Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 70 из 134

Sol roześmiał się, jednocześnie rozbawiony i zażenowany pytaniem.

– Mówię poważnie.

Uczony poprawił okulary.

– Chyba tak, maleńka. Szczerze mówiąc, nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

– Byłeś kiedyś w synagodze w Bussard City?

– Ostatni raz podczas mojej bar-micwy – odparł Sol, wracając pamięcią do tego dnia przed pięćdziesięciu laty, kiedy jego ojciec pożyczył vikkena od wuja Richarda i zawiózł całą rodzinę do miasta na uroczystości.

– Tato, dlaczego Żydzi uważają, że teraz, po hegirze, wszystko jest jakby… trochę mniej ważne?

Sol rozłożył swoje duże, silne ręce – bardziej przypominały ręce kamieniarza niż uczonego.

– To dobre pytanie, moje dziecko. Prawdopodobnie dlatego, że niemal wszystkie ich marzenia legły w gruzach. Izrael nie istnieje. Nowa Świątynia przetrwała krócej niż dwie poprzednie. Bóg złamał słowo, niszcząc Ziemię po raz drugi, a ta diaspora będzie trwała całą wieczność.

– Jednak są miejsca, gdzie Żydzi utrzymują odrębność etniczną i religijną – nie dawała za wygraną jego córka.

– Oczywiście. Na Hebronie, a także na Pasażu możesz znaleźć kilka społeczności – hasydzi, ortodoksi, hasmonejczycy, co tylko chcesz – ale ci ludzie żyją na pokaz, jak… jak…

– Jak w parku tematycznym?

– Otóż to.

– Zabierzesz mnie jutro do synagogi? Pożyczę strata od Khakiego.

– Nie trzeba – odparł Sol. – Jest uczelniany bus, możemy z niego skorzystać. – Umilkł na chwilę, po czym dodał. – Wiesz co? Bardzo się cieszę, że tam pojedziemy.

Pod starymi wiązami szybko zapadał zmrok. Na szerokiej ulicy prowadzącej do domu zapalały się latarnie.

– Tato, chcę zadać ci pytanie, które powtarzałam już chyba milion razy. Czy wierzysz w Boga?

Sol nie uśmiechnął się. Wiedział, że musi udzielić córce tej samej odpowiedzi, którą słyszała od niego już milion razy.

– Wciąż czekam na to, by uwierzyć.

Przygotowania do pracy doktorskiej wymagały od Racheli badania obcych artefaktów oraz tych pochodzących sprzed hegiry. Przez trzy lata standardowe Sol i Sarai mogli liczyć jedynie na krótkie, okazjonalne wizyty oraz przekazy wizyjne z różnych egzotycznych planet, położonych w pobliżu Sieci, ale nie należących do niej. Doskonale zdawali sobie sprawę, że w pogoni za nowymi odkryciami Rachela już niedługo będzie musiała wyruszyć znacznie dalej, gdzie bezlitosny dług czasowy błyskawicznie pożera ludzkie życie oraz wspomnienia o tych, którzy zostali.

– A gdzie, do diabła, jest ten Hyperion? – zapytała Sarai podczas ostatniego przed wyruszeniem ekspedycji pobytu Racheli w domu. – Nazywa się zupełnie jak jakiś nowy środek czystości.

– To wspaniałe miejsce, mamo. Jest tam więcej pozostałości po obcych kulturach niż na wszystkich i

– Dlaczego więc nie polecisz na Armaghast? To tylko kilka miesięcy poza Siecią. Czemu zdecydowałaś się na coś gorszego?

– Hyperion nie stał się jeszcze atrakcją turystyczną, choć i tam zaczynają już borykać się z tym problemem – wyjaśniła dziewczyna. – Zamożni ludzie coraz chętniej wyruszają w długie podróże.

– Będziesz badała labirynt, czy tak zwane Grobowce Czasu? – zapytał Sol. Ze zdziwieniem stwierdził, że zaschło mu w gardle.

– Grobowce Czasu, tato. Razem z doktorem Melio Arundezem, który wie o nich więcej niż ktokolwiek na świecie.

– Czy one nie są przypadkiem niebezpieczne?

Sol sformułował pytanie najbardziej oględnie, jak potrafił, ale nawet on dosłyszał w swoim głosie nutę niepokoju.

Rachela uśmiechnęła się.

– Myślisz o legendzie Chyżwara? Nie obawiaj się. Od ponad dwustu lat nikomu nic się nie stało.

– Ale widziałem dokumenty, w których opisano różne tajemnicze zdarzenia, jakie miały miejsce podczas drugiej kolonizacji…

– Ja też je widziałam. Weź jednak pod uwagę, że wtedy nie wiedziano jeszcze o istnieniu węgorzy skalnych, które w poszukiwaniu pożywienia zapuszczają się aż na pustynię. Widocznie pożarły kilku ludzi, a reszta wpadła w panikę. Zresztą sam najlepiej wiesz, w jaki sposób powstają legendy. Jeżeli chodzi o węgorze, to zostały już prawie zupełnie wytępione.

Sol nie rezygnował.

– Nie lądują tam żadne pojazdy kosmiczne. Żeby dostać się do Grobowców, trzeba płynąć statkiem, iść pieszo albo robić coś jeszcze bardziej głupiego.

Rachela roześmiała się wesoło.

– Początkowo ludzie nie doceniali skali oddziaływania antyentropicznych pól siłowych, w związku z czym doszło do kilku wypadków. Teraz regularnie kursują tam sterowce. Na północnym skraju pasma górskiego wybudowano ogromny hotel, który nazwano Basztą Chronosa. Co roku korzystają z niego setki turystów.

– Ty też się tam zatrzymasz? – zapytała Sarai.

– Na jakiś czas. To będzie niesamowita przygoda, mamo!

– Mam nadzieję, że nie zanadto niesamowita – powiedziała Sarai z uśmiechem.

Sol i Rachela także się uśmiechnęli.

Podczas trwającej cztery lata podróży Racheli – dla niej było to tylko kilka tygodni spędzonych w kriogenicznym śnie – Sol przekonał się, że tęskni za córką znacznie bardziej, niż gdyby była gdzieś daleko, ale w każdej chwili osiągalna, choćby za pomocą komunikatora. Świadomość, że Rachela oddala się od niego z prędkością większą od prędkości światła, spowita w kwantowy kokon efektu Hawkinga, napawała go lękiem i niedobrymi przeczuciami.

Mieli mnóstwo zajęć. Sarai zrezygnowała z działalności w charakterze krytyka muzycznego, poświęcając więcej czasu sprawom lokalnej społeczności, natomiast dla Sola był to najbardziej pracowity okres w życiu. Opublikował dwie kolejne książki, z których pierwsza – Punkty zwrotne moralności – wywołała tak wielkie poruszenie, że bez przerwy zapraszano go do udziału w przeróżnych konferencjach i sympozjach na wielu planetach Sieci. W niektórych uczestniczył sam, w i

Prawie pięć lat po tym, jak Rachela wyruszyła ku Grobowcom Czasu, przyśnił mu się sen, który całkowicie odmienił jego życie.

Śniło mu się, że wędruje po wnętrzu ogromnej budowli o niezwykle wysokim sklepieniu, podtrzymywanym przez kolumny wielkości sekwoi. Sączące się z góry światło miało czerwoną barwę. Od czasu do czasu dostrzegał kątem oka jakieś kształty majaczące w półmroku po lewej lub prawej stronie; najpierw były to gigantyczne kamie

Wreszcie zatrzymał się, aby odpocząć. Daleko z tyłu dobiegał groźny odgłos szalejącego pożaru, z przodu zaś jaśniały dwie owalne plamy krwistoczerwonego światła.

Sięgnął ręką do czoła, by otrzeć z niego pot, kiedy usłyszał potężny, grzmiący głos:

“Sol! Weź swoją córkę, swoją jedyną córkę Rachelę, którą kochasz, udaj się z nią na planetę Hyperion i złóż ją tam w ofierze w miejscu, które ci wskażę”.

– Chyba nie mówisz poważnie – odparł Sol we śnie, po czym ruszył dalej przez mrok rozświetlony jedynie czerwoną poświatą sączącą się z dwóch czerwonych owali, przypominających ogromne księżyce wiszące nieruchomo nad jakąś niezmierzoną równiną. Kiedy znowu zatrzymał się, by odpocząć, głos przemówił ponownie:

“Sol! Weź swoją córkę, swoją jedyną córkę Rachelę, którą kochasz, udaj się z nią na planetę Hyperion i złóż ją tam w ofierze w miejscu, które ci wskażę”.

Sol ugiął się pod ciężarem głosu, ale szybko otrząsnął się i powiedział w ciemność:

– Słyszałem cię już za pierwszym razem. Odpowiedź nadal brzmi “nie”.

Wiedział już wówczas na pewno, że to sen, i jakaś część jego umysłu zachwycała się scenariuszem, jednak i