Страница 18 из 49
– Nie wszystkie trumny są kładzione do krypty – wtrącił Bonzado. – Zależy czy rodzina ma ochotę na dodatkowy wydatek. Jeśli mnie pamięć nie myli, to jakieś siedemset do tysiąca dolarów.
– Istnieje i
– Ktoś miałby ukraść zwłoki z domu pogrzebowego? – Bonzado wstał i otrzepał kolana.
Jego strój był doprawdy ekscentryczny jak na antropologa kryminalnego, do tego profesora. Choć z drugiej strony może całkiem odpowiedni dla profesora oryginała o atletycznych, opalonych nogach. Przyłapawszy się na tym, że patrzy na nie z przyjemnością, Maggie spostrzegła przy okazji, że kolana Bonzado pokrywa pył w kolorze rdzy, a jakieś zielsko przyczepiło mu się do skarpetek. Pomyślała, że trzeba sprawdzić, czy na ubraniu zmarłego są podobne ślady.
– Jeżeli ktoś miał tam dostęp, mógł zamienić ciała – odparła, oglądając z bliska garnitur z niskogatunkowej wełny, wilgotny i lepki prawdopodobnie od płynu do balsamowania.
Była więcej niż przekonana, że czaszka została przecięta po zabalsamowaniu i przygotowaniach do pochówku. Nie ma takiej możliwości, żeby ukryć przeciekający płyn do balsamowania, jeżeli zmarły leży w otwartej trumnie. Patrząc z bliska na granatowy garnitur, nie widziała na nim śladu zielska ani rdzawego pyłu, a zatem cięcie zostało wykonane gdzie indziej. Swoją drogą, poza plamami z płynu do balsamowania garnitur był czysty.
– Pomagałem nieść trumnę – powtórzył Watermeier cichym i jakby odległym głosem. – Była ciężka. Musiał być w środku. – Pocierał skronie, ale nie jak człowiek w głębokim namyśle. Przyciskał rękę mocno aż do bólu, jakby pragnął wymazać obraz, który miał przed oczami.
– Mówię tylko, że musimy wziąć pod uwagę rozmaite możliwości – rzekła Maggie. – W każdym razie na pewno należy sprawdzić, kto miał dostęp do trumny i do grobu. Może garnitur Steve’a Earlmana powie nam coś więcej. – Podniosła wzrok i zobaczyła, że Stolz na nią patrzy. Zignorowała sceptycyzm, a nawet ślad podejrzenia w jego oczach. Nie minęła jeszcze godzina od rozpoczęcia śledztwa, a koroner już uznał ją za intruza. Nieważne. Była do tego przyzwyczajona. – Ubrania, w które pracownicy kostnicy ubierają zmarłych, zazwyczaj są czyste, prawda? – ciągnęła. – Na ubraniu nie powi
Stolz tylko przytaknął.
– Więc może znajdziemy coś na ubraniu, na przykład włos mordercy. Nie mógł tego zrobić, nie dotykając zwłok.
– Włożył wiele trudu, żeby wyjąć mózg. Może sprzedaje narządy ludzkie szkołom medycznym – zasugerowała studentka, pomagając Carlowi zbierać dowody, które wylały się z beczki. Dziewczyna była przesadnie chętna do pomocy, trzymała otwartą plastikową torebkę, do której Carl wrzucał coś szczypcami.
Maggie była pod wrażeniem, bo Carl trzymał już w drugiej ręce dwie torebki. Jedna zawierała kosmyk włosów albo futra, druga mały zgnieciony kawałek białego papieru.
– Co to?
– Nie jestem pewien. – Carl podał Maggie torebkę. – To nie jest notatka, jeśli miała pani taką nadzieję. To nie jest nawet papier do pisania.
Uniosła torebkę i obejrzała dowód z bliska.
– Wygląda jak nawoskowany.
– A wracając do ważniejszych kwestii – wtrącił Stolz. – Na przykład jak brakujący mózg. Seryjni mordercy często zabierają coś, co należało do ofiary, ubranie, biżuterię, nawet części ciała. – Przeniósł spojrzenie z Bonzado na Carla, potem na Watermeiera i wreszcie na Maggie. – Jako trofeum, prawda?
– Tak, seryjni mordercy tak robią. Ale tu jest pewien mały szkopuł. – Zaczekała, aż wszyscy skupią na niej uwagę. – Pan Earlman nie został zamordowany.
ROZDZIAŁ DWUDZIESTY PIERWSZY
Adam Bonzado pomagał Simonowi nieść torby z kanapkami i wodą sodową, nie spuszczając wzroku ze swojego studenta. Ramone i Joego dosłownie pochłonął jego projekt, za to Simon… Cóż, trudno powiedzieć. Jego blada ziemista cera i ciche zachowanie nie były niczym wyjątkowym. Kiedy więc zgłosił się na ochotnika, że pójdzie po lunch, Adam nie widział w tym nic dziwnego. Simon był zawsze pierwszy, kiedy trzeba było coś załatwić.
Torowali sobie drogę przez rosnący tłum reporterów i kamer. Trotter i patrol stanowy pilnowali, żeby dzie
– Profesorze, Je
Adam poznał atrakcyjną blondynkę w okularach.
– Nie ja tu dowodzę, pa
– Już go pytałam. Co znaleźliście? Dlaczego to ukrywacie?
– Niczego nie ukrywamy – odparł Adam. Kiedy blondynka zdjęła okulary, dotarło do niego, że kamera poszła w ruch. Jezu, tylko tego mu trzeba. Nie mógł trzymać gęby na kłódkę? – Na razie próbujemy ocenić sytuację. Z całą pewnością jak tylko będzie to możliwe, powiemy państwu, co się dzieje.
Odwrócił się do nich plecami i pospieszył do kamieniołomu. Simon czekał na niego za drzewami.
– Hieny – rzucił Adam z nadzieją, że wywoła uśmiech na twarzy studenta.
– Pan jej się chyba podoba.
Adam zerknął na młodego mężczyznę, spodziewając się, że nastąpi jakiś przemądrzały komentarz. Studenci nieusta
– Tak sądzisz? Nie jestem pewien, czy ona jest w moim typie.
Co i
Zdaniem jego matki, ten okres trwał nienormalnie długo.
– Dla młodego mężczyzny to bardzo niedobra sytuacja – powtarzała przy każdej okazji.
Gdy zabrakło Kate, Adam wybrał samotność. A może to samotność go wybrała, bo niby jak miałby wypełnić pustkę, którą Kate po sobie zostawiła? Kiedy utonęła, czuł się tak, jakby wciągnęła go ze sobą na dno. W dalszym ciągu, gdy o niej myślał, pamiętał i czuł jej zimne, pozbawione życia ciało. Oraz te wszystkie ręce, które go odciągały, gdy bez końca naciskał jej klatkę piersiową i sztucznym oddychaniem próbował przez sine wargi na powrót wtłoczyć w nią życie.
Wtem zdał sobie sprawę, że Simon mu się przygląda.
– W porządku, profesorze?
– W porządku. – Odwrócił się w stronę drogi, udawał, że coś przyciągnęło jego uwagę, a potem sobie uświadomił, że o czymś zapomniał. – O której masz być w pracy?
Simon zerknął na zegarek.
– Po południu.
– Masz jeszcze moje kluczyki?
– Taa, przepraszam. – Simon przełożył torebki z kanapkami do jednej ręki, a drugą włożył do kieszeni dżinsów.
– Mógłbyś wrócić do samochodu? Mam tam łom, który może nam pomóc przy otwieraniu beczek. Mógłbyś go przynieść?
– Jasne, tak. – Simon wyciągnął do Adama torebki z kanapkami. – Leży pod siedzeniem?
– Rzuciłem go za siedzenia, ale dam głowę, że poleciał na sam tył, kiedy ładowaliśmy rzeczy.
Simon ruszył w drogę powrotną. Adam nabrał głęboko powietrza. Miał nadzieję, że znikną mu sprzed oczu obrazy Kate. Sądził, że pogrzebał je dawno temu. Henry machał do niego, spotkali się w połowie drogi. Szeryf uratował przed upadkiem na ziemię torebki z jedzeniem.
– Hej tam wszyscy, lunch! – zawołał. Pracownicy odłożyli narzędzia i schowali dowody w specjalnych pojemnikach. Zebrali się, jakby nie było nic nadzwyczajnego w jedzeniu kanapek i popijaniu coli w samym środku kamieniołomu, w otoczeniu beczek z gnijącymi zwłokami.