Страница 22 из 27
Księżyc w pełni świeci ponad skrajem lasu,
Spójrz, jak rzeczna fala mieni się od blasku."
“Kochany Podtiagin – pomyślał z uśmiechem Ganin. – Jakie to dziwne… Boże, jakie to dziwne… Gdyby mi wtedy powiedziano, że spotkam się właśnie z nim…"
Uśmiechając się i kręcąc głową, rozłożył ostatni list. Otrzymał go w przeddzień wyjazdu na front. Był zimny styczniowy świt i na statku mdliło go od zbożowej kawy.
“Lowa miły, moja radości, jakże czekałam, jak pragnęłam tego listu. Przykro i ciężko było pisać i jednocześnie samą siebie w tych listach powściągać. Czy rzeczywiście żyłam przez te trzy lata bez Ciebie i życie miało jakiś sens i cel?
Kocham Cię. Jeśli wrócisz, zamęczę Cię pocałunkami. Czy pamiętasz?:
Opowiedzcie, że chłopczyka Lowę
Tak jak umiem, najczulej całuję,
I że austriacki kask ze Lwowa
Chowam i że jemu go daruję.
A osobno napiszcie ojcu…
Mój Boże, gdzie się podziało to wszystko dalekie, jasne, drogie… Czuję tak jak Ty, że się jeszcze zobaczymy – ale kiedy, kiedy?
Kocham Cię. Przyjeżdżaj. Twój list tak mnie ucieszył, że wciąż jeszcze nie mogę opamiętać się ze szczęścia…"
–
Znieruchomiał, zaprzątnięty cichymi i cudownymi myślami. Nie wątpił, że Maszeńka kocha go nadal. Trzymał na dłoni pięć jej listów. Za oknem było zupełnie ciemno. Lśniły zatrzaski walizek. Lekko pachniało suchym kurzem.
Siedział wciąż w tej samej pozycji, gdy za drzwiami rozległy się głosy i nagle, z rozpędu, bez pukania, wpadł do pokoju Ałfierow.
– Ach, przepraszam – powiedział niezbyt speszony. – Myślałem, nie wiem czemu, że pan już wyjechał.
Ganin, patrząc jak przez mgłę na jego żółtawą bródkę, przebierał palcami złożone listy. W drzwiach stanęła gospodyni.
– Pani Lidio – ciągnął Ałfierow, gwałtownie szarpiąc głową i nonszalancko przechodząc przez pokój. – Tę kolubrynę trzeba przestawić, żeby otworzyć drzwi do mojego pokoju.
Spróbował przesunąć szafę, stęknął i cofnął się bezradnie.
– Ja to zrobię – wesoło zaproponował Ganin, po czym wsunąwszy czarny portfel do kieszeni wstał, podszedł do szafy i splunął w dłonie.