Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 71 из 96

Vic rechotem obłąkańca powitał Abula i jego kierowcę wchodzących do opuszczonej stodoły trzy mile od domu Jacka Sterna i ciągnących Toma Rifkinda uwieszonego na ich ramionach.

Klasnął w dłonie, oczy błyszczały mu z radości i narkotykowego odurzenia.

– A więc udało się, synu. Jesteś prawdziwym artystą, sprzątnąłeś im go sprzed nosa. Ale coś ty mu zrobił? Już wygląda na martwego.

Abul był pewien, że się jakoś wytłumaczy z przykrej niespodzianki, jaką zrobił Vicowi.

– Zrobił się trochę nerwowy w samochodzie, próbował uciekać. Dałem mu uspokajacza, żeby chciał współpracować.

Vic uniósł jedną z powiek Toma i z wyrzutem potrząsnął głową.

– Szkoda, żeś sam się za to zabrał, to mi się nie podoba. Kiedy się nastawiam na dłuższy spektakl, chcę, żeby moja publika była przytomna. Inaczej nie ma zabawy.

Był autentycznie niezadowolony, a Abul przeklinał swój pech. Od Bena Ryana do Vica Joliffa – dlaczego trafiają mu się sami psychole?

Uśmiechnął się pojednawczo. Im szybciej napuści Vica na Ryanów, tym szybciej będzie mógł jawnie wkroczyć na scenę i zebrać plony.

– Przykro mi, ale wiesz, jak to jest. Takiemu draniowi jak Tommy nie można dać ani cienia szansy…

– Tak, wiem – mruknął Vic. Cofnął się o krok i wsadził rękę pod marynarkę. – Doskonale wiem. I właśnie dlatego…

Strzelił kierowcy w oko. Mężczyzna upadł, zbyt zaskoczony, by choćby krzyknąć. Abul próbował uciekać, ale Tommy nadal był uwieszony u jego szyi, więc pod ciężarem bezwładnego ciała padł na kolana. Wytoczył się spod niego i rzucił do drzwi, a Vic strzelił mu w udo. Abul przeturlał się po brudnej podłodze i uniósł dłonie.

– Co ty robisz, człowieku? Przecież zawarliśmy umowę…

Vic podszedł do niego z drwiącym wyrazem twarzy.

– Rzeczywiście, zawarliśmy. Obiecałeś, że dostanę człowieka odpowiedzialnego za śmierć mojej Sandry i za to małe rękodzieło. – Szarpnął kołnierzyk koszuli, odsłaniając blady naszyjnik blizn. – Myślałeś, że uda ci się zamydlić mi oczy, ty nadęty menelu?

– Vic, proszą, mogę wszystko wyjaśnić… – zaczął Abul starając się brzmieć przekonująco.

– Daj spokój – warknął Vic – nie jestem tym twoim rąbniętym Ryaniątkiem, żółtodziobem w naszym fachu. Nie wierzę w pierwszą lepszą bzdurę, którą mi się sprzedaje. Zwłaszcza gdy próbuje mi ją wcisnąć czarnuch. Nie myśl sobie, dotarłem do wiarygodnego źródła, aby poznać prawdę. Joe to gość starej daty i jego słowu zawsze dam pierwszeństwo przed twoim.

Abul na moment zamknął oczy. Był sam sobie winien, że nie dopilnował tego szczegółu i nie sprzątnął starego. Ale Joe dał się tak łatwo zastraszyć i do tego okazał się użyteczny, wciskając Maurze, że Rebekka i jej mąż zginęli z rąk rosyjskiej mafii. To zacierało ślad. Gdyby jego człowiek z Belmarsh nie schrzanił roboty, nic takiego by się nie wydarzyło.

Przesunął dłoń w dół po udzie, aby ukradkiem sprawdzić, czy rana jest poważna.

Vic opuścił broń.

– Nie martw się. Dostałeś tylko w mięsień – powiedział. – Kiedy przyjdzie mój kumpel Mickey, opatrzy ci nogą. Zawsze ma ze sobą apteczkę, chociaż twierdzi, że używa jej tylko wtedy, kiedy ja jestem w pobliżu.

Abula zaczął ogarniać strach.

– Co chcesz ze mną zrobić?

Vic podrapał się po głowie.

– Jeszcze się nad tym zastanawiam. Najpierw Mickey pomoże mi rozprawić się z tym wesołym chłopcem. – Machnął bronią w stronę leżącego na podłodze Toma.

Abul poczuł ulgę. Sądził, że to on miał być poddany obróbce Mickeya, ale wyglądało na to, że Vic zamierza przede wszystkim ukarać Toma za uknucie spisku, mimo że to nie on był jego inicjatorem.

– A ty… no cóż, muszę poświęcić temu trochę czasu. Wymyślić coś naprawdę odlotowego. I w ten właśnie sposób na to popatrz, Abul. Twoje imię przejdzie do gangsterskich kronik: nikt nigdy nie zapomni, jaką śmiercią zginąłeś.

Skrzeczał jeszcze jak papuga, kiedy przybył Mickey Ball z kilkoma i

Jo

Z kolei z policjantami zaczął walczyć Jo

Wszystko poszło błyskawicznie jak pożar buszu.

W zamęcie bijatyki Be

Potem zauważył telefon komórkowy i nagle poczuł, że los odmienia się na lepsze.

Maura leżała w łóżku, słuchając chrapania matki dochodzącego z pokoju po przeciwnej stronie podestu. Zapomniała, że matka chrapie. Kiedy spała z nią jako dziecko, lubiła słyszeć te odgłosy, bo czuła się wtedy bezpiecznie.

Ubiła poduszkę, żeby się wygodnie ułożyć. Była ciekawa, co się dzieje z Tommym, ale nie zamierzała się tym przejmować. Zdrada Abula na pewno mocno uderzy Bena. Dobrze, że chwilowo został zdjęty ze sceny. Szukałby zemsty i zszedł z drogi naprawy. Zacisnęła mocno powieki i próbowała wyciszyć myśli. Był już prawie ranek i potrzebowała trochę snu Mimo że wypiła brandy, nie czuła se

Żeby nie myśleć o tym wszystkim, zaczęła sobie wyobrażać jutrzejszy dzień w Marsh Farm. Dawno nie widziała córeczki Kena Smitha i cieszyła się na spotkanie z nią w parku.

To jednak nie pomagało. Nie mogła spać i nie mogła odpędzić od siebie niepokojących wizji. Nigdy w życiu nie czuła się taka bezradna.

Rozdział 21

Ke

Oddzwonił na wyświetlony numer i odetchnął z ulgą, nie słysząc w pobliżu sygnału.

Vic natychmiast się odezwał.

– Miło spędziłeś wieczór z Ryanami?

– Czego chcesz, Vic?

Mówił spokojnym głosem.

– Chcę porozmawiać z tobą w cztery oczy. Mam tu Rifkinda i myślę, że ty i ja powi

– Jakich spraw?

– Jesteś mediatorem, prawda?

– Tak mówią.

Vic zaśmiał się i Ke

Vic powiedział przyjaznym tonem:

– Żadnych kłopotów, obiecuję.

Ke

– Co Tommy ma ci do powiedzenia?

– Na zewnątrz czeka samochód. Przyjedź, sam się przekonasz.

– Jestem skonany. Czy to nie może poczekać?

Vic zachichotał.

– Po prostu wsiądź do samochodu, bądź grzecznym chłopcem.

Rozłączył się. Ke

Sięgnął po domowy telefon i wystukał numer Maury. Powi