Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 102 из 134

– Nie sądzę. Raczej tylko tyle, ile trzeba do przeprowadzenia konkretnego projektu. – Chyba zauważył, że nadal nic nie rozumiem, gdyż westchnął głęboko i mówił dalej: – Kiedy… obudziłem się tutaj, zastałem cybrydowe analogi Josepha Severna, doktora Clarka, A

– Co się z nimi stało?

– Prawdopodobnie zostali przetworzeni, tak jak człowiek z kucykiem.

– Kucyk… – W gęstniejącym szybko mroku spojrzałam na Joh

– Z pewnością. Dokonał samozniszczenia w taki sam sposób, jakiego i ja bym użył, gdybym musiał pozbyć się mego cybryda.

Mój mózg pracował na najwyższych obrotach. Nagle uświadomiłam sobie, jaka jestem głupia i jak mało wiem.

– A więc tym, kto chciał cię zabić, była jakaś Sztuczna Inteligencja.

– Na to wygląda.

– Ale po co?

Joh

– Prawdopodobnie po to, żeby skasować pewną porcję wiedzy, która umarłaby wraz z moim cybrydem. Coś, czego dowiedziałem się niedawno, i co nie przetrwałoby jego zniszczenia.

Wstałam, kilka razy okrążyłam pokój, by wreszcie zatrzymać się przy oknie. W pokoju stało kilka lamp, ale Joh

– Tutaj umarłeś… – szepnęłam.

– On tutaj umarł – poprawił mnie Joh

– Ale masz jego wspomnienia.

– Na pół zapomniane sny z mnóstwem luk.

– Wiesz, co czuł.

– Wiem, co czuł według tych, którzy mnie projektowali.

– Opowiedz mi.

– O czym?

Skóra Joh

– Jak to jest, kiedy człowiek umiera, a potem zmartwychwstaje.

Opowiedział mi. Mówił spokojnym, melodyjnym głosem, chwilami posługując się tak archaicznym językiem, że z trudem cokolwiek rozumiałam, ale za to mogłam zachwycać się brzmieniem tej mowy, o niebo piękniejszej od dziwacznej hybrydy, jaką posługujemy się dzisiaj.

Opowiedział mi, co to znaczy być poetą opanowanym obsesją doskonałości, oceniającym swoje dokonania znacznie surowiej od najbardziej nawet zjadliwego krytyka. A krytycy byli bardzo zjadliwi. Jego dzieła wyśmiewano, zohydzano, określano jako bezwartościowe i głupie. Za biedny, żeby ożenić się z kobietą, którą kochał, pożyczał pieniądze bratu w Ameryce, tracąc w ten sposób szansę na uzyskanie choćby częściowej niezależności finansowej. A potem, kiedy wreszcie jego talent rozbłysnął z pełną mocą, padł ofiarą choroby, która wcześniej zabrała jego matkę i brata, Toma. Został wysłany do Włoch, oficjalnie po to, by “podreperować zdrowie”, choć doskonale zdawał sobie sprawę, że czeka go powolna, samotna śmierć w wieku zaledwie dwudziestu sześciu lat. Opowiedział o bólu, jaki odczuwał na widok swego nazwiska i adresu skreślonych ręką Fa

Wysokie okna rozjaśniał jedynie słaby blask gazowych latarni. Głos Joh

Opowiedział o dalszym ciągu iluzji: o podróży do Anglii, o spotkaniu z Fa

– Szczerze mówiąc – powiedział – cała ta diabelska szarada przywiodła mi na pamięć fragment listu, który na krótko przed chorobą napisałem – to znaczy, który on napisał – do swojego brata George’a: “Czy nie można sobie wyobrazić istnienia jakichś nadistot, które znajdują zadowolenie w każdym wdzięcznym pomyśle, jaki pojawi się w mojej głowie, tak samo jak ja doświadczam zadowolenia obserwując, w jaki sposób gronostaj reaguje na pojawienie się większego zwierzęcia? Choć uliczna burda jest ze wszech miar godna potępienia, to nie ma nic złego w energii, jaką wyzwala ona w ludziach. Dla owych nadistot nasze myśli mogą mieć taką samą wartość: choć błędne, są przecież w stanie dawać przyjemność. I na tym właśnie zasadza się cała poezja”.

– Czy myślisz, że “Projekt Keats” był… zły? – zapytałam.

– Wszystko, co zawiera w sobie pierwiastek oszustwa, jest złem.

– Może jesteś Johnem Keatsem w znacznie większym stopniu, niż chciałbyś się do tego przyznać?

– Nie. Na przekór wszystkim pozorom świadczy o tym brak instynktu poetyckiego.

Popatrzyłam na czarne kształty mebli w pogrążonym w mroku pokoju.

– Czy SI wiedzą, że tu jesteśmy?

– Chyba tak. Prawie na pewno. TechnoCentrum może mnie wyśledzić w każdym miejscu we wszechświecie, ale my uciekaliśmy przecież przed siłami bezpieczeństwa Sieci, nieprawdaż?

– Oboje jednak wiemy, że za zamachem kryje się jakaś… jakaś istota z TechnoCentrum.

– Owszem, ale to dotyczy wyłącznie wydarzeń w Sieci. W samym TechnoCentrum nie ma mowy o tolerowaniu jakiejkolwiek przemocy.

Z ulicy dobiegł jakiś hałas. Miałam nadzieję, że to tylko gołąb albo może wiatr, włóczący śmieci po bruku.

– W jaki sposób TechnoCentrum zareaguje na moje pojawienie się tutaj? – zapytałam.

– Nie mam pojęcia.

– Z pewnością istnienie tego miejsca jest otoczone głęboką tajemnicą?

– SI po prostu uważają to za rzecz pozbawioną znaczenia dla ludzi.

Potrząsnęłam głową, choć w ciemności nie mógł tego zobaczyć.

– Odtworzenie Starej Ziemi, wskrzeszenie… ilu?… w każdym razie na pewno mnóstwa ludzi pod postacią cybryd, Sztuczne Inteligencje mordujące się nawzajem – to wszystko miałoby być pozbawione znaczenia?

Zaczęłam się śmiać, ale zdołałam zapanować nad tym histerycznym odruchem.

– Oczywiście.

Podeszłam do okna, nie przejmując się zupełnie tym, że dla kogoś stojącego na ulicy stanowiłabym teraz wyśmienity cel, i drżącymi palcami wyciągnęłam z kieszeni paczkę papierosów. Były jeszcze wilgotne po niedawnej gonitwie wśród zasp śnieżnych, ale jeden dał się zapalić.

– Joh

– Że w tym wszystkim najważniejszy może okazać się Bóg.

– Jaśniej, jeżeli można prosić.

Joh

– Nie wiem dokładnie, po co zapoczątkowano “Projekt Keats” ani w jakim celu stworzono analog Starej Ziemi, podejrzewam jednak, iż ma to jakiś związek z liczącymi sobie ponad siedemset lat planami TechnoCentrum stworzenia Najwyższego Intelektu.