Страница 56 из 61
Win oczywiście poszerzyłby tę analogię. Wskazałby, że są i
Jeszcze mógł się wycofać, nie dotykać jej albo zgasić światło. Jednak ciemność i opcje, które wymieniłby Win, niczego nie rozwiązywały. W mroku nie widać gnicia. Procesy gnilne, rozwijając się swobodnie, bez przeszkód, wreszcie strawią wszystko, nawet człowieka skulonego w kącie, starającego się z całych sił nie zbliżyć do przeklętego kontaktu.
Dlatego Myron wsiadł do samochodu, wrócił do domu na Claremont Road, zapukał do drzwi, a Barbara Cromwell ponownie kazała mu odejść.
– Wiem, dlaczego Clu Haid tu przyjechał – zaczął mówić i mówił dopóty, dopóki go nie wpuściła.
Po wyjściu od niej zadzwonił do Wina. Długo rozmawiali. Najpierw o śmierci Clu Haida. Potem o Alu Bolitarze. Pomogło, choć niewiele. Zadzwonił do Teresę i podzielił się z nią tym, co odkrył. Przyrzekła sprawdzić niektóre fakty, korzystając z własnych źródeł.
– A więc Win miał rację – skonstatowała. – Jesteś bezpośrednio związany ze sprawą.
– Tak.
– Ja się obwiniam codzie
Zadzwonił z komórki w dwa miejsca. Najpierw do kancelarii Hester Crimstein.
– Gdzie pan jest? – zaczęła obcesowo.
– Jest pani w kontakcie z Bo
– Mój Boże, co pan zrobił?! – spytała po chwili.
– One nie mówią wszystkiego, Hester. Założę się, że Esperanza wyjawiła pani bardzo mało.
– Gdzie pan jest, do cholery?!
– Będę za trzy godziny – odparł. – Niech pani sprowadzi Bo
A potem połączył się z Sophie Mayor. Kiedy podniosła słuchawkę, powiedział dwa słowa:
– Znalazłem Lucy.
37
Choć starał się mknąć jak Win, przekraczało to jego możliwości. Mimo że przyśpieszył, na drodze dziewięćdziesiątej piątej i tak natrafił na roboty. Na drodze dziewięćdziesiątej piątej zawsze trafiasz na roboty drogowe. W stanie Co
– Nie wstawajcie panie – rzekł, widząc, że się podnoszą.
– O co chodzi? – spytała adwokatka. Myron zignorował pytanie i spojrzał na żonę Clu.
– Byłaś bliska powiedzenia mi tego, co, Bo
– O czym pan mówi, do diabła?! – nie wytrzymała Hester.
– Opowiem pani historię.
– Jaką?
– Proszę nie przerywać, to być może dowie się pani, w co się wpakowała. Adwokatka zamknęła usta. Bo
– Przed dwunastu laty Clu Haid i Billy Lee Palms grali w drugiej lidze w drużynie Bizonów z Nowej Anglii. Byli młodzi i lekkomyślni, jak to młodzi sportowcy. Świat stał przed nimi otworem, uważali się za bóg wie co, zna pani tę bajkę. Oszczędzę szczegółów. Kobiety zagłębiły się w fotelach. Myron usiadł naprzeciwko nich.
– Któregoś dnia Clu Haid prowadził po pijaku – ciągnął – zapewne nie pierwszy raz, tym razem jednak wpadł na drzewo. Bo
– Nic z tego nie rozumiem – wtrąciła Hester Crimstein.
– Proszę dać mi czas, to pani zrozumie. Policjanci i ja doszliśmy do porozumienia. Tak z reguły załatwia się sprawy czołowych sportowców. Zamiata się je pod dywan. Zgodziliśmy się, że Clu to dobry chłopak. Nie ma sensu łamać mu życia z powodu drobnego wypadku. To przestępstwo poniekąd bez ofiary, ra
Zachmurzona Hester słuchała z urażoną, lecz przy tym zaciekawioną miną. Bo
– Minęło dwanaście lat. Wypadek Clu przypomina te, na które spadła klątwa mumii. Pijany kierowca, Haid, zostaje zamordowany. Jego najbliższy przyjaciel i pasażer, Billy Lee Palms, zastrzelony. Nie nazwę tego morderstwem, bo jego zabójca ocalił mi życie. Przekupiony szeryf umiera na raka prostaty. Nic nadzwyczajnego, chyba że Bóg dopadł go przed mumią. Drugiego policjanta, Eddiego Koblera, przyłapują na braniu łapówek w grubej aferze narkotykowej. Aresztowany, zawiera ugodę z prokuraturą. Opuszcza go żona. Dzieci z nim nie rozmawiają. Zapija się samotnie w Wyoming.
– Skąd pan wie o tym Kohlerze? – spytała Hester.
– Od Hoberta, miejscowego policjanta. Jego słowa potwierdziła moja znajoma, reporterka.
– Wciąż nie widzę związku z tą sprawą.
– Dlatego, że Esperanza trzymała panią w niewiedzy. Byłem ciekaw, ile pani powiedziała. Najwyraźniej niewiele. Pewnie nalegała, żeby za nic mnie w to nie wciągać. Hester Crimstein obrzuciła go adwokackim spojrzeniem.
– Twierdzi pan, że Esperanza ma z tym wszystkim coś wspólnego?
– Nie.
– To pan popełnił w tej sprawie przestępstwo. Przekupił pan policjantów.
– W tym sęk – przyznał.
– O czym pan mówi?
– Już wtedy, tamtej nocy, coś w tym wypadku mnie zdziwiło. Jechali we trójkę. Dlaczego? Bo
Hester Crimstein pozostała prawniczką.
– Twierdzi pan, że któregoś z nich nie było w tym wozie?
– Nie. Twierdzę, że jechały nim nie trzy, tylko cztery osoby.
– Słucham?!
Hester i Myron spojrzeli na Bo
– Kim była ta czwarta? – spytała Hester.
– Jedną parę tworzyli Bo
– Lucy Mayor? – powtórzyła. – Zaginiona Mayorówna?
– Tak.
– O cholera!
Myron nie spuszczał z oka Bo