Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 61 из 74

– Tak długo, jak od niej uciekasz, przeszłość staje się przyszłością. Strata rodziców, wyjazd z Rosji, zamieszkanie u Darwina – mogę ci zaręczyć, że obojętnie jaką drogę wybierzesz, zaprowadzi cię ona do tego z powrotem. Nie uciekniesz. Widziałem to dziesiątki razy. U dzieciaków bardzo podobnych do ciebie.

Rozjaśnił się, słysząc ostatnie zdanie.

– Pomożesz mi? – zapytał.

– Pomogę, jeśli tego chcesz.

– Chcę. Naprawdę.

Terapia socjopatów jest o wiele trudniejsza niż leczenie ludzi z depresją czy nawet psychozą. Problem polega na tym, że oni nie dopuszczają do siebie myśli, że są chorzy. Wi

– A zatem spróbujemy.

Uścisnęliśmy sobie dłonie.

– Dokąd jedziemy? – zapytał.

Sposób, w jaki Billy zadał to pytanie, świadczył, że pamiętał, co mu obiecałem – że zgodzę się, by ze mną zamieszkał. Ja też o tym pamiętałem. Nietrudno mi było dotrzymać tej obietnicy, przynajmniej przez jakiś czas, gdyż wraz z Julią i Garretem mieliśmy zamieszkać w domu matki Julii w West Tisbury na wyspie Martha’s Vineyard. Julia trzy dni temu wyszła ze szpitala, ale wciąż czuła się nie najlepiej, zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie.

– Do domu twojej babki na Martha’s Vineyard – odparłem. – Ja zamieszkam w domku gości

– A więc trochę pobędziemy razem, tak jak obiecałeś?

– Na to wygląda.

– Czy Garret też tam będzie?

– Przeniósł już niemal wszystkie swoje rzeczy.

Billy kiwnął głową.

– Mam lepsze wspomnienia z zakładu karnego niż z domu Darwina. Przynajmniej nikt tam nie udawał, że nie jest to więzienie. Człowiek wiedział, czego może się spodziewać.

Dwa dni później Garret zeznawał przed wielką ławą przysięgłych. Towarzyszył mu Carl Rossetti i prokurator okręgowy Tom Harrigan.

Rossetti opowiedział mi potem, że to było naprawdę przejmujące. Garret pocił się i drżał, potrzebował o wiele silniejszego wsparcia niż podczas przesłuchania na komendzie policji w Bostonie. Mimo to jego zeznanie wbiło gwóźdź do trumny Bishopa, gdyż było relacją naocznego świadka, który widział uszczelniacz do okien w ręku Bishopa i znalazł fiolkę nortryptyliny w jego biurku. Doskonale uzupełniały je dowody w postaci odcisków palców. Godzinę po zejściu Garreta z podium dla świadka ława przysięgłych wysunęła przeciwko Darwinowi Bishopowi oskarżenie o morderstwo pierwszego stopnia ze szczególnym okrucieństwem (lokalny dodatek w prawodawstwie stanu Massachusetts).

– Wiesz, pracuję w tym fachu tyle lat, że pewne rzeczy nie robią już na mnie wrażenia – powiedział mi Rossetti – ale kiedy Garret rozkleił się i zaczął z płaczem opowiadać, że pomimo tego wszystkiego, co się stało, wciąż bardzo kocha ojca, to sam się niemal wzruszyłem.

– Niemal?

– Powiedzieć ci szczerze? Naprawdę cierpię tylko wtedy, Franko, gdy przegrywam na torze. Jak stracę więcej niż patyk, płaczę jak dziecko. Wszystko i

– A więc tym razem się wzruszyłeś?

– Nawet dość mocno.

Kiedy Garret wrócił do domu, poszedłem do niego.

– Rozmawiałem z Carlem Rossettim – powiedziałem. – Wiem, że ciężko przeżyłeś to, co się dzisiaj działo w sądzie.

– Nie sądziłem, że to okaże się takie trudne. Myślałem, że będzie mi łatwiej niż poprzednim razem. Może to dlatego, że zbliżamy się do rozprawy.

– A sam proces będzie jeszcze cięższy. To normalne, że w pewnej mierze jesteś przywiązany do Darwina, pomimo tego, co ci zrobił.

– Tego właśnie nie rozumiem. Dlaczego miałbym się martwić losem człowieka, który znęcał się nade mną psychicznie?

Z odpowiedzią na to pytanie wiążą się kolejne dziwne ludzkie kalkulacje. Większość dzieci woli się łudzić, że kocha swoich rodziców, nawet jeśli odbywa się to kosztem ich szacunku do siebie. W wieku kilku lat łatwiej przyjąć do wiadomości, że jest się nie kochanym nieudanym dzieckiem, niż zaakceptować, że mieszka się z potworem.

– Jeśli uznasz, że nie kochałeś Darwina, będziesz musiał przyjąć, że i on nigdy ciebie nie kochał – rzekłem. – Niełatwo się na to zdobyć, niezależnie od tego, czy ma się siedemnaście czy czterdzieści siedem lat. Wiem to po sobie.

– Czy twój ojciec… znęcał się nad tobą? – zapytał.

– Owszem. Bił mnie.

– O kurczę, przykro mi.

– Dzięki.

Potrząsnął głową i wziął głęboki oddech.

– Mimo że Darwin tak mnie traktował, zawsze uważałem, że nie robił tego naumyślnie. Nie umiał inaczej. Nie potrafił okazać, że mu na mnie zależy. Tak po prostu.

W głosie Garreta usłyszałem poczucie winy. W końcu miał wpakować swojego ojca na resztę życia do więzienia.

– Trudno sobie poradzić z takim problemem w jeden wieczór. Ale jeśli będziesz do niego wracał, zbliżysz się do prawdy. Powoli przestaniesz się jej bać, nawet jeśli początkowo będzie to bolesne.

Przez kilka minut nic nie mówiliśmy. Garret przerwał milczenie:

– Cieszę się, że jesteś z nami. Znaczy się, że zamieszkasz tu przez jakiś czas.

Uścisnąłem jego ramię. – Ja też.