Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 58 из 96

Carol przeglądała szafy, wybierając stare ubrania. Miała je dostarczyć swojej mamie pracującej dwa razy w tygodniu w sklepie z używaną odzieżą, którego dochód przeznaczony był na cele charytatywne. Nuciła pod nosem, otwierając kolejne pudełka z butami i torbami, przymierzając ubrania, żeby sprawdzić, czy pasują jeszcze na jej zaokrąglającą się figurę. Ciąża odmieniła jej spojrzenie na życie, była szczęśliwa. Tego Be

Czuła się szczęśliwą i spełnioną kobietą, i w takim stanie ducha przeglądała swoje rzeczy, decydując, co sobie zostawi a czego nie potrzebuje. W tym momencie to drugie było istotniejsze.

Słyszała odkurzającą na dole sprzątaczkę Debbie. Chwilę później dziewczyna przyniosła jej herbatę i kilka ciasteczek. Trochę poplotkowały, a potem Carol wróciła do szaf. Wszystko ją cieszyło. Nigdy w życiu nie była taka szczęśliwa. Wreszcie miała pieniądze i pozycję.

Po uporaniu się ze swoją garderobą postanowiła wziąć się za ubrania Bena. Chętnie wysyłał rzeczy jej mamie do sklepu i zawsze dawał pieniądze żebrakom przychodzącym pod drzwi, więc nie miała skrupułów, przystępując do przeglądania jego szafy. Zamierzała odłożyć na kupę niepotrzebne jej zdaniem rzeczy, żeby Be

Dzień był gorący i klimatyzacja ułatwiała jej pracę przy wyciąganiu szuflad i przeszukiwaniu półek. Wzięła krzesło od toaletki, weszła na nie i otworzyła górne szafki. Zaczęła wyciągać pudła, najpierw swoje, potem Bena.

Postawiła wszystkie pudła na podłodze i poszła zrobić sobie kolejną herbatę. I drugą dla Debbie, która jeszcze była w domu. Pogadały i pośmiały się chwilę, po czym Carol z filiżanką w ręku wróciła do sypialni. Otwierała pudła jedno po drugim i nagle poczuła dziwny zapach. Pociągając nosem, zlokalizowała go w szafie Bena, na głębokiej górnej półce nad wieszakami.

Wydawało jej się, że dochodzi z kremowego pudła na kapelusze wciśniętego na sam tył. Jeszcze raz weszła na krzesło, wspięła się na palce i przyciągnęła pudło do siebie. Było cięższe od i

Zaczęła odrywać taśmę i wstrzymując oddech, zdjęła wieko. Szklanymi, zamglonymi oczami patrzyła na nią ludzka głowa, wykrzywiając usta w nienaturalnym grymasie. Była w zaawansowanym stadium rozkładu.

Krzyk przerażenia i obrzydzenia ściągnął sprzątaczkę, czego Carol miała żałować do końca życia. Wrzask Debbie dołączył do jej krzyków i sąsiedzi wezwali policję. Dwadzieścia minut zajęło im dotarcie na miejsce, ale minął cały dzień, zanim opuścili dom.

Be

Rozdział 17

– Co takiego?

Garry osłupiał. Jego mina rozśmieszyła Maurę. To był nerwowy śmiech, bo jednocześnie chciało jej się krzyczeć i wyć, od czego z trudem się powstrzymywała. Rzecz była tak odrażająca, że aż trudno było uwierzyć, iż zdarzyła się naprawdę. A zdarzyła się, nie było wątpliwości, choć Maura bardzo chciałaby, żeby to nie była prawda.

– Głowa, odcięta głowa, którą przechowywał w szafie! Boże! Nie pytaj mnie, w jakim celu, Garry, bo nie mam zielonego pojęcia i nawet nie chcę wiedzieć, po co ją tam trzymał.

Jej brat był zupełnie oszołomiony.

– On jest kompletnie szurnięty.

Maura zaśmiała się szyderczo:

– Co ty powiesz? Nigdy sama bym na to nie wpadła.

– Jak się teraz przedstawia sytuacja?

– No więc Be

Garry podumał chwilę, po czym z całą powagą zapytał:

– Czy nie możemy powiedzieć, że ktoś tę głowę tam podłożył?

– A niby kto ją mógł podłożyć? Pieprzony Alan Titchmarsh?

Roześmiał się.

– No dobrze, ale czyja to głowa?

Maura wzruszyła ramionami.

– Aż boję się pomyśleć. Znasz Bena, może być czyjakolwiek. Garry śmiał się dalej.

– Nie chce mi się wierzyć, że prowadzimy taką rozmowę.

Maura pokręciła głową.

– To w ogóle nie jest śmieszne, Garry, ani trochę.

– Zależy czyja to głowa, nie uważasz? – Roześmiał się, ale tym razem speszyła go mina Maury. – Gdzie on się podziewa?

– Na razie jest bezpieczny.

– Czy to była głowa Rifkinda? Jak myślisz, Maws? Może chciał ci ją podarować na gwiazdkę albo z i

Maurę mimo woli rozśmieszyła niedorzeczność tego, co powiedział, choć w przypadku Bena niczego nie można było wykluczyć.

– Rozkład był już daleko posunięty, więc nie, to nie mógł być Tommy. Nie on, niestety.

Garry pokręcił głową.

– Ten chłopak nadaje się do czubków. Jako ciężki przypadek. Czy matka już wie o tym?

Maura wzruszyła ramionami.

– Była wzmianka w wieczornych wiadomościach telewizyjnych, więc przypuszczam, że podejrzewa coś złego. Ale nie odzywała się do mnie.

Podjadę do niej i zobaczę, co z nią, dobrze?

– Lee prawdopodobnie już tam jest. Jadę z tobą.

Gdy wsiadali do samochodu, Garry znowu wybuchnął śmiechem. Przed posesją stało dwóch policjantów po cywilnemu, do których wykrzyknął wesoło:

– Mój bratanek nadał całkiem nowe znaczenie powiedzeniu „stracić głowę”, nie?

Zarechotał z własnego dowcipu.

– Daj spokój, Garry, na miłość boską! – syknęła zdenerwowana Maura.

Sprawa była tak absurdalna, że trudno było ją traktować poważnie, ale gliny będą musiały się nią zająć. Ci dwaj policjanci byli przerażeni. Wystarczyło na nich popatrzeć.

– Daj im spokój, Garry, oni ledwie wyrośli z pieluch. Usadowiła się w samochodzie i dodała: – Gliny najwyraźniej myślą, że jest seryjnym zabójcą, chyba coś takiego mówili w wiadomościach. Gromadzi trofea, powiedział psychiatra. Możesz polegać na ITV, że ze wszystkiego zrobią sensację. W domu Be

Garry wzruszył ramionami.

– Tak czy siak to już nie ma znaczenia. Zostawmy sprawę policji.

– Pozwolić im działać, Gal?

Na jej zdziwienie odpowiedział chytrym uśmiechem. – Powiem krótko, Maws: nic teraz nie zrobimy. Dowiem się, kto prowadzi sprawę, i przeniosę ją, gdzie trzeba. Skądinąd pobyt w mamrze dobrze by naszemu chłopcu zrobił. Może, kurwa, wyciągnąłby z tego jakąś lekcję. Czy mam dopuścić do osadzenia go w areszcie?

Maura westchnęła w rozterce. Gal rozumował logicznie, pomysł był wart zastanowienia.

– Jeszcze zobaczymy, dobrze?

Garry uruchomił samochód i pomachał ręką „cywilom”. Jeden nerwowo odwzajemnił ten gest. Podczas jazdy Maurze przyszło do głowy, że jest jednak i dobra strona tego wszystkiego, mianowicie to, że ich wrogowie uświadomią sobie teraz, z kim mają do czynienia. Za wszelką cenę należało spotkać się z Vikiem. Bez tego nie wydobędą się z tego całego gówna. Wszystko ciągle wymykało jej się z rąk i była tym zmęczona.

– Niech posiedzi w areszcie, Gal. Masz rację, to dobrze zrobi temu gówniarzowi, brat uśmiechnął się ze złośliwą satysfakcją.

– Dostanie w kość, Maura. Ciekawe, jak mu się spodobają brodate panienki.

– Skoro mowa o panienkach, powi