Страница 29 из 74
– Wielokrotnie słyszałam, jak kłamie. Potrafi być bardzo przekonujący. Może mieć w kieszeni pański portfel i kategorycznie twierdzić, że go nie widział na oczy. Kiedyś mnie tak okłamał. Ukradł mi portfel, a potem pomagał mi go nawet szukać. Pamiętam też, jak przysięgał, że nie tknął zwierząt sąsiadów, mimo że miał rękę podrapaną przez kota. – Bawiła się swoją błyszczącą bransoletką od Cartiera. – Ale kiedy zabierano go do Payne Whitney, sprawiał wrażenie zwyczajnie przestraszonego. Jakby nie wiedział, za co go to spotkało.
– A więc twoim zdaniem Billy tego nie zrobił, tak?
Lekko przygryzła dolną wargę – Nie wiem, co mam myśleć. Chciałam tylko zrzucić z siebie ten ciężar.
– Doceniam to. Naprawdę.
– Czy mam się z tobą skontaktować, jeśli jeszcze coś mi się przypomni?
– Będę bardzo wdzięczny. Mieszkam w Breakers. A poza tym zawsze możesz dzwonić do mnie na komórkę. – Podałem jej numer. Odprowadziła mnie do drzwi – Przy okazji, gdzie jest Garret?
– W swoim pokoju. Ciężko to wszystko przeżywa. Stracił siostrę i brata. Z trudem daje się wyciągnąć stamtąd na posiłki. – Ale zagrał w turnieju tenisowym – zauważyłem.
– Niechętnie, delikatnie mówiąc. – Spojrzała na zegarek. – O pierwszej ma właśnie bronić swojego tytułu mistrzowskiego w singlu.
– W dzień pogrzebu siostry?
Przewróciła oczami.
– Ja nie mam z tym nic wspólnego. To sprawa między Garretem a jego ojcem.
Popatrzyłem na schody, a potem na gabinet Bishopa.
– Jak myślisz, czy Garret zgodziłby się chwilę ze mną porozmawiać?
– On z nikim nie rozmawia. Wątpię, żeby teraz udało ci się coś z niego wyciągnąć.
– Chętnie bym spróbował.
Zawahała się.
– Musiałabym zapytać Wina o zgodę.
Wiedziałem, jaki byłby tego rezultat.
– Nie rób sobie kłopotu. Porozmawiam z nim i
– Dowiedziałeś się czegoś? – zapytał Anderson, gdy ruszyliśmy sprzed rezydencji Bishopa.
– Co do jednego miałeś rację. Bishop chce, by dochodzenie się zakończyło.
– Co powiedział?
– Dawał mi pięćdziesiąt patyków, żebym puścił przynętę.
– Mam nadzieję, że wziąłeś.
Spojrzałem na niego. Żartował.
– Nie był zadowolony, gdy odmówiłem. Już nie udaje, że gramy w tej samej drużynie.
– Wnioskuję, że wciąż jest na początku twojej listy, tak? Myślisz, że on to zrobił?
– Myślę, że dowiemy się tego, jeśli nie przestaniemy wywierać na niego nacisku.
– Kupuję pomysł.
Nie chciałem niczego ukrywać.
– Gdy wychodziłem, zatrzymała mnie Claire. Chciała mi coś powiedzieć na temat Julii.
– Co takiego?
– Julia wpadła w depresję po urodzeniu bliźniaczek. – Starałem się zatrzeć ślad niepokoju w swoim głosie. – Nawet wtrąciła kiedyś mimochodem, że żałuje, iż je urodziła.
Anderson uniósł brew.
– Ciekawe – mruknął. – Cieszę się, że złożyłeś tę wizytę.
– Ja też.
– Sprawdziłem dane, które mi przesłałeś e-mailem, na temat ryzyka śmierci drugiego bliźniaka w sytuacji, gdy pierwszy został zamordowany. Siedemdziesiąt procent. Mam zamiar nacisnąć Wydział Spraw Społecznych, żeby wydał nakaz zabrania Tess z domu.
Nie podobał mi się pomysł wywierania presji na Julię, ale ryzyko było zbyt duże, aby się martwić czyimiś zranionymi uczuciami.
– Słuszna decyzja – przytaknąłem.
Kiedy przejeżdżaliśmy obok „budki strażniczej” Bishopa, ruszył za nami następny range rover.
Anderson zerknął we wsteczne lusterko, a potem na mnie.
– Powinieneś się wyprowadzić z hotelu i przenocować u mnie. Instynktownie dotknąłem spoczywającego w kieszeni browninga.
– Niezły pomysł. Może po pogrzebie.
– Dlaczego może?
– Ponieważ hotel nie zwraca wpłaty za pokój – zażartowałem.
Anderson pokręcił głową.
– Jeśli coś kombinujesz w związku z Julią, to masz niedobrze w głowie.
– No dobrze, przyjadę – odparłem, czując, że muszę jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
– To było ostrzeżenie – zwrócił mi uwagę Anderson.