszeli głos Garry’ego, na pół rozbawiony, na pół zdziwiony, szybko odskoczyli od siebie.
– Nie podkradaj się tak niepostrzeżenie, Gal – warknęła Maura.
Wiedział, że powodem jej złości było zakłopotanie.
– Ooo, jaka drażliwa. Gdzie mama?
– Jak zwykle na jednym ze swoich maratonów zakupowych. Ma nieusta
Garry uśmiechnął się.
– Ale robi świetne żarcie, trzeba jej to przyznać.
Maura westchnęła. Żołądki braci najmniej ją w tym momencie obchodziły. Gdyby uczestniczyli w Ostatniej Wieczerzy, to jedynie ze względu na jedzenie. Poza zabijaniem, okaleczaniem i robieniem szmalu interesowało ich tylko żarcie.
– Zostań na obiad, Gal, zapraszam cię.
– Jesteś straszną suką, Maws, wiesz?
– Tak mówią. A przy okazji, Vic skontaktuje się z nami w ciągu najbliższych dwudziestu czterech godzin.
Garry musiał przetrawić tę informację. Po chwili uśmiechnął się szeroko.
– Zabijemy go, tak?
Maura zirytowana przeczesała ręką włosy.
– Może najpierw posłuchamy, co ma do powiedzenia. Oboje wiemy, że za tym wszystkim kryje się bardzo dziwna historia i chciałabym ją usłyszeć.
– Ja też – wtrącił Ke
Garry, który dotąd ignorował Kena, teraz zaszczycił go dłuższym spojrzeniem.
– Tak myślałem.
W tych dwóch słowach pobrzmiewał ton groźby.
– Co chcesz przez to powiedzieć, Garry?
Ke
– To, co chcesz słyszeć.
Atmosfera robiła się paskudna, naładowana agresją. Ke
– Posłuchaj no, Garry Ryanie, nie boję się ciebie, nigdy się nie bałem. I pamiętaj: w tej chwili to ty potrzebujesz mnie bardziej niż ja ciebie.
Garry natychmiast uniósł się honorem.
– Chyba nie wiesz, kurwa, do kogo mówisz. Wydaje ci się, że możesz tu włazić i wtykać nos w sprawy mojej rodziny? Myślisz, że masz jakieś specjalne prawa? To dowiedz się, że nie masz.
Maura huknęła pięścią w stół i krzyknęła:
– Na litość boską! Czy ja muszę wysłuchiwać awantur za każdym razem, gdy się w czymś nie zgadzamy? Posłuchajcie mnie uważnie, chłopcy. Mnie nie przestraszycie, nie boję się was, nie bałam i nigdy nie będą się bała. Miałam do czynienia z najlepszymi i żaden z nich mnie nie przestraszył.
Dwaj mężczyźni spoglądali na nią bez słowa. Po chwili milczenia Ke
– Tak się składa, iż żaden z nich nie przestraszył też mnie.
Garry oblizał wargi i spytał, rechocząc:
– Nawet twój stary kumpel Vic Joliff?
– Zwłaszcza Vic.
Ken wyszedł z pokoju. Maura odprowadziła go wzrokiem ze ściśniętym sercem. Był jedynym normalnym człowiekiem w jej otoczeniu i po jego wyjściu miała ostre poczucie straty.
– Dlaczego to robisz, Gal? Dlaczego zawsze wszystko tak cholernie utrudniasz?
Wiedziała, że nie rozumiał, co złego zrobił. Zawsze ją winił, uważając, że to ona gmatwa sprawy.
– Ke
– Ja też chcę pomóc! Chcę skończyć tę aferę tak samo jak ty! – wrzasnął Garry, wbijając w nią dziki wzrok.
– Ty to nazywasz pomocą? – krzyknęła.
Tak ją zirytował, że wszystko się w niej gotowało ze złości. Mogła sobie darować racjonalne argumenty. Nie miały sensu, ponieważ Garry nikogo nie słuchał i nigdy nie będzie słuchał. Ale niech przynajmniej usłyszy teraz za swoje.
– Nie poradziłbyś sobie nawet w najprostszej rozgrywce. Częściej ściągasz kłopoty, niż im zapobiegasz. Ty i Be