Страница 52 из 61
31
Frank Junior siedział przy tym samym stoliku. Sam. Z nogą założoną na nogę sączył kawę, jakby na dnie filiżanki było coś, z czym nie chciał się rozstać. Do dolnej wargi przywarł mu strzępek piany.
Twarz miał czystą i gładką jak po odżywce woskowej. Myron sprawdził, czy nie ma Hansa i Franza lub i
– Gdzie Win?
– Na zewnątrz – odparł Myron.
– To dobrze. Siadaj.
– Wiem, dlaczego Clu podpisał z tobą kontrakt.
– Co powiesz na mrożoną latte? Z chudym mlekiem, tak?
– Strasznie mnie to gryzło – rzekł Myron. – Dlaczego Clu go podpisał? Nie zrozum mnie źle. Miał wszelkie powody, żeby odejść z MB. Ale znał opinię o TruPro. Co go skłoniło do przejścia?
– Zapewniamy sprawną obsługę.
– Z początku myślałem, że chodzi o hazard albo dług za narkotyki. Tak działa twój tatuś. Wbija szpony w ofiarę, a potem ją obgryza. Ale Clu nie brał. A ponadto miał dużo gotówki. Więc nie to zadecydowało. F.J. położył łokieć na stoliku i podparł podbródek dłonią.
– Fascynujące, Myron.
– To nie koniec. Nim uciekłem na Karaiby, nie traciłeś mnie z oczu. W związku ze sprawą Brendy Slaughter. Sam to zresztą przyznałeś, gdy wróciłem, pamiętasz? Wiedziałeś, że odwiedzam cmentarz.
– Wzruszająca chwila dla nas wszystkich – potwierdził FJ.
– Kiedy zniknąłem, nadal chciałeś mieć mnie na oku. Moje zniknięcie prawdopodobnie podsyciło twą ciekawość. Zwietrzyłeś w tym również okazję dla TruPro, lecz nie to jest najważniejsze. Chciałeś wiedzieć, gdzie się podziałem. Ponieważ nie było mnie w mieście, zrobiłeś to, co najlepsze w takiej sytuacji: poleciłeś śledzić Esperanzę, moją wspólniczkę i najbliższą przyjaciółkę.
FJ. mlasnął językiem.
– Myślałem, że twój najbliższy przyjaciel to Win.
– Przyjaźnię się z obojgiem. Ale nie w tym rzecz. Siedzenie Wina byłoby za trudne. Dostrzegłby twój „ogon”, nim ten by go namierzył. Dlatego zacząłeś śledzić Esperanzę.
– A jaki to ma związek z decyzją Clu, by zmienić agenta na lepszego?
– Wiedziałeś, że zniknąłem, i wykorzystałeś to. Obdzwoniłeś moich klientów, informując, że ich porzuciłem.
– Myliłem się?
– W tej chwili nie dbam o to. Dostrzegłeś słabość i wykorzystałeś ją. Nie mogłeś się powstrzymać. Tak cię wychowano.
– Au!
– Ważne, że zacząłeś śledzić Esperanzę, licząc, że cię do mnie doprowadzi lub przynajmniej dostarczy wskazówki, jak długo mnie nie będzie. Dotarłeś za nią do New Jersey. I natknąłeś się na coś, co miało pozostać tajemnicą.
– To znaczy, na co? – spytał z obleśnym uśmieszkiem F J.
– Zetrzyj z twarzy ten uśmiech, Frank. Nie różnisz się niczym od podglądacza. Nawet twój ojciec nie zniżyłby się do tego.
– E, zdziwiłbyś się, do czego zniża się mój stary.
– Nie dość że jesteś zboczony, to używasz swojej wiedzy o klientach do szantażowania ich. Clu oszalał ze zmartwienia, kiedy Bo
F J. rozparł się w fotelu, założył nogę na nogę, splótł dłonie i umieścił je na kolanach.
– Niezła historia – powiedział.
– I prawdziwa.
F J. przekrzywił głowę, co mogło oznaczać „tak” lub „nie”.
– Powiem ci, jak to widzę – zaczął. – Była agencja Clu Haida, RepSport MB, wyraźnie robiła go w konia. Pod każdym względem. Jego agent, czyli ty, Myron, opuścił Clu w chwili, gdy ten najbardziej go potrzebował. Twoja wspólniczka, urocza gibka Esperanza, wdała się w lizanko z jego żoną. Zgadza się?
Myron nie odpowiedział.
FJ. rozplótł dłonie, łyknął pianki i ponownie je splótł.
– Ja tylko wybawiłem Haida z tej okropnej sytuacji – ciągnął. – Ściągnąłem go do agencji, która nie nadużyje jego zaufania. Która będzie pilnować jego spraw. Między i
Ce
Była to odmie
– A więc przyznajesz się? F.J. wzruszył ramionami.
– Jeżeli śledziłeś Esperanzę, w takim razie wiesz, że tego nie zrobiła. F.J. znów przechylił głowę.
– Czyżby?
– Przestań kręcić, Frank.
– Chwileczkę.
F.J. sięgnął po komórkę, wystukał numer, wstał i przeszedł w kąt kawiarni. Przyciskając telefon ramieniem do ucha, wyjął pióro, papier i coś zapisał. Rozłączył się i wrócił do stolika.
– Na czym skończyłeś?
– Czy Esperanza to zrobiła? F.J. uśmiechnął się.
– Chcesz znać prawdę?
– Tak.
– Nie wiem. Słowo. Owszem, śledziłem ją. Ale, jak z całą pewnością wiesz, lesbijskie figury też w końcu się powtarzają. Dlatego po jakimś czasie, kiedy przejeżdżała przez most Waszyngtona, przestaliśmy ją śledzić. Nie było sensu.
– Naprawdę nie wiesz, kto zabił Clu?
– Niestety.
– Nadal mnie śledzisz, Frank?
– Nie.
– A wczoraj wieczorem? To nie był nikt z twoich?
– Nie. Prawdę mówiąc, gdy wpadłeś tu wczoraj, też nikt cię nie śledził.
– Nie ty nasłałeś typka sprzed mojego biura?
– Wybacz, ale nie. Coś tu się nie zgadzało.
F.J. pochylił się do przodu. Po ustach pełzał mu uśmiech, który zdawał się wprawiać w ruch jego zęby.
– Jak daleko gotów jesteś się posunąć, by ocalić Esperanzę? – spytał szeptem.
– Wiesz, jak daleko.
– Po krańce ziemi?
– Do czego zmierzasz, F.J.?
– Oczywiście, masz rację. Dowiedziałem się o Esperanzy i Bo
– Kiedy?
– Jakieś… trzy dni przed śmiercią.
– Co powiedział?
– Zareagował, jak należało się spodziewać. A to, co powiedział, było niemal równie ważne jak to, skąd dzwonił.
– Czyli?
– W telefonie mam identyfikator numerów. – F.J. usiadł wygodnie. – Clu nie dzwonił z Nowego Jorku.
– A skąd?
Zwlekając z odpowiedzią, FJ. pociągnął duży łyk kawy, zrobił „aaaaa”, jakby grał w reklamówce 7 – Up, odstawił filiżankę, spojrzał na Myrona i pokręcił głową. Myron czekał.
– Moja specjalność, jak już wiesz, to zbieranie informacji. Informacja to władza. To waluta. Gotówka. Nie rozrzucam gotówki.
– Ile chcesz?
– Nie chodzi o pieniądze, Myron. Nie chcę od ciebie pieniędzy. Obaj dobrze wiemy, że mogłem cię wykupić dziesięć razy.
– Więc czego chcesz?
FJ. pociągnął kolejny duży łyk. Myron miał wielką ochotę złapać go za gardło i udusić.
– Na pewno niczego się nie napijesz?
– Przestań chrzanić, Frank!
– Ochłoń, ochłoń.
Myron zacisnął dłonie i ukrył je pod stolikiem. Narzucił sobie spokój.
– Czego chcesz, F.J.? – powtórzył.
– Znasz Deana Pashaiana i Larry'ego Vitale'a.
– To moi klienci.
– Poprawka. Poważnie rozważają przejście ze SportRep MB do TruPro. Wyczekują. Oto moja propozycja. Zostawiasz ich w spokoju. Nie dzwonisz do nich, nie wciskasz im, że agencja TruPro należy do gangsterów. Przyrzeknij mi to – FJ. pokazał Myronowi kartkę, na której przed chwilą zapisał coś w kącie kawiarni – to dam ci numer telefonu, z którego zadzwonił Clu.
– Twoja agencja zrujnuje im kariery. Jak zawsze. F J. znowu się uśmiechnął.
– Ręczę ci, że żadna z moich pracownic nie nawiąże lesbijskiego romansu z ich żonami.
– Nie oddam ci ich.
– No to żegnam. F J. wstał.
– Zaczekaj.
– Przyrzekasz albo idę.
– Porozmawiajmy – rzekł Myron. – Możemy się dogadać.
– Żegnam.
FJ. ruszył do drzwi.