Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 74 из 96

– A tak przy okazji, Be

Vic ryczał ze śmiechu, kiedy wsiadali do range rovera.

– Pięknie! A z tego Abula jest niezły kawał dwulicowego sukinsyna. Ale był ważnym elementem mojej wielkiej intrygi. Nie był przy zdrowych zmysłach, to oczywiste. Był też nafaszerowany koką. Ke

– Dokąd jedziemy, Vic?

– Do domu Jacka. Byłoby wstyd, żeby tyle pięknej przestrzeni się marnowało. A tak między nami, żyje on jeszcze?

Mówił przyjaznym głosem, na luzie, i Ke

– Kto to wie? Kto to może wiedzieć?

Vic wyszczerzył zęby w uśmiechu.

– A dokładniej rzecz biorąc, kogo by to miało obchodzić?

Ke

Żałował, że takiej nauczki jak ostatnio nie dostał wiele lat temu. Nie siedziałby teraz w takim gnoju.

Miał dość pieniędzy, żeby przeżyć w komforcie resztę życia więc po kiego licha bawi się w mediatora, skoro mógłby być w dowolnym miejscu świata, zamiast siedzieć potulnie w range roverze z takim pieprzonym świrem jak Vic Joliff?

Ile pieniędzy to dużo pieniędzy, do jasnej cholery?

Uznał, że to dobry temat do rozmyślań. Wszystko było lepsze od zastanawiania się nad kłopotliwym położeniem, w jakim się teraz znajdował. Był tu dla Maury Ryan, tyle wiedział. Jeśli niańczenie psychopaty i kokainisty pomoże zapewnić jej bezpieczeństwo, będzie to robił bez użalania się nad sobą. Maura umiała wzbudzić w nim poczucie lojalności i… chyba coś więcej.

– Zastanawiasz się czasami, jak wpakowaliśmy się w takie życie? – zapytał Vica.

Tamten wzruszył ramionami.

– Oczywiście, że nie. Co i

Ke

– Nie wiem. Ale w tym pieprzonym życiu na pewno musi chodzić o coś więcej.

Vic zjechał na pobocze i patrząc na Ke

– Kiedy spotkałem Sandrę, czułem się tak, jakby ktoś włączył cholernie jasne światło, w którym zobaczyłem, czego mi przez lata brakowało. Pod pewnymi względami był z niej niezły numer, wiem, ale dla mnie była jakby moją drugą połową. Tą, której we mnie brakowało. Jeśli to jest miłość, Ke

Ke

– Tak, czułem. Czasem nie była słonkiem na niebie, ale nie widziałem poza nią świata.

– Przynajmniej tyle było nam dane. Miejmy nadzieję, że one to wiedziały. W momencie śmierci – mruknął Vic.

Uruchomił range rovera i jechali do domu Jacka w ciszy, każdy zatopiony we własnych myślach. Ke

Chyba jest już na wylocie, pomyślał Ke

Dezzy Haseem był w swoim sklepie w Forest Gate, kiedy zobaczył w drzwiach Bena Ryana. Próbował uciekać, ale Be

Dezzy wrzeszczał, lecz nikt nie zwracał na to uwagi. Nawet jego ojciec nie próbował powstrzymać Bena, popatrzył tylko na żonę i rzekł zgnębiony:

– Wiedziałem, że to się musi tak skończyć. Wychowałaś kryminalistę.

Matka Dezzy’ego wybiegła ze sklepu, żeby ratować najstarszego syna. Przeklinała i miotała się jak wariatka, ale Be

Mąż wciągnął ją do środka i zamknął sklep. Miał powyżej uszu swoich dzieci. Żadne nie spełniło jego oczekiwań. Synowie albo włóczyli się z angielskimi dziewczynami, albo ćpali, albo wałęsali się z kumplami. Rozczarowali go wszyscy. Nawet córka wyprowadziła się z domu i mieszkała z chłopakiem.

Myśleli, że on nie ma o niczym zielonego pojęcia, ale tak nie było. Wiedział o wszystkim, choć żona by go o to nie posądzała. Pochodziła z Coventry i to było według niego źródłem problemów. Powinien wrócić do Indii i znaleźć sobie kobietę, która byłaby mu posłuszna. Matka go ostrzegała i miała rację. Zeuropeizowana żona oznacza kłopoty. Gorszył się i wściekał z powodu upokorzeń, jakie musiał znosić przez dzieci.

Miał nadzieję, że Be

Dezzy siedział w skradzionym bmw, trzęsąc się ze strachu Be

– Jak się ma Abul?

Odpowiadając, Dezzy jąkał się ze strachu.

– Nie wiem… ty go widujesz… częściej niż ja.

Be

– Mam zamiar rozciąć mu brzuch i wyjąć wątrobę. A jeśli nie odpowiesz na moje pytania, zmuszę cię, żebyś ją zeżarł.

Dezzy zemdlał, a Be

Nie mógł się doczekać, kiedy go zabije.

Dezzy zaczął odzyskiwać przytomność i Be

– Zrób mi przysługę, co? Rusz mózgownicą i powiedz, gdzie znajdę Abula, a wtedy ja, twój dobry stary kumpel, nie wyślę cię na wieczne odpoczywanie… jak Cashę.

Dezzy znowu zemdlał.

Be

Rozdział 22

Maura słuchała, jak matka gawędzi z dwoma policjantami siedzącymi w kuchni przy herbacie. Jeden z nich, Te

Był przyjazny, co oznaczało, że znajdował się na ich liście. Maura była pod wrażeniem zręczności, z jaką prowadził wywiad, i miała zamiar powiedzieć Garry’emu, żeby dał mu ekstragratyfikację. Matka wprost się w nim zakochała, trudno było tego nie zauważyć.

– Doskonale rozumiem, pani Ryan. Tak, taka jest prawda… jeśli ktokolwiek zna tego chłopca, to pani.

Wiedział, kto mu płaci, i zamierzał utrzymać te lewe zarobki jeszcze przez długi czas. Sarah pławiła się w jego pochlebstwach.

– Zawsze był trudnym dzieckiem, a od śmierci matki żył cały czas w napięciu. To się chyba w dzisiejszych czasach nazywa stresem. Ale tak naprawdę to kochany chłopiec.

Partner Te

Pił w milczeniu herbatę i słuchał uważnie. Znał plotki na temat komisarza Te

Ale Maura Ryan wydała mu się urocza, i to go zaskoczyło. Patrząc na garnitur Te