Страница 36 из 74
– Nikt cię nie zmusza. Możesz tu zostać tak długo, jak chcesz. – Podszedłem do niej i uklęknąłem obok jej taboretu, tak że nasze twarze znalazły się na tym samym poziomie.
Po raz pierwszy Julia spojrzała mi prosto w oczy.
– Przede wszystkim będzie jej potrzebna zdrowa matka – powiedziałem.
– Czy mógłbyś z nami trochę zostać? – zapytała. Wyciągnęła do mnie rękę.
Chwyciłem jej dłoń. Drżała leciutko, jak delikatny, przestraszony ptaszek, co sprawiło, że poczułem się potrzebny i silny. Przypomniało mi się ostrzeżenie Andersona, żebym się trzymał z dala od Julii, gdyż zbytnia bliskość może mi przeszkodzić w dotarciu do prawdy. Jednak w tym momencie wydawało mi się, że jest tylko dwóch oczywistych podejrzanych: Billy i Darwin Bishop.
– Zostanę z wami przez jakiś czas. Później muszę odwiedzić jedną pacjentkę, ale jeszcze do was zajrzę.
Przygryzła wargi jak uwodzicielska mała dziewczynka.
– Ale mnie chodzi o to, czy wyjedziesz z nami. Postanowiłam nie wracać do domu.
– Co zamierzasz?
– Zabieram Garreta i Tess do swojej matki.
Skinąłem głową.
– Chciałabym, żebyś z nami pojechał. Żebyś był przy mnie, póki nie poczuję się bezpieczna. – Wzruszyła ramionami. – Kto wie? Może skończy się na tym, że oboje poczujemy się bezpieczniejsi razem.
Patrząc wstecz, myślę, że słowa te musiała usłyszeć zraniona w dzieciństwie część mnie, której w wieku dorosłym nie zdołał uzdrowić doktor James, usiłując poskładać do kupy fragmenty mojej psychiki. Czułem bowiem, że muszę przyjść z pomocą nieszczęśliwej kobiecie – żonie i matce – która uratowałaby mnie. Było to moim wielkim marzeniem, które chowałem w nieświadomości przez czterdzieści lat. Czy w tej sytuacji mogłem pamiętać, że Julia miała równie łatwy jak Darwin dostęp do Tess i do nortryptyliny?
– Obiecuję, że nie opuszczę cię w niebezpieczeństwie – rzuciłem na odchodnym, ale na wszelki wypadek zostawiłem drzwi otwarte.
Zadzwoniłem do Northa Andersona, żeby poinformować go o podejrzeniach Julii. Powiedział, że poprosi jakiegoś detektywa z policji bostońskiej, aby spisał jej zeznania.
– Muszę ci powiedzieć, że odsuwają mnie na bok, więc powinieneś uważać, o co prosisz. Władze stanowe wzięły się ostro do roboty, żeby znaleźć Billy’ego, ale wraz z posiłkami dają mi kapitana policji stanowej nazwiskiem Brian O’Do
– Co to za facet?
– Nikt, z kim chciałbyś iść na piwo… – Anderson ugryzł się w język.
– Spoko. Potrafię wysłuchać żartu, nie obalając butelki.
– Powiedzmy, że jest służbistą. Bardzo się przykłada do tego, co robi. Traktuje wszystko bardzo serio. – Zrobił pauzę. – Jakbym miał postawić diagnozę, powiedziałbym, że to megalomania, o ile w ogóle jest taka choroba.
– Teraz mówi się na to narcystyczne zaburzenie osobowości.
– Brzmi dobrze. Kiedy wracasz?
– Jutro rano. Postaram się porozmawiać z Claire i Garretem, jak mi radziłeś.
– Na twoim miejscu zrobiłbym to jak najprędzej. O’Do
– Rozumiem.
– Zadzwoń, kiedy dotrzesz na wyspę.
Poszedłem do pokoju Lilly Cuningham i ku swojemu zdziwieniu zobaczyłem, że siedzi w łóżku i czyta „Boston Herald”. Jej noga, choć wciąż obandażowana, nie wisiała już na wyciągu. Podszedłem bliżej i zobaczyłem, że sprawa Bishopa trafiła na pierwszą stronę popołudniowego wydania i została opatrzona tytułem Tragedia bliźniaczek, który wydrukowano wielką czcionką. Towarzysząca artykułowi fotografia przedstawiała Julię i Darwina podczas jakiegoś spotkania w eleganckim gronie. Wkomponowano w nią mniejsze zdjęcie – rezydencji Bishopa. Skoncentrowałem się na Lilly.
– Widzę, że czujesz się lepiej.
Odłożyła gazetę i uśmiechnęła się do mnie.
– Lekarze wreszcie znaleźli właściwy antybiotyk. Zerknąłem na stojak. Wisiała na nim tylko jedna plastikowa torebka.
– Widzę.
– Cieszę się, że przyszedłeś.
– Przecież ci obiecałem.
– Dużo myślałam o dziadku.
To, jak wypowiedziała te słowa, kazało mi się zastanowić, czy to antybiotyk wyleczył jej nogę, czy też jej umysł otworzył się na tyle, by wyrzucić z siebie trochę zabójczego jadu.
– I co?
– Nie sądzę, aby te myśli, które mnie nachodziły, były retrospekcją lub uświadomionym po fakcie wspomnieniem. Nie wydaje mi się, by dziadek mnie kiedykolwiek tknął.
– Dobrze – powiedziałem, żeby ją zachęcić. – Skąd twoim zdaniem biorą się te myśli?
– Z mojej wyobraźni. To fantazje… koszmary, które nawiedzają mnie za dnia. Czy wszystkie małe dziewczynki nie mają jakichś fantazji w związku ze swoimi ojcami?
Freud rzeczywiście uważał, że wszystkie dziewczynki nieświadomie czują pociąg seksualny do mężczyzn ze swoich rodzin. Ale uczucia takie generalnie zanikają w wieku dorosłym i nie dają poważnych objawów psychicznych. Zastanawiałem się, co sprawiło, że u Lilly jej dziecięce ciągoty przeszły nietknięte przez wiek dojrzewania. Czemu objawiły się akurat podczas jej miesiąca miodowego? I dlaczego wystąpiły z taką siłą, że aby się przed nimi bronić, Lilly sięgnęła po tak drastyczny środek jak wywołanie u siebie zakażenia?
Dlatego, że nie miała nikogo, kto pomógłby jej się przed nimi bronić - podpowiedział mi mój głos wewnętrzny.
Wydało mi się, że warto podążyć tą ścieżką.
– Jak by zareagował twój dziadek, gdybyś to ty wykonała pierwszy ruch? – zapytałem.
– Pierwszy ruch? – powtórzyła.
– Gdybyś poprosiła, żeby się z tobą kochał.
Na jej ustach pojawił się cień uśmiechu.
– Nie chcę nawet o tym myśleć.
– Jak chcesz, ale jeśli zdecydujesz się stawić czoło tym myślom, być może przestaną cię one nawiedzać. Może dojdziesz do wniosku, że potrafisz je wywoływać lub o nich zapominać bez pomocy strzykawki.
Spojrzała na mnie tak, jakby niewiele brakowało, żeby podjęła tę próbę.
– Spróbuj, choćby przez dziesięć sekund.
Popatrzyła na mnie, by sprawdzić, czy mówię poważnie, po czym przewróciła oczami i potrząsnęła głową.
– Gniewałby się na ciebie? – podpowiedziałem.
– Nie. Jest bardzo wyrozumiały.
– Byłby zakłopotany?
Potrząsnęła głową.
– Wstrząśnięty?
Poczerwieniała i zachichotała.
– Na Boga, naprawdę nie wiem, co by powiedział.
Jej słowa wyszły prosto z serca i dotknęły sedna problemu. Nie potrafiła przewidzieć, czyjej dziadek wziąłby ją sobie za kochankę, gdyby go o to poprosiła.
Rozwój zdrowych stosunków psychoseksualnych wymaga, aby dzieci wiedziały, że otaczający je dorośli nigdy nie wykorzystają ich seksualnych fantazji. Kiedy mała dziewczynka pyta ojca, czy się z nią ożeni, on powinien powiedzieć coś w rodzaju: „Jestem mężem twojej mamy. Kocham ją. Kiedyś na pewno spotkasz kogoś, kto ciebie też tak pokocha”. Ojciec – albo dziadek – nie powinien odpowiadać porozumiewawczym mrugnięciem lub żartobliwym głaskaniem po ramieniu – albo ciszą. Bojąc się nieświadomie, że dziadek mógłby przyjąć jej propozycję, Lilly całkowicie stłumiła w sobie pociąg seksualny. Gdy podczas miesiąca miodowego znowu go poczuła, ujawnił się on z poczuciem winy i lękiem małej dziewczynki próbującej się kryć przed panem domu. Jej ciągoty seksualne były dla niej tabu. Zasługiwały na karę. Były czymś plugawym.
– Czy twój dziadek miał i
– Och, chyba tak. Na pewno.
– Skąd wiesz?
– Kłócili się o to z babcią. Często przychodził późno z pracy. Czasem w ogóle nie wracał na noc. Kiedyś babcia zrobiła mu dziką awanturę o kobietę, którą zatrudnił jako sekretarkę.
– Czy kiedykolwiek wspominał ci o tych kobietach?
– Raczej nie. W każdym razie nie wprost. Ale wiem, że nie był szczęśliwy z babcią.
– Skąd wiesz?
– Często wspominał dawne dziewczyny, z którymi się umawiał, zanim się ożenił. Zwłaszcza jedną. Na imię miała Hazel. Była żydówką, a mój dziadek jest irlandzkim katolikiem, i przez to musieli ze sobą zerwać. Wtedy były i
– Ile miałaś lat, kiedy ci o tym opowiedział?
– Chyba osiem. Może dziewięć. – Zrobiła pauzę. – Dziwne, że to zapamiętałam, prawda?
Ludzie często kurczowo trzymają się pojedynczych wspomnień z dzieciństwa, które symbolizują ich ważne przeżycia psychiczne. Zanim Lilly skończyła dziewięć lat, zdążyła poznać wiele toksycznych faktów związanych z dziadkiem. Nie kochał żony. Umawiał się z i
– Mam wrażenie, że nie wiesz, jak by zareagował twój dziadek, gdybyś się chciała mu oddać. A to znaczy, że cię uwiódł, mimo że nawet cię nie dotknął.
– Trudno mi w to uwierzyć. Przecież nie zachowywał się ani podle, ani zaborczo. Był taki… kochający.
– Nie sądzę, żeby chciał ci zrobić coś złego. Ale czuł się wypalony emocjonalnie i szukał czegoś, co znów roznieci w nim dawny ogień – nawet jeśli miały to być romantyczne fantazje wnuczki. Ty się na to zgadzałaś, bo tak zwykle postępują ośmio-, dziewięcio – czy dziesięcioletnie dziewczynki. – Przerwałem, aby mogła przetrawić moje słowa.
– I to dlatego czuję się wi
Spojrzała na swoją nogę.
– Co mam robić, kiedy takie myśli i uczucia powracają? Czy jest na to jakieś lekarstwo?
– Moja rada różni się nieco od tego, co usłyszałabyś od i
– Dlaczego? Co takiego by powiedzieli?
– Myślę, że większość zapisałaby ci leki zwalczające stany lękowe, jak klonopin albo środek działający jednocześnie przeciwdepresyjnie i przeciwlękowo w rodzaju zoloftu. I gdybyś je zaczęła brać, objawy twojej choroby zaczęłyby się zmniejszać lub nawet zniknęłyby na jakiś czas.
– A co ty byś zalecił?
– Ja bym ci poradził, żebyś nie uciekała od tych myśli, lecz wyszła im naprzeciw. Znajdź psychiatrę, który pomoże ci analizować po kolei ich znaczenie. Sądzę, że twoje poczucie winy szybko przerodzi się w złość, a z tą emocją o wiele łatwiej się uporać.
– Nie mogę tego robić z tobą?