Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 44 из 74

– I chcielibyśmy się dowiedzieć, czy możesz nam pomóc.

– Pomóc wam? Jak?

– Na początek chcielibyśmy się dowiedzieć, czy nie zauważyłeś czegoś niezwykłego przed pogrzebem Brooke albo po powrocie z niego.

– Mówicie, że chcielibyście.

– Tak jest.

– Na tyle, żeby zapłacić?

Spojrzeliśmy z Andersonem po sobie.

Zanim któryś z nas zdążył odpowiedzieć, Garret uśmiechnął się szeroko.

– Żartowałem. Pieniądze to ostatnia rzecz, jakiej potrzebuję. Moglibyście zamknąć drzwi?

Zajął się tym Anderson.

– Wszystko, co nam powiesz, pozostanie między nami – oświadczył.

– Dobrze – rzekł Garret. – Jak już powiedziałem doktorowi Clevengerowi, nigdy nie będę zeznawał na żadnym procesie, jeśli w ogóle do jakiegoś dojdzie. Wiecie, że ojciec wynajął Joh

– Wiemy – powiedziałem.

– W tej sprawie nie ma nawet plamy krwi. Myślicie, że McBride’owi trudno będzie zrobić durniów z policji czy prokuratora? – Spojrzał na Andersona. – Tak przy okazji, przeszukanie zostało spartolone. – Doręczyciel z UPS zostawił dwie paczki w holu, a sierżant policji stanowej pozwolił kierowcy odlać się w łazience na piętrze, czyli w tej, do której wślizgnął się Billy.

– Sprawdzę to – obiecał Anderson.

– Proszę to zrobić, zanim adwokat rozedrze pana na strzępy na podium dla świadków. Wolę, żeby to zrobił panu niż mnie.

– Czy możesz nam coś powiedzieć o tamtej nocy? – spytał Anderson, kierując z powrotem rozmowę na interesujący nas temat.

– Słyszałem tylko kolejną kłótnię między Darwinem a Julią. Kłócili się równie zaciekle jak z powodu bliźniąt. Gdy Darwin chciał, żeby zrobiła skrobankę.

– Czy Claire też mogła ją słyszeć? – zapytałem, zastanawiając się, czy niania nie ma przypadkiem wybiórczej pamięci, jeśli chodzi o tamtą noc.

– Nie jestem pewien, ale chyba nie – odrzekł Garret. – Zdaje się, że wyszła do apteki po lekarstwo dla Tess. – Wzruszył ramionami. – Nie dam głowy, ale tak mi się wydaje.

– O co się kłócili? – spytał Anderson.

– O nortryptylinę.

– A konkretnie? – zapytałem.

– Darwin chciał, żeby Julia powiedziała mu, gdzie ją schowała. Awanturował się ponad godzinę i w końcu mu ją przyniosła.

– Czy mówił, na co mu była potrzebna?

– Powiedział Julii, że musi sobie znaleźć i

– A myślisz, że twoja matka mogłaby spróbować popełnić samobójstwo?

– Właściwie myślę, że Darwinowi chodziło o coś i

– O co?

– O otrucie małej Tess, rzecz jasna.

Anderson wziął głęboki oddech.

– A więc myślisz, że to przypadek, że twój brat akurat tego dnia włamał się do domu? – zapytał.

– Moim zdaniem, dla Darwina to włamanie było szczęśliwym zbiegiem okoliczności. Win i tak by załatwił małą, ale śmiały ruch Billy’ego, za który zresztą szczerze go podziwiam, zrobił z jego uczynku zbrodnię doskonałą. – Zawiesił głos i spojrzał na mnie z taką intensywnością, że aż poczułem się nieswojo. – Albo prawie doskonałą.

– Prawie? – zapytałem.

– Tak. Ponieważ to ja mam tę fiolkę – stwierdził rzeczowo Garret.

– Ty… – zacząłem.

– Gdzie ona jest? – zapytał niecierpliwie Anderson.

Garret obrócił się na krześle i otworzył najniższą szufladę biurka. Sięgnął do środka i wyciągnął klucz.

– To klucz do mojej szafki w Brant Point – rzekł, podając mi go. – Numer 117, górna półka. Po prawej stronie z tyłu, w kącie. W puszce z piłkami tenisowymi.

– Skąd ją masz? – zapytałem.

Garret mrugnął do mnie.

– Darwin zostawił ją w górnej szufladzie swojego biurka. Zwykła arogancja. – Zerknął na mnie. – Oczywiście kiedy myślisz, że masz w kieszeni lokalną i stanową policję, czujesz się mocny.

Anderson zignorował tę uwagę.

– Kiedy znalazłeś tę fiolkę? – spytałem.

– Dzień po zatruciu Tess – rzekł Garret. – Ale to nie ma znaczenia. Ważne jest to, że nie znajdziecie na niej odcisków palców Billy’ego.

Claire Buckley odprowadziła nas do drzwi. Zachowywała się lodowato uprzejmie. Przed wyjściem chciałem coś powiedzieć, by ją przekonać, że nie mamy zamiaru rozgłaszać jej tajemnic, ale naszą uwagę przyciągnął wjeżdżający na podjazd radiowóz policji stanowej. Zatrzymał się tuż za samochodem Andersona. Z radiowozu wysiadł wysoki i szeroki w barach facet pod pięćdziesiątkę w mundurze oficera policji stanowej – ozdobionym misternymi haftowanymi naszywkami i emaliowanymi ćwiekami – i skierował się w naszą stronę. Miał kanciastą i ogorzałą twarz z rodzaju tych, które są wiecznie przystojne. Okalały ją gęste, falujące, ciemne włosy przetykane pasemkami siwizny.

– Mówiłem ci, że go spotkasz – mruknął Anderson. – Oto kapitan Brian O’Do

– Masz chwilę?! – zawołał szorstko O’Do

– Jasne! – odkrzyknął zagadnięty.

Claire odwróciła się, weszła do domu i zamknęła za sobą drzwi.

– Chciałbym ci przedstawić doktora Clevengera – rzekł Anderson, gdy policjant podszedł do nas.

O’Do

– Co tu robicie? – zapytał.

– Prowadzimy dochodzenie – odparł Anderson. – A co myślałeś?

O’Do

– Myślałem, że ustaliliśmy, iż będziesz uzgadniał ze mną każdy ruch. Nie wspomniałeś, że masz zamiar zorganizować kolejne przesłuchanie dla doktora.

– Nie przypominam sobie, byśmy przyjęli żelazną zasadę dotyczącą tego, kto co z kim uzgadnia. Zgodziłem się blisko z tobą współpracować i dotrzymam obietnicy.

– Posłuchaj, jeśli chcesz służbowego polecenia, wystarczy zadzwonić do biura gubernatora. Mogę to załatwić. Od tego momentu dochodzenie przejmuje mój wydział. Czyli ja.

– Może rzeczywiście telefon od gubernatora wyjaśniłby sytuację – rzekł Anderson.

– Dobrze, wyjaśnijmy wszystko od razu. Jeśli przesłuchałeś chłopca, zrobiłeś to bez zgody rodziców. Oznacza to, że zeznanie nie było dobrowolne i nie może być wykorzystane podczas procesu Billy’ego.

Procesu Billy’ego. Powiedział to głośno i wyraźnie. Anderson nie potwierdził ani nie zaprzeczył, że przesłuchiwaliśmy Garreta. Nie powiedział też o kluczu do jego szafki.

– A jeśli chodzi o pa

– Na razie mamy do czynienia tylko z jednym zabójstwem – przypomniałem mu. – I mam nadzieję, że tak zostanie.

– Mniejsza z tym – rzucił O’Do

– Jak warn idzie? – zapytałem.

– Myślę, że go osaczamy – odparł O’Do

Uwaga ta przypomniała mi obawy Carla Rossettiego, że najczystszym sposobem pogrzebania prawdy w sprawie Bishopa byłoby pogrzebanie Billy’ego.

– On nigdy wcześniej nie używał broni – zauważyłem.

– Jak również nigdy wcześniej nie udusił jednej siostry i nie starał się otruć drugiej – odparował O’Do

– Jeśli to zrobił – zaoponowałem.

O’Do

– Wiem, że rozmawiał pan z Billym w Payne Whitney. Jak długo? Pół godziny?

– Wystarczająco długo, by na podstawie tego, czego się od niego dowiedziałem, dowiedzieć się więcej.

– No to niech się pan także dowie czegoś o mnie, doktorze. Też będę szybkim przypadkiem do zanalizowania. Prowadziłem dwadzieścia sześć dochodzeń w sprawach o zabójstwo. I powiem panu, że umieszczanie kogoś i

– Takie to oczywiste – mruknął Anderson.

– Myśl, co chcesz – warknął O’Do

Zauważyłem, że Anderson zacisnął szczęki. Jego oddech przeszedł w coś, co wyglądało na ćwiczenie panowania nad sobą w stylu zen.

O’Do

– Tak to zwykle bywa, North – zauważył. – Wiem, że ci się nie podoba, że ktoś panoszy się na twoim terenie, ale wkrótce będziesz miał nas z głowy. – Zrobił pauzę. – Znaleźliśmy na Błoniach strzęp kurtki Billy’ego, dlatego myślę, że zmierzamy we właściwym kierunku. To tylko kwestia czasu.

Anderson kiwnął głową.

– No to na razie – powiedział i poszedł w kierunku samochodu.

Ruszyłem za nim.

– Miło mi było pana poznać, doktorze – rzekł O’Do

Potrząsnąłem nią.

– Myślę, że się jeszcze zobaczymy – odparłem.