Страница 8 из 74
– A zatem wciąż jesteś człowiekiem – przerwałem mu, bo nie chciałem, żeby mi przypominał tę jatkę.
– Nie mogę mieć do ciebie pretensji, że tym razem nie chcesz się w to ładować.
– To dobrze, bo nie mam zamiaru.
– Mogę ci powiedzieć, co mnie gnębi? – zapytał.
– Przecież sam oświadczyłeś przed chwilą, że nie chcesz mieć nic wspólnego z moją kozetką?
Anderson nie dał się zbić z tropu.
– Tak jak ci powiedziałem przez telefon, mimo swoich milionów Darwin Bishop niemal mnie poprosił, żebym przesłuchał jego syna. Od razu w domu. Bez adwokata. Bez żadnego sprzeciwu. Mógł na miesiące związać nam ręce, dopóki byśmy nie przedstawili mocnych dowodów. – Potrząsnął głową. – Dzieciak nic nie powiedział, ale mimo to…
– Może nie miał powodów, by ci przeszkadzać. Może mimo wszystko dziewczynka zmarła z powodu SIDS.
– Nie.
– Jesteś pewny?
– Dostaliśmy wczoraj wyniki autopsji. Brooke Bishop zmarła z powodu uduszenia na skutek niedrożności dróg oddechowych. Jej przewód nosowy i tchawica były zatkane środkiem do uszczelniania okien.
Zrobiło mi się niedobrze. Starałem się nie myśleć o ostatnich minutach życia małej Brooke Bishop, ale niechciane obrazy i emocje pokonały mój opór. Wyobraziłem sobie, jak patrzy wyczekująco na podchodzącego do niej mordercę, może się nawet do niego uśmiecha, gaworzy, a potem, z ciekawości, otwiera szeroko oczy na widok białej tubki ze środkiem uszczelniającym. Wyobraziłem sobie, jak się śmieje, gdy plastikowy koniec tubki łaskocze ją w nos, a potem milknie i zaczyna się wiercić, gdy zagłębia się w nozdrze. Wyobraziłem sobie, jak się krztusi i zamiera z otwartymi ustami i zatkanymi płucami. Koniec. Zastanawiałem się, czy miała ostatnie niemowlęce pragnienie, aby wzięto ją na ręce. Czy pobiegła myślami do matki: do jej twarzy, jej zapachu, jej dotyku?
– Frank? – odezwał się Anderson.
Znów skupiłem na nim uwagę.
– Słucham cię – powiedziałem.
– Jak mówiłem – podjął – gdybym był tak nadziany jak Darwin Bishop, załatwiłbym Billy’emu najlepszego adwokata…
– Billy’emu? – wtrąciłem.
– Najwyraźniej zmienili dzieciakowi imię, gdy przywieźli go z Rosji. Na stuprocentowo amerykańskie, nie uważasz?
Podczas mojej siedemnastoletniej praktyki psychiatrycznej miałem tylko jednego pacjenta, który popełnił samobójstwo. Nazywał się Billy Fisk. Nigdy nie przestałem się obwiniać o jego śmierć.
– Otóż to – westchnąłem.
– Co?
Zamknąłem oczy, próbując sobie przypomnieć Fiska. Nie ma zbiegów okoliczności - podpowiedział mi wewnętrzny głos. – Uznaj to za znak.
– Jesteś tutaj? – zapytał Anderson.
Spojrzałem na niego.
– Co jeszcze wiesz o tej rodzinie?
Anderson wyraźnie się odprężył i odetchnął z ulgą.
– Tak tylko pytam – zastrzegłem się. – Nie znaczy to, że podejmuję się tej sprawy.
Uniósł otwartą dłoń.
– Oczywiście – powiedział, ale ton jego głosu świadczył, że tak nie uważa. – Darwin Bishop wychował się na Brooklynie, choć nigdy byś się tego nie domyślił, słysząc jego akcent lub widząc, jak się nosi. Dziś całkowicie wpasował się w Park Avenue i Nantucket. Ma pięćdziesiąt jeden lat. Jego żona, Julia, pracowała kiedyś jako modelka. Jest jego drugą żoną.
– Dużo młodsza od niego? – zapytałem.
– Ma około trzydziestu pięciu lat.
– Jak to znosi?
– A czego byś oczekiwał?
– Bo ja wiem? Wszystkiego – odparłem. – Dzięki temu nigdy nie jestem zaskoczony.
– Jest kłębkiem nerwów. Prawie w ogóle nie opuszcza pokoju bliźniaczek.
– A starszy adoptowany syn? Ten siedemnastolatek? Jaki on jest?
Anderson wzruszył ramionami.
– Rozmawiałem z nim tylko dziesięć minut. Ma na imię Garret. Bishop zaadoptował go na rok przed rozwodem. To jedno z tych cudownych dzieci. Przystojny chłopak. W Andover Academy jedzie na najwyższych ocenach. Jest w reprezentacji uczelni w tenisie i hokeju na trawie. Jesienią zaczyna studia w Yale. No wiesz, szlachectwo zobowiązuje.
– Dowiedziałeś się czegoś od niego?
– Chyba był w szoku. Chował twarz w dłoniach, powtarzając, że nie może uwierzyć w to, co się stało. Głównie martwił się o matkę, jak ona to zniesie. Od dawna cierpi na depresję.
– Dlaczego Bishop w ogóle zaadoptował tych dwóch chłopców?
– Nie wiem. Interesowałem się dziećmi, nie ojcem.
Kiwnąłem głową.
– Czyli mamy Garreta, potem Billy’ego, następnie Brooke i… jak ma na imię ta druga bliźniaczka?
– Tess.
– Garret, Billy, Brooke i Tess.
– Zgadza się.
– Czy ktoś jeszcze był w domu w noc śmierci Brooke?
– Niania. Claire Buckley. Spędza z Bishopami lato na wyspie. Opiekuje się dziećmi, ma dach nad głową, wolne wieczory i weekendy… takie tam.
– Młoda i ładna – zauważyłem. – Jest blisko związana z żoną Bishopa.
– Zgadłeś.
– Byli tego wieczoru w domu jacyś goście?
– Nie.
Popatrzyłem na wodę: na jej tafli połyskiwały białe igiełki światła elektrycznego.
– A więc dlaczego twoim zdaniem Bishop dał ci wolną rękę?
– Nie wiem. Tak jak ci powiedziałem, to mnie właśnie niepokoi.
– Ale to się stało, zanim przyszły wyniki sekcji zwłok – zauważyłem.
– A jednak… – zaczął Anderson.
– Może miał już dość. Stawał po jego stronie, gdy wychodziły na jaw te sprawy z pożarami, znęcaniem się nad zwierzętami… a teraz to. Może w końcu dotarło do niego, że Billy jest niebezpiecznym dzieciakiem.
– Możliwe.
– A może chodzi o coś i
– Jak…
– Jak na przykład o to, że wolał, by podejrzenie padło na Billy’ego niż na kogoś i
– Też możliwe – zgodził się Anderson. Umilkł na chwilę. – Gdybym miał do pomocy psychiatrę, może udałoby mi się dowiedzieć, która z tych możliwości wchodzi w grę.
Westchnąłem głęboko.
– Naprawdę cię potrzebuję – powiedział Anderson. – Czuję, że Billy Bishop jest niewi
Anderson słusznie niepokoił się o Tess. Na kilkanaście zarejestrowanych przypadków śmierci jednego z dwóch bliźniaczych niemowląt w ponad siedemdziesięciu procentach drugi bliźniak także umierał w tajemniczych okolicznościach, zwykle z powodu nagłej niewydolności serca lub układu oddechowego. Niektórzy uczeni snują teorie, że nagła utrata brata lub siostry wywołuje u drugiego bliźniaka zabójczy żal, który w nie wyjaśniony sposób prowadzi do zatrzymania krążenia lub oddechu. Tajemnicza więź dusz zostaje nagle przerwana, co podcina wolę życia. Najbardziej jednak przekonującym wyjaśnieniem jest to, że zabójca miał czas i okazję, aby dokończyć dzieła i zgładzić drugą ofiarę – przypuszczalnie przez uduszenie – dlatego, że aresztowano niewłaściwą osobę albo brak dowodów uniemożliwiał zatrzymanie właściwej.
Spojrzałem na niebo. Z niewiadomych powodów oczami wyobraźni zobaczyłem, jak ojciec w pijackim szale zabiera się do bicia: codzie
Nikt nie może mieć o to do ciebie pretensji - zaszeptał mój Wewnętrzny głos. – Poza tobą.
Gdy wróciłem do domu, śniadanie było już prawie gotowe. Na patelni skwierczały jajka na bekonie. Na talerzu leżały pokrojone i posmarowane topionym serem jeszcze ciepłe bajgle od Katza – ten sklep z sześćdziesięciopięcioletnią tradycją mieścił się tuż za 7-Eleven. W dzbanku od miksera zobaczyłem jakiś ciemnoczerwony napój z bąbelkami.
– Truskawki, lód i cukier – bez pytania wyjaśniła Justine.
– Wygląda smakowicie – stwierdziłem.
– Od razu wychodzisz czy jeszcze trochę zostaniesz? – Przewróciła jajka na drugą stronę.
Nie spodziewałem się tego pytania, toteż nie odpowiedziałem.
Spojrzała na mnie.
– Wiem, że musisz wyjść – Wyczytałam to z twarzy twojego przyjaciela.
– Obiecałem mu, że za cztery godziny spotkamy się na lotnisku. Ma trudną sprawę w Nantucket. Zamordowano małą dziewczynkę.
– O Boże. Ile miała lat?
– Pięć miesięcy.
Popatrzyła na mnie tak, jak patrzą czasem ludzie, gdy stają wobec bezmiaru ludzkiego okrucieństwa.
– Podejrzanym jest jej przybrany brat. – Nie przyszło mi do głowy nic i
Potrząsnęła głową. Bez słowa odwróciła się do kuchenki, wyłożyła jedzenie na talerze i nalała do szklanek truskawkowej mikstury. Usiedliśmy na taboretach przy granitowym blacie na środku pokoju. Jedliśmy w milczeniu.
– Odwiedź mnie w Rio albo w Buzios – odezwała się w końcu.
– Buzios – powtórzyłem. – Zjawię się, gdy tylko będę mógł. – I mówiłem to serio.
Zjadła jeszcze jeden kęs, po czym odsunęła talerz.
– Strata czasu – mruknęła.
Pomyślałem, że jest zła z powodu mojego nagłego wyjazdu. Przygotowałem się na scenę. Wzruszyła ramionami.
– Nie lubię jajek. – Ściągnęła koszulę, rzuciła ją na podłogę i poszła w stronę łóżka.
Ruszyłem za nią. Nie mogłem przewidzieć, jak wiele mnie będzie kosztowała sprawa Bishopa, ale musiałem to wyczuć siódmym zmysłem. Gdy bowiem moje dłonie i usta wędrowały po ciele Justine, czułem coś więcej niż namiętność. Pragnąłem wejść w jej duszę, wykorzystać w jakiś sposób jej żywotność, żeby znaleźć w niej pancerz, który obroniłby mnie przed śmiercią.