Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 47 из 49

WYNIKI I DYSKUSJA

Budziłam się powoli, z niespokojnym uczuciem, że zrobiłam coś strasznego, ale nijak nie mogłam przypomnieć sobie, co. Potem przypomniałam. I sen od razu uciekł.

Zamknęłam Lena w piwnicy!

Nic bardziej potwornego nie mogło się przydarzyć. Która teraz? Południe?! A jeśli on się udusił? Zamarzł? Z wysiłkiem rozwarłam powieki i zobaczyłam zamyślonego Lena siedzącego na krześle przy oknie. Ciekawe, kto go wypuścił? (Później dowiedziałam się, że jednak wyważył drzwi, zniszczywszy futrynę).

Len podniósł się i podszedł do łóżka. Szybko przymknęłam oczy. Łóżko skrzypnęło, gdy ostrożnie usiadł na krawędzi. Przez parę sekund nic się nie działo, a potem nieoczekiwanie powiedział:

– Wybacz mi.

Jak źle bym się nie czuła, wstęp mi się spodobał. Rozważyłam, co mogę z tego wyciągnąć i omdlewająco przetoczywszy głowę po poduszce, szepnęłam ledwie słyszalnie:

– Na kolana…

Ku mojemu przerażeniu opadł na podłogę z takim impetem, jakbym miała zamiar wyświęcić go na rycerza.

– Hej, no co ty, wstawaj natychmiast, żartowałam!

– Ja też.

Przechyliłam się przez krawędź łóżka i odkryłam, że kucnął. Z westchnieniem oparł się plecami o łóżko, wyciągnął nogi i zamknął oczy. Potem zaczął mówić – cicho, powoli, stara

– Już kilka razy otrzymywałem telepocztą dziwne wiadomości. Treść była za każdym razem taka sama. Sumy się różniły. Zapłata za to, żebyśmy opuścili Dogewę i rozeszli się po i

Niestety, nie udało mi się prześledzić sygnału. Drań naprawdę był dosyć wysoko postawiony albo i sam był magiem. Nie wskórawszy niczego obietnicami, zaczął grozić. Że niby skoro ty nie bierzesz pieniędzy, to ktoś je weźmie za ciebie.

I się zaczęło.

W ludzkich miastach zaczęto tępić nas jak szczury. Przyniosło to efekt raczej umiarkowany. Najemnicy z talizmanami ochro

Mag naprzykrzał mi się dniem i nocą. Proponował już nie tyle pieniądze, ile odzyskanie dobrego imienia. W tajemnicy powiedziałem mu, że i tak nie jesteśmy jakoś szczególnie popularni i zażartowałem, że zła prasa jest lepsza od żadnej – mniej będą się pchać do Dogewy, jak się zrobią ostrożniejsi. To chyba naprowadziło go na jakąś myśl i wezwania ustały.

Pojawił się potwór.

Nie powiem, żebym szczególnie żałował nieżyjącego maga. Możesz uważać mnie za zimnokrwistego potwora, ale moją pierwszą myślą było: możliwie najszybciej wyrzucić trupa za granicę, żeby nie śmierdział na moim terenie.

Ale zanim zdążyliśmy zebrać biedaka z kocich łbów, pojawił się drugi czarodziej. Bezczelnie zmaterializował się na środku placu i udał święte przerażenie. Och, ach, co się stało mojemu koledze? Co, co… Wszystko. Byłem pewien, że o niesławnym końcu konkurenta numer drugi dowiedział się nie od przelatujących ptaszków. Wybrałem odpowiedni moment i pogrzebałem trochę w jego świadomości. Dość powierzchownie – miał naprawdę mocną osłonę, Ale to nie on go stworzył. I mało prawdopodobne, by o nim wiedział. Popatrzyłem sobie na niego, popatrzyłem i mogłem tylko splunąć ze wstrętem. Nawet jeśli kiedyś miał jakieś magiczne zdolności, to stracił je w którejś kolejnej knajpie. Na przyjęciu powitalnym numer drugi upił się tak, że następnego dnia potwór miał kaca i numer trzeci całkiem długo zwiewał przed nim z wrzaskiem dookoła fonta

Miałem wrażenie, że tajemniczy przeciwnik specjalnie podsuwa mi niefortu

A on wziął i nie przyjechał. Zrobił się starszy, ostrożniejszy, mniej ufny.

Czwartemu magowi – ten reprezentował Szkołę, miły staruszek – przydzieliłem strażników. Przez trzy dni moi ludzie włóczyli się krok w krok za nim, taktownie zostając w tyle koło ustro

Twoje pojawienie się było ostatnim gwoździem do mojej trumny. Po przeczytaniu listu wyłem z wściekłości. Ze swojej głowy mogłem sobie rwać włosy, ile dusza zapragnie, ale z twojej nie powinien był spaść ani jeden. Albo… Posyłałem po pomoc, a otrzymałem same groźby. “Jeśli ona… Jeśli z nią… Jeśli jeszcze raz…" I po co zwracałem się do Szkoły? Jakimi tylko słowami nie nazywałem twojego mistrza…

Jedna rzecz to pilnować słabowitego staruszka, a zupełnie i

Po takich słowach mogłam tylko uronić łezkę, błogosławić go i umrzeć. Tradycyjnie wybrałam i

– Za nic! Będziesz pamiętał, żeby nie okłamywać przyjaciół.

– Masz rację. Nie najlepszy ze mnie władca – pokajał się.

– Tego nie mówiłam – zaprzeczyłam.

– Mówiłaś. Wczoraj w piwnicy.

– Chciałam się przekonać, że nie wydostaniesz się stamtąd, nawet jeśli bardzo się wściekniesz – wyznałam, rozpływając się w uśmiechu.

– Ale teraz nie jestem w piwnicy – powiedział, znacząco gimnastykując palce. – Ale jak ci się udało mnie tam zaciągnąć?

– Już od trzech tysięcy lat magowie doskonalą telepatię… i sposoby obrony przed nią.

– Okłamałaś mnie?! – oburzył się Len.

– Zauważ, że również kłamałam.

– Fakt. Niezłe ziółka z nas obojga! Trzymaj. – Miedziana bransoletka ześlizgnęła się po kołdrze, turlając się pod mój bok. Szybko przekręciłam się, nie pozwalając jej zagubić się w fałdach ubrania i dopiero w tej chwili przypomniałam sobie, że tak właściwie to umieram – przecież człowiek nie może żyć z przebitym sercem!