Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 39 из 74

Nacisnąłem guzik otwierający drzwi. I stanąłem w oczekiwaniu, wystraszony i podniecony, a także, o dziwo, czując się, jakbym był nagi. Goszczenie w domu kogoś, na kim nam zależy, jest czymś w rodzaju obnażenia się. Moje mieszkanie na poddaszu w zapuszczonej dzielnicy Chelsea nie było w końcu rezydencją na Nantucket czy apartamentem na Manhattanie. Czułem się o wiele lepiej, oceniając życie i

Julia, ubrana w niebieskie dżinsy, białą koszulkę i krótką skórzaną kurtkę, wyglądała jak zawsze pięknie.

– Gdy przyszła opiekunka, uznałam, że chyba się nic nie stanie, jeśli na trochę opuszczę Tess, i poszłam do hotelu. Próbowałam się zdrzemnąć, ale nie mogłam zasnąć. Pomyślałam, że może tutaj, u ciebie… Oczywiście, jeśli ci to nie sprawi kłopotu lub nie postawi cię w niezręcznej sytuacji. Bo…

Wziąłem ją za rękę i delikatnie wciągnąłem do mieszkania. Namiętnie się pocałowaliśmy. Gorąco jej warg i języka, dotyk jej rąk na moich plecach, zapach jej włosów wprowadziły mnie w stan, w którym namiętność i wewnętrzny spokój nie tylko współistniały ze sobą, ale także podsycały się wzajemnie. To, że pragnę Julii, przyjąłem jak coś oczywistego, jakbym od zawsze jej pożądał. Oderwaliśmy się od siebie i staliśmy w milczeniu niczym trzymające się za ręce nastolatki na skąpo oświetlonej werandzie.

– Cieszę się, że przyszłaś – powiedziałem.

– Małe odstępstwo od tradycji składania wizyt domowych – rzekła. – Zdziwiłam się, że twój numer jest w książce telefonicznej, jak pierwszej lepszej osoby.

– Jestem pierwszą lepszą osobą, jeśli już o tym mowa.

– Nie, nie jesteś. Daleko ci do tego. No wiesz, ci wszyscy przestępcy, z którymi miałeś do czynienia… mogą cię tak łatwo znaleźć.

– W ten sposób pokazuję im, że się ich nie boję.

– I rzeczywiście nigdy się nie boisz?

– Nie. Nigdy. Ale to może znaczyć, że coś jest ze mną nie w porządku.

Weszła do salonu, ocierając się o mnie. Ruszyłem do kuchni.

– Zjesz coś? Wypijesz?

– Zjadłam w szpitalnej stołówce – powiedziała, chodząc po mieszkaniu. – Ale jeśli jesteś głodny, to się nie krępuj.

Patrzyłem, jak poznaje moje mieszkanie, biorąc do ręki figurki, dotykając niektórych mebli. Zatrzymała się przed oknem.

– Masz tu jeden z najpiękniejszych widoków, jakie w życiu widziałam. Jak znalazłeś to miejsce?

– Moja przyjaciółka mieszkała w tym budynku. Lubiłem patrzeć na tankowce.

– Z jej mieszkania – zażartowała Julia.

Kiwnąłem głową.

Julia zdjęła kurtkę i podeszła do mojego łóżka.

– Muszę się trochę zdrzemnąć. Jestem wyczerpana. Nie masz nic przeciwko temu?

– Skądże.

Położyła się na szarej lnianej narzucie i zwinęła w kłębek jak kot.

– Przytulisz mnie?

Podszedłem do łóżka i położyłem się obok niej. Przed oczami miałem jej lśniące włosy, rękami objąłem ją za brzuch tuż pod piersiami. Czułem na skórze dotyk jej pierścionka zaręczynowego, ale był to już dla mnie przedmiot należący do jej poprzedniego życia, zanim nasze drogi się skrzyżowały.

– Lekarka, psychiatra, przyszła na oddział, żeby ze mną porozmawiać – odezwała się Julia.

– I…

– Powiedziałam jej, że jeśli Tess umrze, nie będę mogła dalej żyć ze świadomością, że do tego dopuściłam.

– Doktor Karlstein walczy jak lew ojej życie.

– Wiem i wierzę, że Tess przeżyje, inaczej nie zostawiłabym jej nawet na godzinę.

Julia spała, a ja leżałem obok niej. Zanim zasnąłem, rozmyślałem o najbliższej przyszłości: o tym, co się stanie za dwa – - trzy miesiące, gdy dochodzenie się skończy, a byłem pewien, że zakończy się aresztowaniem Darwina Bishopa. Widziałem, jak razem z Julią układamy sobie dalsze życie, stwarzając Garretowi i Billy’emu bezpieczną przystań po tych wszystkich burzach, przez które przeszli. Pomyślałem nawet, że byłaby to dla mnie szansa, bym się mógł zrehabilitować za samobójstwo Billy’ego Fiska.

Obudziliśmy się w tym samym momencie. Julia przewróciła się na drugi bok i spojrzała mi w oczy.

– Chcę poczuć, że jesteśmy razem – szepnęła. – Chcę się z tobą kochać.

Wsparłem się na łokciu i odgarnąłem jej włosy z czoła.

– To nie najlepszy moment na rozpoczęcie romansu.

– Rozpoczęliśmy go, gdy po raz pierwszy dotknąłeś mojej ręki. Wtedy, gdy szłam z Garretem i spotkaliśmy się przed domem.

– Ja tylko…

– Nie potrafisz zapanować nad swoimi uczuciami do mnie – rzekła, spoglądając na wybrzuszenie w moim kroczu. Rozpięła dżinsy, wzięła moją rękę i wsunęła ją sobie pod majtki, między nogi. Wzgórek miała zupełnie ogolony, a jej niesamowicie gładka skóra była ciepła i mokra. – Ja zresztą też.

Trochę zaniepokoił mnie ten apetyt seksualny Julii mimo śmierci Brooke i ciężkiego stanu Tess, ale skarciłem się za to, że ją oceniam. W końcu jakiej podręcznikowej reakcji miałbym oczekiwać? Dzikiej złości? Zamknięcia w sobie? Czy chciałem, żeby popadła w jeszcze głębszą depresję?

W głowie mi się kręciło. Dlaczego miałbym się opierać Julii, zadałem sobie pytanie, skoro bogowie zsyłali mi szansę na szczęście? Dlaczego miałbym się opierać własnym pragnieniom? Spojrzałem Julii w oczy i przesunąłem czubkiem palca wzdłuż szparki na jej delikatnym wzgórku. Jęknęła. A kiedy otworzyła się na mój dotyk, wydała mi się częścią mnie, dawno utraconą, a teraz odzyskaną.

Piątek, 28 czerwca 2002

Zawiozłem Julię z powrotem do Mass General dopiero o wpół do drugiej. Wyczerpani miłością, zasnęliśmy jeszcze na godzinę. Podczas jazdy kilka razy sprawdzałem we wstecznym lusterku, czy nie jesteśmy śledzeni.

– Denerwjijesz się z powodu Wina? – zapytała Julia.

– A powinienem?

– Ja denerwowałam się przez tyle lat, że już straciłam rachubę.

– Czemu w ogóle za niego wyszłaś? Mówiłaś, że sądziłaś, iż go kochasz, ale dlaczego się w nim zakochałaś? Co cię w nim pociągało?

Wzięła głęboki oddech.

– Nie wiem, czy to zasługa Wina. Zgoda, był czarujący, przystojny i takie tam. Ale to ja podjęłam decyzję. Myślę, że w istocie chciałam go wykorzystać.

Szczerze powiedziane.

– Dlaczego? – zapytałem.

– Pochodzę z dużej rodziny. Mam czterech braci. Ojciec był prawnikiem, ale nie takim, jak wszyscy sobie wyobrażają ludzi tej profesji. Matka była cichą kurą domową. Nie miała żadnych marzeń i nie była specjalnie zainteresowana moimi. Darwin rozsadził ramy mojego życia, a w każdym razie takiego, jakie ono wówczas było.

– Jak wyglądały twoje stosunki z ojcem?

– Kochałam go, ale on więcej czasu poświęcał moim braciom: ich sukcesem sportowym, wynikom w nauce. Ja w wieku czternastu lat zaczęłam występować jako modelka, myślę, że częściowo także dlatego, że chciałam konkurować o jego względy. Choć osiągnęłam w tym zawodzie o wiele więcej, niż się spodziewałam, ojca mało to obchodziło. I pewnie dlatego bycie modelką nie dało mi prawdziwej pewności siebie. – A małżeństwo? Czy ono ci ją dało?

– W pewnym sensie. A raczej tak mi się wydawało. Będąc żoną Wina, nie musiałam się zastanawiać nad sobą. Nad tym, kim jestem. Etykietka pani Darwinowej Bishop w zupełności wystarczała moim rodzicom i przyjaciołom. Większości ludzi. I przez długi czas wystarczała również mnie. Dzieliłam jego sukcesy. Wmawiałam sobie nawet, że się do nich przyczyniałam. Że byłam kimś w rodzaju szarej eminencji.

– Ale jako modelka odniosłaś duży sukces.

– Zawsze uważałam to za mało ważne zajęcie, które się kiedyś skończy. – Spojrzała przez okno na panoramę Bostonu, gdy wjechaliśmy na Tobin Bridge. – Kiedy Darwin po raz pierwszy mnie uderzył, wiedziałam, że nasze małżeństwo jest skończone. Ale byłam jak sparaliżowana. Nie miałam siły pójść własną drogą.

– Do tej pory.

– Do tej pory – powtórzyła i uśmiechnęła się. – Ale dosyć o mnie, doktorze Clevenger. Jak to się stało, że się nie ożeniłeś?

– Przez wiele lat żyłem z jedną kobietą, która zapadła na chorobę psychiczną.

– Kim ona była?

– Lekarką, ginekologiem.

– Zeszliście się, bo mieliście podobne zawody?

– Poniekąd. Jednak w pewnym sensie ja też ją wykorzystałem. Była wrażliwa i delikatna, więc to ja rządziłem w tym związku. To, że z nią byłem, pozwalało mi mówić, że jestem z kimś na stałe, a tak naprawdę unikałem zaangażowania. Mogłem się ukryć.

– Dlaczego ukryć?

– Ponieważ wychowałem się w domu, w którym musiałem ukrywać swoje emocje i swoją obecność. Myślę, że weszło mi to w krew.

Spojrzała na mnie tak, jakby prosiła o szersze wyjaśnienie.

– Ojciec bił mnie, podobnie jak Darwin ciebie – powiedziałem.

– Przykro mi, Frank. Nie miałam pojęcia.

– Stare dzieje.

Julia milczała, patrząc przed siebie. Po chwili odwróciła się do mnie.

– Już nie musisz niczego ukrywać – oświadczyła.

Poczułem gęsią skórkę. Gorąco pragnąłem uwierzyć, że oto znalazł się ktoś, kto mnie potrafi i zrozumieć, i kochać. W głębi duszy bowiem zawsze uważałem, że te dwie możliwości wykluczają się wzajemnie. Spojrzałem na nią, gdy odwróciła do mnie twarz. Ujrzałem w jej oczach miłość i akceptację. I wtedy poczułem, że naprawdę znalazłem się w nowym i lepszym świecie.

Zatrzymałem samochód na parkingu należącym do Mass General i przeszedłem z Julią dwie przecznice do drzwi wejściowych szpitala. Zachowaliśmy ostrożność: żadnych pocałunków czy długich pożegnań. Julia weszła do holu, a ja ruszyłem z powrotem do pikapa. Była druga nad ranem.

Parking szpitalny jest pięciokondygnacyjnym betonowym budynkiem wychodzącym na Charles River. Ciągnie się przez dwie przecznice: ściana najdalsza od szpitala przylega do Cambridge Street, a najbliższa graniczy z ciemnym zaułkiem, który wychodzi na Storrow Drive. Właśnie przechodziłem przez tę uliczkę, kiedy zostałem silnie popchnięty z tyłu. Zachwiałem się i nagle poczułem ostre dźgnięcie w plecy na wysokości nerek. Moim ciałem szarpnął kłujący ból, który po chwili stał się tak dojmujący, że zgiąłem się wpół i upadłem na ziemię. Próbowałem sięgnąć po swojego browninga, ale ręka nie chciała słuchać mózgu.

– Cóż mogła więc poradzić, będąc tylko sobą? – usłyszałem chrapliwy, dziwny głos.

Starałem się przyjrzeć postaci, która biegiem oddalała się ode mnie, ale zdołałem zauważyć tylko czarne wojskowe buty. Namacałem miejsce na plecach, skąd promieniował ból, który spowodował u mnie nieostrość widzenia. Poczułem coś ciepłego i śliskiego, a potem straciłem przytomność.