Страница 12 из 61
– Nie.
– A niech cię, a tak liczyłem na pieszczoty.
Chcesz dogryźć glinie? Poczęstuj go gejowskim żartem. Myron nie spotkał dotąd policjanta, który nie byłby w stu procentach homofobem.
– Zrobimy tu demolkę, panie komik.
– Wątpię – odparł Myron.
– Tak?
Myron wstał i sięgnął do szafy na akta.
– E, nie ruszaj pan tam niczego!
Myron zignorował ostrzeżenie i wyjął małą kamerę wideo.
– Udokumentuję pańskie poczynania, panie władzo. W dzisiejszej atmosferze fałszywych pomówień funkcjonariuszy policji o przekupstwo należy unikać wszelkich nieporozumień… – Myron włączył kamerę i skierował obiektyw na Wintersa. – Nieprawdaż?
– Tak – odparł policjant, patrząc prosto w kamerę. – Należy unikać nieporozumień. Myron patrzył cały czas w ekranik.
– W kamerze wygląda pan jak żywy – rzekł Myron, nie odrywając oczu od ekraniku. – Założę się, że gdybyśmy odtworzyli taśmę, poczulibyśmy zapach pańskich perfum.
Wesz Głowowa skrył uśmiech.
– Zechce pan się usunąć z drogi, panie Bolitar – powiedział Winters.
– Jasne. Współpraca to moja druga natura. Policjanci przystąpili do przeszukania, co sprowadziło się w zasadzie do spakowania znalezionych dokumentów do skrzynek i wyniesienia ich z biura. Patrząc, jak rękami w gumowych rękawiczkach dotykają wszystkiego, Myron miał wrażenie, że dotykają także jego. Starał się zachować niewi
Oddał kamerę Wielkiej Cyndi i zaczął obdzwaniać klientów, którzy odeszli z agencji. Większość nie podniosła słuchawek. Nielicznych, którzy odebrali telefony, namawiał do zmiany decyzji. Rozgrywał to delikatnie, uznając, że zbytnia natarczywość da odwrotny skutek. Mówił tylko, że wrócił i że chętnie porozmawia z nimi w najbliższym dogodnym dla nich czasie. Jego rozmówcy, jak można było się spodziewać, migali się od konkretnych odpowiedzi. Odzyskanie ich zaufania wymagało czasu. Policjanci zakończyli pakowanie i wyszli bez pożegnania. Ech, maniery.
– Będzie bardzo trudno – orzekł Myron, patrząc wraz z Wielką Cyndi, jak zamykają się za nimi drzwi windy.
– Z czym?
– Pracować bez dokumentów.
Wielka Cyndi otworzyła torbę i pokazała mu dyskietki.
– Wszystko jest na nich.
– Wszystko?
– Tak.
– Wszystko skopiowałaś na nie?
– Tak.
– Listy i korespondencja się przydadzą ale bez kontraktów…
– Wszystko – wpadła mu w słowo. – Kupiłam skaner i zeskanowałam wszelkie dokumenty. Zapasowy komplet kopii jest w skrytce w Citibanku. Co tydzień aktualizuję dane. Na wypadek pożaru i i
Tym razem Myron na widok jej uśmiechu skulił się prawie niezauważalnie.
– Zadziwiasz mnie, Wielka Cyndi.
Z uwagi na gruby makijaż trudno było mieć pewność, ale chyba się zarumieniła. Zahuczał domofon. Wielka Cyndi podniosła słuchawkę.
– Tak? – spytała. – Tak, niech wjedzie – dodała po chwili spoważniałym głosem i odłożyła słuchawkę.
– Kto to?
– Bo
Wielka Cyndi wpuściła wdowę Haid do gabinetu. Myron stanął za biurkiem, nie bardzo wiedząc, co począć. Czekał na pierwszy ruch Bo
– Przepraszam – powiedział.
– Dziękuję.
Stali niczym para tancerzy czekających, aż zacznie grać muzyka.
– Mogę usiąść? – spytała Bo
– Oczywiście.
Usiadła. Myron zawahał się i postanowił wrócić za biurko.
– Kiedy przyjechałeś? – spytała.
– Wczoraj wieczorem. Wcześniej nie miałem pojęcia o Clu. Przykro mi, że nie byłem osiągalny. Przekrzywiła głowę.
– Dlaczego?
– Słucham?
– Dlaczego jest ci przykro, że cię tu nie było? Poradziłbyś coś? Wzruszył ramionami.
– Mógłbym pomóc.
– Pomóc? Jak?
Znów wzruszył ramionami, rozłożył ręce.
– Nie wiem, co powiedzieć, Bo
– Naskakuję na każdego, z kim rozmawiam – powiedziała. – Nie zwracaj na to uwagi.
– Nie szkodzi, naskakuj.
Mało brakowało, żeby się uśmiechnęła.
– Dobry z ciebie chłop, Myron. Zawsze byłeś taki. Już wtedy, na studiach w Duke'u, wyczuwało się w tobie coś… – czyja wiem… szlachetnego.
– Szlachetnego?
– Głupio brzmi, co?
– Bardzo. Jak tam chłopcy? – spytał.
– Timmy skończył dopiero półtora roku, więc o niczym nie wie. Charlie, który ma cztery latka, pogubił się w tym. Opiekują się nimi moi rodzice.
– Nie chcę, żeby zabrzmiało to jak banał, ale jeśli mogę coś dla ciebie zrobić…
– Jedno.
– Co?
– Opowiedz mi o aresztowaniu. Myron odchrząknął.
– Dlaczego?
– W ciągu ubiegłych lat widziałam Esperanzę kilka razy. Trudno mi uwierzyć, że zabiła Clu.
– Nie zabiła.
Bo
– Skąd ta pewność?
– Znam Esperanzę.
– I tyle? Skinął głową.
– To wystarczy.
– Rozmawiałeś z nią?
– Tak.
– I?
– Nie mogę mówić o szczegółach… – Nie mógł, bo żadnych nie znał, i był niemal wdzięczny wspólniczce, że nic mu nie powiedziała. – Ale ona tego nie zrobiła.
– A co z dowodami, które znalazła policja?
– Na to jeszcze ci nie odpowiem, Bo
– Jesteś o tym przekonany.
– Tak.
Zamilkli. Czekał, obmyślając, jak ją podejść. Musiał zadać jej pytania, pamiętając, że właśnie straciła męża. Należało być przezornym, żeby nie wleźć na jakąś emocjonalną minę.
– Chcę przyjrzeć się temu morderstwu – rzekł.
– Jak to: przyjrzeć? – spytała zdezorientowana.
– Przeprowadzić śledztwo.
– Przecież jesteś agentem sportowym.
– Mam w tym pewne doświadczenie. Przyjrzała się mu uważnie.
– Win również?
– Tak.
Skinęła głową, jakby nagle coś sobie skojarzyła.
– Zawsze przyprawiał mnie o ciarki.
– Tylko dlatego, że jesteś normalna.
– A więc zamierzacie dojść, kto zabił Clu?
– Tak.
– Rozumiem. – Poprawiła się w fotelu. – Powiedz mi coś, Myron.
– Wszystko.
– Co jest dla ciebie ważniejsze: znaleźć mordercę czy uwolnić Esperanzę?
– To jedno i to samo.
– A jeśli nie? Jeśli się okaże, że to ona go zabiła?
– To poniesie karę – skłamał. Uśmiechnęła się, jakby go przejrzała.
– Powodzenia – powiedziała.
Tylko ostrożnie, przestrzegł się Myron, kładąc nogę na kolanie.
– Mogę o coś spytać?
– Pewnie. Ostrożnie, ostrożnie.
– Nie weź tego za brak szacunku, Bo
– Subtelność nie jest twoją mocną stroną, Myron. Po prostu zadaj pytanie.
– Czy ty i Clu mieliście problemy?
– A kiedy ich nie mieliśmy? Uśmiechnęła się smutno.
– Słyszałem, że tym razem było to coś poważniejszego. Splotła ręce pod biustem.
– No, no, wróciłeś niecały dzień temu, a już tyle się dowiedziałeś. Szybko działasz, Myron.
– Clu wspomniał o tym Winowi.
– Co chcesz wiedzieć?
– Wystąpiłaś o rozwód?
– Tak – przyznała bez wahania.
– Powiesz mi, co się stało?
W oddali faks włączył swój pierwotny zgrzyt. Telefon ciągle pikał. Myron nie bał się, że ktoś przerwie im rozmowę. Wielka Cyndi od lat pracowała jako bramkarka w barze sado – maso. Kiedy sytuacja tego wymagała, potrafiła zachować się niemiło jak wściekły nosorożec cierpiący na hemoroidy. Także kiedy sytuacja tego nie wymagała.
– Dlaczego to cię interesuje? – spytała Bo