Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 68 из 134

Ażeby odtąd umilkły na wieki?

Lud twój nie powie, czemu cię rzucono?

W ręku Lamii pojawił się nagle miniaturowy laser przeznaczony do cięcia twardych przedmiotów. Kobieta wycelowała go w głowę poety.

– Ty żałosny, obleśny kurduplu… Jeszcze jedno słowo, a przysięgam, że rozpłatam ci ten głupi łeb jak zepsuty melon!

W kajucie zapadła śmiertelna cisza. Słychać było tylko przytłumiony szmer urządzeń statku. Konsul ruszył powoli w kierunku poety, pułkownik zaś zaczął zbliżać się od tyłu do Lamii.

Silenus pociągnął z butelki i uśmiechnął się do ciemnowłosej kobiety. Wargi miał wilgotne od wina.

– O, budujcie swój statek śmierci! – szepnął. – O, budujcie…

Lamia tak mocno ściskała laser, że aż zbielały jej palce. Konsul coraz bardziej zbliżał się do Silenusa, nie bardzo wiedząc, co właściwie powinien zrobić. Wydawało mu się, że lada chwila prosto w jego oczy uderzy oślepiający strumień skoncentrowanego światła. Kassad pochylał się w stronę Lamii niczym dwumetrowy, sprężony do skoku cień.

– Szanowna pani – odezwał się Sol Weintraub spod przeciwległej ściany, gdzie siedział na wąskiej koi. – Czy muszę pani przypominać, że jest z nami dziecko?

Lamia zerknęła w jego stronę. Weintraub wyjął jedną z szuflad potężnego kredensu i postawił ją na koi w charakterze dziecięcego łóżeczka. Po kolacji wykąpał dziecko i niepostrzeżenie wrócił do kajuty tuż przed brzemie

– Przepraszam – powiedziała Brawne Lamia i opuściła rękę. – Kiedy go słucham, po prostu… tracę panowanie nad sobą.

Weintraub skinął poważnie głową, lekko bujając prowizoryczną kolebką. Dziecko spało już smacznie, ukołysane ledwo wyczuwalnym ruchem wiatrowozu i stłumionym dudnieniem ogromnego koła.

– Wszyscy jesteśmy bardzo zmęczeni i zdenerwowani – powiedział uczony. – Myślę, że powi

Kobieta westchnęła głęboko, po czym schowała miniaturowy laser do kieszeni.

– Chyba nie zasnę. Wszystko dokoła jest zbyt niezwykłe.

Odpowiedziały jej zgodne pomruki. Martin Silenus usiadł na szerokiej półce biegnącej pod oknami, pociągnął kolejny łyk wina i spojrzał na Weintrauba.

– Opowiedz nam swoją historię.

– Tak jest – zawtórował mu Lenar Hoyt. Ksiądz sprawiał wrażenie krańcowo wycieńczonego, ale jego oczy płonęły żywym ogniem. – Opowiedz ją. Musimy mieć czas, żeby się nad nimi wszystkimi zastanowić.

Weintraub przesunął ręką po łysinie.

– To bardzo nudna opowieść – rzekł. – Nigdy wcześniej nie byłem na Hyperionie. Nie walczyłem z potworami, nie dokonywałem żadnych bohaterskich czynów. Jest to historia człowieka, dla którego największą wyobrażalną przygodą jest wygłaszanie wykładu bez korzystania z notatek.

– Tym lepiej – odparł Martin Silenus. – Przyda nam się coś na sen.

Sol Weintraub westchnął ciężko, poprawił okulary i skinął głową. W jego siwej brodzie pozostało jedynie kilka pasm czarnych włosów. Przesunął jedną z lamp, aby nie świeciła dziecku w twarz, po czym usiadł na krześle pośrodku kajuty.

Konsul przygasił nieco pozostałe lampy i dolał kawy tym, którzy sobie tego życzyli. Sol Weintraub mówił powoli, stara

Sol Weintraub i jego żona Sarai jeszcze przed przyjściem na świat ich córki byli bardzo zadowoleni z życia. Rachela uczyniła je tak bliskim doskonałości, jak tylko mogli sobie wyobrazić.

Sarai miała wówczas dwadzieścia siedem lat, Sol zaś dwadzieścia dziewięć. Żadne z nich nie brało do tej pory pod uwagę możliwości poddania się zabiegowi Poulsena, przede wszystkim dlatego, że nie mogli sobie na to pozwolić, ale i tak czekało ich jeszcze co najmniej pięćdziesiąt lat życia w dobrym zdrowiu.

Oboje od urodzenia mieszkali na Planecie Barnarda, jednym z najstarszych, ale zarazem najmniej interesujących światów Hegemonii. Planeta Barnarda należała do Sieci, lecz dla Sola i Sarai nie miało to większego znaczenia, gdyż nie mogli sobie pozwolić na częste podróże za pomocą transmitera, a poza tym wcale nie odczuwali takiej potrzeby. Sol niedawno obchodził dziesięciolecie pracy w Uniwersytecie Nightenhelsera, gdzie uczył historii, w tym także historii starożytnej, oraz prowadził własne badania dotyczące ewolucji etyki. Była to niewielka uczelnia – uczęszczało na nią niespełna trzy tysiące studentów – ale cieszyła się znakomitą reputacją, dzięki czemu przyciągała młodych ludzi z całej Sieci. Jeżeli Weintraubowie mieli jakieś powody do narzekań, to głównie ten, że Uniwersytet Nightenhelsera oraz powstałe wokół niego miasteczko Crawford stanowiły wysepkę cywilizacji na oceanie zboża. Istotnie – do stolicy było ponad trzy tysiące kilometrów, a całą tę przestrzeń, po uzdatnieniu gleby, przeznaczono pod zasiewy. Nie pozostał ani skrawek lasu, w którym można by było zabłądzić, ani jeden pagórek, na który można by było się wspiąć. Nic, tylko żyto, kukurydza, pszenica, a potem znowu pszenica, kukurydza i żyto. Poeta-radykał Salmud Brevy, który wykładał krótko na Uniwersytecie Nightenhelsera przed buntem Gle

Sol i Sarai Weintraubowie nie mieli nic przeciwko temu. Liczące sobie dwadzieścia pięć tysięcy mieszkańców Crawford wyglądało tak, jakby zostało przeniesione w całości z dziewiętnastowiecznej Ameryki. Wzdłuż szerokich ulic rosły potężne wiązy i dęby. (Planeta Barnarda była drugą ziemską kolonią poza Układem Słonecznym, założoną na długo przed wynalezieniem napędu Hawkinga i hegirą. W tamtych czasach statki kolonizacyjne miały takie rozmiary, że mogło się w nich pomieścić dosłownie wszystko.) Domy budowano w różnych stylach, od wiktoriańskiego poczynając, na kanadyjskim odrodzeniu kończąc, ale wszystkie miały białe ściany i stały z dala od ulicy, na rozległych, stara

Sam Uniwersytet wzniesiono w stylu georgiańskim – mnóstwo czerwonej cegły i białych kolumn wokół okrągłego dziedzińca. Gabinet Sola znajdował się na drugim piętrze Kolegium Plachera, najstarszej budowli uczelni; zimą uczony mógł spoglądać na ogołocone z liści gałęzie, za którymi widać było szary dziedziniec. Sol uwielbiał wyraźnie wyczuwalny, niezmie

Sarai urodziła się na farmie w połowie drogi między stolicą a Uniwersytetem i na rok przed mężem obroniła doktorat z teorii muzyki. Była szczęśliwą, energiczną młodą kobietą, nadrabiającą siłą osobowości pewne braki w urodzie, dzięki czemu ponad wszelką wątpliwość zasługiwała na miano bardzo atrakcyjnej. Przez dwa lata studiowała na Uniwersytecie w Nowym Lyonie na Denebie Drei, ale wciąż tęskniła za rodzi