Страница 69 из 96
– Kupili cię, tak?
Jerry wzruszył ramionami. Guzik go obchodziło, co się stanie z Jackiem.
– Oto pieprzona lojalność.
– Nigdy nie płaciłeś mi dość za lojalność, Jack.
Mężczyźni przy stole zareagowali na to śmiechem. Jack był zdruzgotany, na jego twarzy widać było coraz większe przerażenie.
– Chcesz jeszcze jednego drinka, zanim zjawi się Tommy?
Uprzejme pytanie Roya brzmiało jak szyderstwo, ale Jack kiwnął głową. Wiedział, że jest skończony. Dość miał na sumieniu, by mieli powód się z nim rozprawić. Jeżeli dowiedzieli się od Toma, jak dawno to się zaczęło, nie ma nadziei na litościwy strzał w głowę. Jeśli nie nastąpi jakiś cud, już jest martwy. Szybko wychylił drinka. Czuł, że potrzebuje alkoholu – ile tylko dadzą. Żeby uśmierzyć ból, kiedy się do niego zabiorą.
Wciągnął kolejną kreskę koki i podsunął lusterko Garry’emu, ale on potrząsnął głową.
– Dziękuję, Jack. Mam mnóstwo własnej, stary.
Wszyscy znowu parsknęli śmiechem. Oczywiście z wyjątkiem Jacka Sterna.
Be
Młody człowiek był najwyraźniej pijany i po jakiejś bójce. Be
Chłopak ziewnął i zapytał se
– Wszystko w porządku, stary?
Be
Tamten osunął się po ścianie i zapalił papierosa, głośno wydmuchując dym. Po chwili judasz się zamknął i Be
– Co słychać, Be
Zarechotał przyjaźnie, a Ben szeroko otworzył oczy, zorientowawszy się w końcu, kto jest z nim w celi.
– Jo
Chłopak kiwnął głową.
– Od razu wydawało mi się, że to ty, kiedy mnie wrzucili do tej celi. Ale na wypadek, gdybyś był tutaj incognito, nie zdradziłem się, że cię znam. Kurde, co za zbieg okoliczności!
Be
– Co ma niby znaczyć ten zbieg okoliczności?
Jo
– Daj spokój, Be
– No to powiedz, co ci się stało.
Jo
– Jak zwykle otworzyłem gębę o jeden raz za dużo. Poszliśmy całą bandą do nocnego klubu, do „Raquel”, na wieczór kawalerski Micky’ego Harpera. Co za speluna. Wyszedłem stamtąd i spróbowałem szczęścia z jedną laską, pech, że miała brata wielkiego jak szafa. Reszta, jak mówią, jest milczeniem.
Be
– Jak tu trafiłeś? No tak, jakbym nie wiedział! – nawijał Jo
Be
– Ktoś mnie wrobił. Nie miałem z tym nic wspólnego.
Jo
– Co? Ktoś wszedł do twojego domu i wsadził ludzką głowę do twojej szafy? Czy to właśnie chcesz powiedzieć?
Be
– Co za diabelny tupet, Be
– Z ust mi to wyjąłeś, Jo
Ziewnął i ponownie umościł się wygodnie na łóżku. Jo
– A jak się miewa Abul? Nie widziałem się z nim ostatnio.
– Jak zawsze w formie.
Jo
– Widziałem go jakiś czas temu w „Circus Tawern”.
– Co? Abula? – zdziwił się Ben. – Naprawdę był w „Circus Tavern”? Z kim?
Jo
– Nie wiem, widziałem go tylko na parkingu. To była jedna z tych nocy ze sportowymi kurewkami, jeśli wiesz, co mam na myśli. Straszne zdziry, ale mają formę i nadają się do tej zabawy, jeśli za mną nadążasz. Pomyślałem, że Abul przyjechał tam po crack. – Jo
– Z kim był?
– Kto?
– Pieprzony Abul, głupku. Z kim?
W Be
– Nie wiem, z jakimś starym facetem.
Be
– Jakim starym facetem?
Jo
– Po prostu z facetem, nie wiem, kto to był. Ale szpaner, to pewne. Ciuchy na miarę za kilka tysięcy i nowiutki błękitny roller. Zajebisty zestaw!
Be
– Jesteś pewien, że to był Abul? Gadaj, i to już, pieprzony dupku!
Jo
– Tak, tak! Odezwałem się do niego i powiedziałem cześć.
Be
– Pieprzyć to, pieprzyć, pieprzyć!
Jo
Miał tylko nadzieję, że przeżyje, żeby móc tę cholerną historię opowiadać. Be
Abul usiadł obok Tommy’ego w sześciomiejscowej cessnie. Nie zamienili ze sobą ani słowa podczas całego lotu na lądowisko w Rottendon, gdzie Tom, brutalnie wypchnięty z samolotu potknął się i upadł na kolana. Abul chwycił go za kark i bezceremonialnie załadował do czekającego na nich samochodu. Sam wskoczył na tylne siedzenie obok niego, a do młodego Hindusa w turbanie warknął:
– Jedź!
Tommy był nieźle wkurzony. Otrzepując garnitur, dostrzegł jeszcze we wstecznym lusterku dwóch ogłupiałych osiłków pozostawionych na pasie do kołowania. Abulowi rzucił ostrzeżenie.
– Lepiej uważaj, chłopcze. Pamiętaj, co o tobie wiem. Ten wyszczerzył zęby i rozsiadł się wygodnie.
– Spokojnie, Tom. Wiadomo, że wiesz. Ale nie myślisz chyba, że zabieram cię do Maury, co? Jedziemy spotkać się z Vikiem, bracie.
Tommy zbladł, jednak natychmiast przeszedł do ataku.
– Wiesz, że siedzisz w gównie po uszy – powiedział ostro. – Twój kumpel, myślę o Be
Abul wzruszył ramionami.
– Będzie musiał mnie najpierw znaleźć.
– Vic też pewnie chętnie cię zadźga w sposobniejszym czasie – nie poddawał się Tommy. – Jest zwole
Abul uśmiechnął się półgębkiem i odrzekł znudzonym głosem:
– Szczerze mówiąc, Tommy, to właśnie na ciebie jest najbardziej wkurzony. Ja wiem, jak radzić sobie z takimi psycholami jak Vic… w końcu zdobyłem niemałe doświadczenie. Mogę przymknąć oko na jego żałosne rasistowskie poglądy, o ile nie szkodzi to biznesowi. To nowy świat, Tommy, i zamierzam być w nim głównym graczem. Ryanowie i i
Tommy roześmiał się.