Страница 56 из 96
Maura, choć się tego spodziewała, jeszcze czuła się bezbro
Od konieczności odpowiadania na to pytanie wybawił ją Garry.
– Zostaw go mnie, Lee. Ja go rozpracuję. Najpierw musimy wytropić Vica, ale z pomocą jego brata to nie powi
Lee skinął głową.
– A co się stanie z Carla? – zapytał po chwili.
Musiał już o wszystkim wiedzieć i martwił się o nią.
– Nic się z nią nie stanie, Lee. Co ty próbujesz insynuować?
Głos Maury był ostry jak brzytwa, co nie tylko potwierdzili że słusznie się martwił o Carlę. On sam pomyślałby dwa razy zanimby próbował wykiwać Maurę. Nie chciałby być w skórze Carli nawet za milion dolarów. Padło jej na głowę, skoro myślała, że się z tego wywinie, a jeśli chodzi o Toma… i tak zawsze myślał, że Rifkind jest dupkiem.
– Słyszałem, że wyrzuciłaś ją z jej domu…
– Z mojego domu, Lee. Wyrzuciłam ją z mojego domu. Ja jestem właścicielką.
Westchnął.
– Nieważne, ona jest przerażona, Maws.
– I dobrze. To dwulicowa dziwka.
W głosie Gala wyczuwało się wrogość, która nawet Maurę zdziwiła.
– To nieodrodna córeczka swojej mamuśki. Janine była taka sama. Nienawidziła rodziny i naszych interesów, co jej nie przeszkadzało żyć z tego zafajdanego procederu. Wypisz, wymaluj, nasza własna mamuśka, jeśli o to chodzi. Pierdolić Carlę, niech wraca do Sarah, niech sama się o siebie zatroszczy. Może trochę doceni rodzinę.
– Mówi, że Tommy za nią łaził.
– Och, zamknij się, Lee, kretynie. Nieważne, kto za kim łaził, nie jesteśmy w przedszkolu. Zrobiła to. Gdyby gliny proponowały jej góry złota, myślicie, że nie wzięłaby? Nie wsypałaby nas, gdyby jej się to opłacało? Jest po prostu zdradliwą dziwką i nie mam zamiaru dawać jej więcej zasiłków. Ani jej, ani temu pedziowi. Zostawcie ich obydwoje mamie.
Lee zwiesił głowę, uznając rację Gala, ale dodał:
– Mama też jest wstrząśnięta. Myśli, że Carla ma nie po kolei w głowie, i w ogóle. Ale chodzi też o to, że i nam nie będzie łatwo. Wpadamy sobie do staruszki, a tam jest Carla…
Garry wzruszył ramionami, jakby nie widział w tym problemu – bo i nie widział.
– Po prostu traktujcie ją jak powietrze. Ja tak właśnie zamierzam robić.
Lee kiwnął głową, jak zawsze potulnie przyjmując wskazówki brata. W Maurze obudziło się nagle autentyczne współczucie dla bratanicy, ale słowa, które mogłyby zapewnić Carli beztroskę, utknęły jej w gardle.
– Be
Garry zaśmiał się.
– Niech lepiej uważa, żeby jemu ktoś nie wygarnął.
Przytyk Gala pod adresem Bena wcale go nie rozbawił. Nie potrafił śmiać się z siebie.
– Jak się ma Roy? – zapytał Garry.
Maura wzruszyła ramionami.
– Nie rozmawiałam z nim dzisiaj.
– Ale porozmawiasz, prawda?
– Jest przygnębiony?
Garry popatrzył na nią.
– A ty byś nie była na jego miejscu? Ty i Carla jesteście dla niego najważniejsze.
– Będzie musiał to przeboleć.
Garry uśmiechnął się,
– Oto Maura, jaką znam i kocham.
Lee obserwował brata i siostrę, uświadamiając sobie nie po raz pierwszy, jak bardzo podobny jest ich sposób myślenia i nastawienie do życia. Jego żona miała rację: oni nie byli normalni, ani trochę. Ale nie wyobrażał sobie życia poza tą rodziną. Bez nich, a zwłaszcza bez Maury, prawdopodobnie pracowałby gdzieś od dziewiątej do piątej i umierał z nudów.
Życie polega na dokonywaniu wyborów, a oni dokonali wyboru wiele lat temu. Za późno już było na zmiany.
Nawet gdyby ich zapragnęli.
Billy Mills był szczęśliwy. Miał kilka dolarów w kieszeni, konia pewniaka i ładną dziewczynę u boku. To jedna z jego stałych dziewczyn, a nie żadna hostessa czy tancerka erotyczna. Umawiała się z nim, bo naprawdę lubiła jego towarzystwo.
Zabierał ją tym razem na wyścigi ko
Pomógł jej wsiąść do nowego jaguara, obmacując ją przy tym. Kiedy się wyprostował, serce zamarło mu w piersi. Obok samochodu stał Jack Stern z dwoma muskularnymi gorylami i szczerzył do niego zęby.
– Kiepsko wyglądasz, Jack.
– I czuję się kiepsko, a poza tym jestem o dobre parę funciaków lżejszy dzięki Ryanom.
– Pewnie chcesz, żebym zaaranżował spotkanie. Dobrze myślę?
– Dobrze. Właśnie to zawsze w tobie lubiłem, Billy. Nie tracisz czasu.
– Spadaj, Jack. Dziś mam wolny dzień.
– Już nie, Billy.
– Jaja sobie robisz czy jak? Jadę na wyścigi.
Jack westchnął ciężko i rozejrzał się wokół. Stali przy pustej drodze.
– Nie zmuszaj mnie, żebym cię porwał. Nie chce mi się, a to naprawdę nie może czekać.
– Z pewnością może poczekać dwadzieścia cztery godziny.
Janette wystawiła głowę przez okno.
– Jedziemy, psiakręć, czy nie?
Jack zachichotał.
– Skąd ją wytrzasnąłeś? Robiła za sukę na wyścigach chartów w Walthamstow?
Billy również się roześmiał. Jack potrafił być zabawny, miał duże poczucie humoru.
– Nie. Spotkałem ją w Henlow. Niby to też wyścigi psów ale znalazłem ją wśród widzów.
Wyszczerzył zęby w uśmiechu.
– Trafiła ci się okazja. Ja też miałem w swoim życiu kilka dobrych suk.
Obaj zarechotali.
Po chwili Jack odezwał się już poważnie:
– To spotkanie musi się odbyć jak najszybciej, Billy. Wynagrodzę ci to, przecież wiesz. Ale to superważne. Zanosi się na kłopoty i potrzebuję zaprzyjaźnionego posłańca. Nie masz wyboru, chyba zdajesz sobie z tego sprawę?
Billy westchnął i pogodził się z losem. Fakt, że Jack pojawił się osobiście, mówił sam za siebie. Zerknął jeszcze na patrzącą spode łba Janette, wyciągnął z kieszeni dwie setki i rzucił jej na kolana przez otwarte okno samochodu.
– Przepraszam, Janette, wiesz, jak to jest.
– Pieprz się!
Wzruszył najpierw ramionami, ale potem roześmiał się do niej.
– Wolałbym pieprzenie z tobą, kochanie, ale i
Jack i jego żołnierze ryknęli śmiechem. To było przyjazne spotkanie, mogli sobie pozwolić na wielkoduszność. Dziesięć minut później Janette stała samotnie na ulicy z dwustoma funtami i żądzą mordu na ślicznej buzi.
Danielle Hicks odpoczywała na swojej wysłużonej kanapie z dłońmi splecionymi na wielkim brzuchu. Najstarszy dzieciak, Petey, otworzył Maurze, która zatrzymała się niezdecydowana w progu, zawieszając wzrok na Da
Danielle spojrzała na nią smutno.
– Spodziewałam się tego. Gliny kręciły się tu bez przerwy.
Maura skinęła głową.
– Wiem.
Danielle zmusiła się do uśmiechu.
– Domyślałam się, że się pojawisz, jak wszystko ucichnie. A tak przy okazji, dostałam te pięćset funtów. Powiedziałam glinom, że to zrzutka od sąsiadów. Przełknęli ten bajer. Przetrząsnęli dom, diabli wiedzą, czego szukali. – Uniosła się na kanapie i krzyknęła: