Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 8 из 49

Wyrywał je delikatnie palcami które nabierały coraz większej ruchliwości i jednocześnie bolały go coraz bardziej.

— Twój stan można określić jako jedno wielkie odmrożenie — poinformował go życzliwie automat. — Odkręć zawór z zieloną główką.

Zawory miały jednolicie szary kolor ale odkręcał go tyle razy podczas treningu, że wiedział o który chodzi. Trzeci od lewej. Wa

— Widzisz cały problem zasadza się w wodzie — powiedział.

— Hmm, to znaczy że woda...

— Woda to bardzo dziwna substancja. Zbudowana jest z tlenu i wodoru. Wodór pali się aż miło. Tlen podtrzymuje palenie. Wodór i tlen razem dają wspaniałą mieszankę wybuchową. A tymczasem woda zamiast palić się jak napalm gasi ogień. Ma też i

— Więc hibernacja...

— Ach, pracujemy nad tym. Co zrobiłbyś gdybyś był na naszym miejscu. Masz problem. Trzeba zamrozić żywą tkankę.

— Odparowałbym, a potem namoczył.

— Uściślę. Masz zamrozić organizm wyższy. Na przykład psa.

— Nie da się go odparować. Ale może zastąpić wodę czymś i

— Na przykład alkoholem etylowym — roześmiał się książę. — Mamy na to kilka sposobów. Widziałeś kiedyś schemat układu cząsteczek wody w lodzie?

— Jest z grubsza rzecz biorąc pentagonalny. A w środku jest pusta przestrzeń.

— Zgadza się. Testujemy sześć katalizatorów które powodują upakowanie cząsteczek w lodzie.

— To znaczy, że...

— Nie będzie puchnąć. Ale mamy jeden problem. Te substancje są paskudnie toksyczne. Jest też druga metoda. Spowodować aby lód odkładał się w przestrzeniach międzykomórkowych ale to nie takie proste. Będzie rozrywał zaczepy między ściankami komórek może uszkadzać dendryty, rozrywać i oczywiście uciskać komórki tak, że mogą nawet pęknąć. Mamy substancje które mogą zmusić lód do gromadzenia się właśnie tam. Po odmrożeniu jednak trzeba je odprowadzić na zewnątrz.

— Czy ta metoda...

— Jest lepsza choć katalizatory także są toksyczne. Ale jest jeszcze jeden problem.

— Płyny ustrojowe?

— Właśnie. Krew, limfa, mocz, płyn rdzeniowy. Moczu można się pozbyć prawie co do grama. Płyn rdzeniowy zagęścić specjalnym koloidem...

— Ale przecież...

— Spadnie przewodnictwo nerwowe w całym kręgosłupie. W dodatku koloid zaraz po rozmrożeniu musi rozpuścić się bez śladu. To podstawowy warunek. Nie mamy na razie czegoś takiego. Krew zastąpić można sztucznym medium. Znacznie gorzej z limfą. Poza tym jest jeszcze mózg. Zawiera ponad dziewięćdziesiąt procent wody. Ale komórki nerwowe są od siebie dość oddalone i lód ma się gdzie gromadzić. Tyle tylko, że rozsadzając je trochę zerwie większość połączeń.

— Więc nie uda się?

— Uda. Pod warunkiem wstrzyknięcia kilku różnych substancji. W każde miejsce ciała i

— Jestem gotów podjąć ryzyko.

Książę roześmiał się.

— Daj nam jeszcze trochę czasu na dopracowanie metody — powiedział.

Ocknął się. Napinał mięśnie nóg. Zaczęły się ruszać. Okowy lodu przerastające włókna zostały skruszone. Ale kolana miał nadal sztywne. Wypił jeszcze trochę wody. Zapomniał o czymś. Sięgnął do ust i namacał grubą nić pokrytą śluzem zaczepioną o zęby i niknącą w przełyku. Pociągnął ją powoli i ostrożnie. Omal się nie zadławił ale udało mu się. Powolnymi delikatnymi ruchami wydobył z wnętrza brzucha kawał gąbki nasączonej specjalnym polimerem. W jelitach miał mnóstwo styropianowych kulek ale na to nic nie mógł poradzić. Wyrzucił obojętnie gąbkę i odetchnął. Powietrze wpadło mu do żołądka i zapiekało go. Wychylił się poza wa

— Jestem Nodar Tuszuraszwili — powtórzył z namysłem.

Napiął mięśnie. Wszystkie działały. Resztki lodu rozpuściły się w cieple. Nie wychodził jeszcze z wa

— Morfina raz — wydał dyspozycje.

Stalowe drzwiczki w ścianie otworzyły się i wyjechała z nich tacka. Tacka była chyba kiedyś poniklowana, obecnie srebrne łuski sypały się wokoło jak płatki śniegu. Na tacce leżała szklana strzykawka i ampułka. Strzykawka zapakowana była niegdyś w plastykowe opakowanie, ale tworzywo stało się kruche i połamało się pod własnym ciężarem. Igłę pokryła warstwa rdzy i teraz przypominała grube brązowe szydło. Sięgnął po ampułkę. To już nie była morfina. Zawartość rozwarstwiła się na kilka frakcji. Każda z nich wyglądała paskudnie i toksycznie. Niespodziewanie pomyślał, że chyba ma szczęście, że wogóle się obudził. Jeśli cała technika którą naćkano komorę w takim samym stopniu poddała się zębowi czasu to zakrawało na cud, że aparatura witalizująca jeszcze działała.

— Cie choroba — stwierdził.

Przypiął się pasami aby nie utonąć w wa

Zdrajca ludzkości, plugawy degenerat, Sergiej Susłow zmaterializował się z cichym cmoknięciem w sali tranzytowej stacji orbitalnej. Ponieważ było to miejsce, do którego wstęp był surowo wzbroniony, a pojawił się tam za pomocą teleportacji, której używanie było zakazane pod karą śmierci możemy przyjąć za chwilowy pewnik, że knuł coś na zgubę ludzkości i jej wspaniałego dobroczyńcy, Starego Prezydenta. Susłow pochodził z rodu arcykapłanów Wielkiego Kongo. Jego przodkowie od szeregu pokoleń wybierali sobie na żony kobiety o maksymalnej możliwej domieszce krwi rasy białej, stąd też niemal zupełnie nie wyglądał na rosjanina. Miał lekko spłaszczony nos i włosy odrobinę mu się skręcały, ale skóra jego twarzy była niemal zupełnie biała. Dopiero gdy się uśmiechał widać było że jej odcień jest o ton ciemniejszy niż biel jego zębów. Także wierzchy dłoni kontrastowały z ich wewnętrzną stroną. Jego szczera p r a w i e słowiańska twarz wzbudzała zaufanie. Rozejrzał się ostrożnie naokoło. Pomieszczenie miało kształt połówki jajka. Jego ściany wykonano z pozłacanej stali.

— Sala tranzytowa — mruknął sam do siebie.

Tranzytowość sali nie była w żaden sposób związana z jego materializacją. Po prostu tu znajdowała się śluza na zewnątrz i tędy zapewne stacja otrzymywała zaopatrzenie w czasach zanim jej właściciel poznał tajniki teleportacji. Podszedł do drzwi śluzy. Były zamknięte na głucho. To się chyba nawet nieźle składało, bo prowadziły na zewnątrz. Odbezpieczył laser i raz jeszcze rozejrzał się uważnie wokoło. W pomieszczeniu panowała cisza i bezruch. Podszedł do drzwi prowadzących w głąb obiektu. Drgnęły i schowały się w ścianę. Za nimi ciągnął się korytarz, a zaraz obok wejścia na ścianie wymalowany był farbą holograficzną napis. Susłow kontemplował go przez chwilę. Napis wykonano w nieznanym mu języku i nieznanym mu alfabetem. Wiedział, że jest to nieznany mu język, bowiem w miarę jak jego wzrok wędrował po znakach w jego głowie rozlegały się gardłowe dźwięki.