Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 54 из 74

18

Sobota, 29 czerwca 2002

Przez kilka minut chodziłem po mieszkaniu, uważając, żeby trzymać się z dala od barku, i zastanawiając się, czy mam pobiec za Julią. Nie pobiegłem. Ale niewiele brakowało. Niezależnie od tego, czy mnie okłamała czy nie, wejrzała w moją duszę czy nie, dotarło wreszcie do mnie to, co przez cały czas chciał mi powiedzieć North Anderson: nie mogę trzeźwo patrzeć na tę sprawę, dopóki Julia ma na mnie tak przemożny wpływ.

Wziąłem słuchawkę i wykręciłem domowy numer Andersona. Chciałem mu powiedzieć o reakcji Julii. Odebrał po pierwszym dzwonku.

– Anderson – usłyszałem.

– Mówi Frank.

– Dobrze, że dzwonisz. Robi się nieprzyjemnie.

– Co się stało?

– Godzinę temu zadzwonił do mnie burmistrz Keene. Mam się zaraz z rana stawić u niego w biurze. Podejrzewam, że chce mnie zwolnić albo przynajmniej zagrozić zwolnieniem.

– Zwolnić cię?

– Prokurator okręgowy Harrigan i kapitan O’Do

– O Jezu. Czy to znaczy, że ten Keene jest figurantem i tak naprawdę stoi za nim Bishop?

– Gorzej. Taką samą brudną robotę wykonałby dla każdego z dwudziestu sponsorów swojej kampanii. Szkoda, że sam mu nie rzuciłem patyka. – Umilkł na chwilę. – Obawiam się, że Bishop podesłał mu zdjęcie mnie i Julii. Wspomniał coś, że ma wątpliwości co do mojego „poczucia przyzwoitości”.

– Czyżby to był szantaż? Może powinieneś pójść do niego z ukrytym magnetofonem?

– Nie chciałbym teraz wszczynać sprawy federalnej, dosłownie czy w przenośni. Teraz zależy mi na tym, żebyś jeszcze raz mógł się zobaczyć z Billym, a potem stanął przed dzie

– Kiedy mogę się z nim zobaczyć?

– Umówiłem cię na trzecią rano. Billy zostanie umieszczony w pojedynczej celi dla własnego dobra. Dziś w nocy przyjęcia nowych więźniów będą załatwiać moi przyjaciele. Masz zgodę na spotkanie z nim twarzą w twarz.

– Ja przyjadę, a co z tobą? Co zamierzasz zrobić jutro rano?

– Nie powiem, żeby to był dobry czas, by zasilić szeregi bezrobotnych, skoro Tina spodziewa się dziecka.

– Rzeczywiście, nie jest. – Wolałem, by Anderson się wycofał i dał mi wszystko wziąć na siebie. – Może po prostu siedź cicho. Pozwól, że to ja nagłośnię całą sprawę. Powiedz, że nie masz nade mną władzy. Możesz mnie nawet wylać, jeśli tak będzie lepiej wyglądało. Ja dalej pociągnę dochodzenie. Jestem pewien, że adwokat Billy’ego i tak wezwie mnie na świadka.

– Pewnie mógłbym się teraz wycofać, sęk w tym, że nie jestem w nastroju. Tak więc mam zamiar powiedzieć Keene’owi coś i

– Co takiego?

– Powiem mu, że ty i ja pracowaliśmy nad sprawami równie trudnymi jak ta, w o wiele bardziej niebezpiecznych miejscach, jak na przykład Baltimore, i że mieliśmy do czynienia z ludźmi, przy których Darwin Bishop, O’Do

Uśmiechnąłem się.

– Wątpię, żebyś po tym zachował pracę.

– Mam ważniejsze rzeczy do zachowania. Szacunek dla siebie, na przykład. Wiesz, że mam znowu zostać ojcem.

– Jestem po twojej stronie.

– Nigdy w to nie wątpiłem. O trzeciej u Billy’ego. Wszystko jest załatwione.

Próbowałem się nieco zdrzemnąć, ale skończyło się na tym, że tylko leżałem na łóżku w ubraniu i myślałem. Billy miał stanąć przed sądem oskarżony o morderstwo i usiłowanie zabójstwa, pomimo że i

Niepokoiłem się też o życie Tess, częściowo ze względu na jej stan zdrowia, a częściowo dlatego, że została otruta, gdy jeszcze trwało dochodzenie w sprawie morderstwa Brooke. Próba zabójstwa Tess, jak i napad na mnie, świadczyła o tym, że motyw, jakim kierował się morderca, popychał go do użycia przemocy, mimo dużego ryzyka zdemaskowania. Kierował nim (lub nią) pęd do zabijania. Ten nieodparty impuls nie wygaśnie u mordercy z chwilą aresztowania bądź skazania Billy’ego. Nie zniknie nawet wtedy, gdy zabójca osiągnie cel.

Na zegarze było dwadzieścia sześć po drugiej. Więzienie hrabstwa Suffolk znajdowało się piętnaście minut jazdy od mojego mieszkania. Wyobraziłem sobie, jak prowadzą tam Billy’ego z rękami i nogami skutymi kajdankami i wtrącają do zimnej celi, w której przyjdzie mu spędzić wiele nocy, nim stanie przed sądem. Rada, jaką mu dałem, gdy do mnie zadzwonił, żeby się poddał i zdał na wymiar sprawiedliwości, pewnie wydawała mu się w tej chwili zupełnie absurdalna. Może mimo wszystko miał rację, że wolał uciekać, niż stawiać na to, że North i ja zdołamy dokonać cudu i wygrać przy tak wysoko podbitej stawce.

Znów poczułem przypływ paranoicznych podejrzeń wobec Andersona. Wyjdę z mieszkania wczesnym rankiem, pojadę do Bostonu, zaparkuję gdzieś w pobliżu więzienia i będę szedł opustoszałymi ulicami do jego bramy. Jeśli to Anderson stał za zamachem na mnie i jeśli wcale nie zerwał z Julią… „Przestań krakać” – powiedziałem na głos. Próbowałem pomyśleć o czymś i

W końcu udało mi się zasnąć, ale obudziłem się ledwie po kwadransie, jeszcze bardziej zmęczony i obolały. Miałem wrażenie, jakby ktoś włożył mi klatkę piersiową w imadło i tak ścisnął, że przepona wydęła się jak balon.

Zwlokłem się z łóżka i poczłapałem do kuchni. Wypiłem szklankę mleka, żeby żołądek mi się nie buntował, gdy będę połykał następne dwie tabletki motrinu. Wziąłem je, a następnie zacisnąłem zęby i spróbowałem lekko rozprostować plecy, co niemal powaliło mnie na kolana, nim ból zelżał do znośnego poziomu.

Wsiadłem do pikapa i pojechałem w stronę Bostonu. Droga numer jeden była pusta, toteż szybko przemknąłem przez Tobin Bridge, pokonałem zakręty Storrow Drive i dotarłem do zjazdu prowadzącego do więzienia hrabstwa Suffolk.

Większość miejsc do parkowania przy więzieniu zajęła firma budowlana Boston’s Big Dig. Reszta była zarezerwowana dla pracowników zakładu karnego. Znalazłem wolne miejsce dopiero pięć przecznic dalej. Sięgnąłem po pistolet i stwierdziłem, że zostawiłem go w mieszkaniu. Akurat teraz.

Wysiadłem z pikapa i ruszyłem szybszym krokiem, niż szedłbym za dnia, raz po raz oglądając się za siebie. Uśmiechnąłem się na myśl, co Laura Mossberg powiedziałaby o moim zachowaniu – kolejne potwierdzenie stresu pourazowego, który po napadzie się jeszcze pogłębił.

Przecznicę od więzienia zastąpił mi drogę jakiś bezdomny. Twarz miał pokrytą kilkudniowym zarostem, oczy przekrwione, śmierdziało od niego alkoholem.

– Jesteś mi winien pieniądze – warknął.

Cofnąłem się o krok. Nikt nigdy tak interesująco nie prosił mnie o jałmużnę. Powiedziałem mu to, sięgając do kieszeni i popatrując, czy jego ręce nie znikną pod ubraniem i nie pokażą się z powrotem z bronią.

– Jesteś niedzisiejszy – rzekł. – Wszyscy teraz tak mówią.

Staliśmy nie dalej niż o ćwierć mili od szpitala Mass General.

– Dobrze byś zrobił, gdybyś wypił kawę i poszedł na detoks.

– Wolę piwo – odparł i mrugnął do mnie.

Wielu ludzi potraktowałoby tę szczerość jako pretekst, żeby nie dać mu ani centa, ale ja wiedziałem, jak to jest, gdy człowiek musi się napić piwa.

– Masz. – Podałem mu dwa dolary.

– Pożyczyłem ci pięć. Chcę mojego piątaka.

Uśmiechnąłem się.

– Uważaj, żebyś nie przeholował. Powodzenia.

Nie uszedłem dziesięciu jardów, kiedy usłyszałem za sobą kroki. Odwróciłem się i zobaczyłem, że ten bezdomny szybko się do mnie zbliża. Wzrok miał bardziej skoncentrowany, jedną rękę trzymał opuszczoną i ściskał w niej jakiś przedmiot, który błyszczał w świetle ulicznych lamp. Pomyślałem, żeby wziąć nogi za pas, ale zdążył się do mnie zbliżyć na pięć stóp.

Uśmiechnął się, ukazując garnitur idealnie białych, błyszczących zębów, co zdawało się dowodzić, że tylko udawał bezdomnego, a w istocie czatował na mnie. Podniósł rękę.

Cofnąłem się, przyjmując postawę wyjściową do walki karate, i czekałem, żeby podszedł jeszcze bliżej. Jeśli miał tylko nóż, powaliłbym go, zanim zdążyłby go użyć.

Zatrzymał się, opuścił ramię i powiedział:

– Przepraszam, że cię przestraszyłem. – Powoli podniósł srebrny krucyfiks. – Zapomniałem ci podziękować. Niech cię Bóg błogosławi. – Znów się uśmiechnął, pokazując imponujące zęby, po czym wskazał krucyfiksem na usta. – Tufts Dental. Robią zęby za darmo – powiedział, jakby czytał w moich myślach. – Wstawili mi je dziś rano. – Odwrócił się i ruszył w stronę Charles Street, pewnie na piwo, o którym mówił, a może świętować wstawienie nowych zębów, kto wie?

Odetchnąłem głęboko, poczekałem, aż serce zacznie mi normalnie bić, i znów ruszyłem w stronę więzienia. Może powinienem zadzwonić do Laury Mossberg, pomyślałem.

W pobliżu budynku więzienia zauważyłem ekipy telewizyjne. Właśnie zajmowały pozycje. Przyspieszyłem kroku. Nie chciałem rozmawiać o sprawie Billy’ego, póki nie przygotuję odpowiedniej riposty na historyjkę upichconą przez Bishopa, O’Do

North Anderson rzeczywiście dołożył wszelkich starań, bym mógł się spotkać z Billym, toteż bez zbędnych ceregieli wydano mi przepustkę i identyfikator. Podpisałem się, przeszedłem przez bramkę wykrywacza metali, a potem przez troje stalowych drzwi, które kolejno natychmiast się za mną zatrzaskiwały.