Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 48 из 61

– Spójrz.

Spojrzał i nic nie powiedział. Czuł na sobie jej wzrok.

– Sprawdziłam jego kartę. Wydał ponad trzy tysiące dolarów w sklepie o nazwie Oczy i Uszy.

Myron znał ten sklep. Sprzęt z pewnością pochodził stamtąd. Na kanapie leżały trzy wideokamery Panasonic wraz z zamocowaniem. Ponadto trzy małe monitory, też firmy Panasonic, takie jakie widzi się w pokojach strażników w wieżowcach. Dwa magnetowidy Toshiba. Mnóstwo kabli, przewodów i tym podobnych.

Jednak nie to zaniepokoiło go najbardziej. Obecność elektronicznego sprzętu można było wyjaśnić w różny sposób. Dwa i

Pod ścianą stała strzelba, a tuż przy niej, na podłodze, leżały kajdanki.

– Co on tu, do diabła, robił? – spytała Jessica.

Myron wiedział, o czym myśli. Niedaleko stąd znaleziono martwe dziewczyny. Telewizyjne obrazy ich sponiewieranych zwłok w stanie rozkładu unosiły się nad nim i nad nią ja koszmarne duchy.

– Kiedy to wszystko kupił?

– Dwa tygodnie temu – odparła. – Zdążyłam to przemyśleć. Nawet jeśli nasze najgorsze obawy są słuszne, nie tłumacz to niczego. Co ze zdjęciem Kathy w magazynie porno? Co zje pismem na kopercie? Co z telefonami do Christiana i dziekan Co z zamordowaniem taty?

Myron przyjrzał się Jessice. Szukała wyjaśnienia – jakiegokolwiek, prócz tego, które samo im się narzucało.

– Dobrze się czujesz? – spytał.

Skrzyżowała ręce pod biustem, ściskając łokcie dłonie, jakby się obejmowała.

– Straciłam grunt pod nogami – odparła.

– Dasz radę znieść więcej?

Opuściła ręce.

– Bo co? O czym mówisz? Zawahał się.

– Przestań się ze mną pieścić, do cholery! – nie wytrzymała.

– Jess…

– Dobrze wiesz, jak nie znoszę nadopiekuńczości! Mów, o co chodzi!

– Kathy zgwałciło kilku kolegów z drużyny Christiana. Tej samej nocy zniknęła.

Jessica miała taką minę, jakby ją spoliczkował.

– Przepraszam – powiedział, wyciągając do niej rękę.

– Opowiedz mi o tym. Wszystko.

Opowiedział. Jej żywe oczy straciły blask. Zamilkła.

– Bydlaki – wydusiła z siebie. – Przeklęte bydlaki.

Skinął głową.

– Któryś z nich ją zabił – dodała. – Albo wszyscy. Żeby: zamknąć jej usta.

– Możliwe.

Zamilkła, coś rozważając. A potem jej wzrok znowu się ożywił.

– Przypuśćmy – powiedziała wolno – że mój ojciec dowiedział się o tym gwałcie.

Myron skinął głową.

– Jak by się zachował? – ciągnęła. – Co byś zrobił, gdyby chodziło o twoją córkę?

– Wściekłbym się.

– Byłbyś w stanie nad sobą zapanować?

– Kathy nie jest moją córką. Mimo to nie jestem pewien, czy potrafiłbym zachować spokój.

Jessica skinęła głową.

– To być może, podkreślam: być może, wyjaśnia obecność tych akcesoriów – sprzętu elektronicznego, kajdanków, strzelby. Może chciał użyć tej leśnej kryjówki do schwytania gwałciciela i wymierzenia mu sprawiedliwości.

– Kathy padła ofiarą zbiorowego gwałtu. Zgwałciło ją sześciu, a w tej chacie jest miejsce dla jednego.

– Przypuśćmy – na ustach Jessiki zadrgała zapowiedź dziwnego uśmiechu – że ojciec znalazł się w sytuacji, w jakiej my w tej chwili.

– Nie kojarzę.

– Przypuśćmy, że znał nazwisko jednego gwałciciela. Na przykład Hortona. Co mógłby zrobić? Co ty byś zrobił?

– Porwałbym go i zmusił do mówienia.

– Właśnie.

– To mocno naciągany wniosek. Po co miałbym to wszystko nagrywać? Po co kupowałbym kamery i monitory?

– Żeby nagrać zeznania gwałciciela, mieć pewność, że nikt nie nadjeżdża drogą, czy ja wiem. Masz lepsze rozwiązanie?

Nie miał.

– Przeszukałaś pozostałe pomieszczenia? – spytał.

– Nie zdążyłam. Przywiózł mnie tu właściciel agencji. Na widok tego wszystkiego o mało nie dostał apopleksji.

– Co mu powiedziałaś?

– Że wiedziałam, co tu jest. I że ojciec był prywatnym detektywem.

– I on to kupił?

– Chyba.

Myron pokręcił głową.

– Podobno jesteś pisarką.

– Nie za dobrze zmyślam bez przygotowania. Znacznie lepiej władam piórem niż ustami.

– Z doświadczenia wiem, że wprost przeciwnie.

– Świetny moment na zalecanki.

– Próbuję rozładować atmosferę.

– Rozejrzyjmy się.

Nie mieli wiele do szukania. W pokoju nie było komódek ani szaf. Wszystko leżało na wierzchu – sprzęt elektroniczny, kajdanki, strzelba. W kuchence żadnych niespodzianek. W łazience również. Pozostała sypialnia.

Była mała. Jak gości

Nareszcie!

Były tam czarne spodnie, czarna koszulka z rękawami, czarna bluza oraz, co gorsza, czarne gogle.

– Gogle narciarskie w czerwcu?

– Mogły mu się przydać przy porwaniu Hortona – podsunęła Jesssica, lecz bez przekonania.

Myron klęknął, zajrzał pod łóżko i zobaczył plastikową torbę. Sięgnął, chwycił ją i przyciągnął po zakurzonej podłodze. Torba była czerwona. Widniały na niej litery LSPB.

– Lekarz sądowy powiatu Bergen – wyjaśniła Jessica. Przypominała dawne torby od Lorda i Taylora, zamykane u góry na zatrzaski. Przy otwieraniu trzasnęła. Wyjął z niej zwykłe szare, ściągane sznurkiem spodnie od dresów i żółty sweter z dużym czerwonym T. Jedno i drugie pokryte zaskorupiałym brudem.

– Poznajesz je? – spytał.

– Tylko sweter. To stary sportowy sweter taty z liceum Tarlowa.

– To dziwne, że ukrył go pod łóżkiem.

Jessice rozbłysły oczy.

– Nancy! – wykrzyknęła. – W nagranej wiadomości wspomniała, że tata mówił jej o żółtym swetrze Kathy!

– Zaraz, wolnego. Co właściwie powiedziała ci Nancy?

– Cytuję dokładnie: „Opowiedział mi o ulubionym żółtym swetrze, który podarował Kathy. Śliczna historia”. Tak brzmiały jej słowa. Ojciec go nie nosił. Tylko Kathy. Niczym nocną koszulę czy podomkę.

– Twój tata go jej podarował?

– Tak.

– No, to jak go odzyskał?

– Nie wiem. Chyba był wśród jej rzeczy pozostawionych w college’u.

– To nie wyjaśnia, czemu spytał o niego Nancy Serat. Ani dlaczego ukrył go pod łóżkiem. Zamilkli.

– Coś przeoczyliśmy – powiedziała Jessica.

– Może twój ojciec dostrzegł w tych spodniach i swetrze coś, czego my jeszcze nie widzimy.

– Ale co?

– Nie wiem. Jednak dla niego miały one znaczenie. Może znalazł je w niezwykłym miejscu. A może znalazła je policja.

– Tamtego wieczoru Kathy była ubrana na niebiesko. To ustalone.

Myron przywołał z pamięci zeznania koleżanek Kathy z korporacji i jej zdjęcia z nimi. Mimo to…

– Można to sprawdzić – odparł.

– Jak?

Wybiegł do samochodu. Zmrok wreszcie pochłonął długi letni dzień. Myron włączył telefon z nadzieją, że jest jeszcze w zasięgu podstacji. Pokazały się trzy paseczki. Wystarczyło, by telefon działał. Wystukał numer dziekanatu. Naliczył dwadzieścia piknięć. Nikt nie podniósł słuchawki. Zadzwonił do domu dziekana.

– Halo? – usłyszał po trzecim sygnale głos Gordona.

– W co była ubrana Kathy, kiedy przyszła do pańskiego domu? – spytał, nie przedstawiając się ani nie bawiąc w uprzejmości.

– Ubrana? W bluzkę i spódnicę.

– Jakiego koloru?

– Niebieskie. Bluzka była chyba lekko rozerwana.

Myron rozłączył się.

– Wracamy do punktu wyjścia – podsumowała Jessica. Może, pomyślał. W głowie mignął mu obraz. Mętny, niedokładny, niepojęty. Był pewien, że z czasem się wyklaruje.

– Jedźmy – powiedziała, biorąc go za rękę.

W samochodzie było dość światła, by widział wyraz jej; oczu. Pięknych, tak jasnych, że niemal bursztynowych.

– Uciekajmy stąd.

Zatrzasnął drzwiczki i znienacka ścisnęło go w gardle. Światło w samochodzie zgasło, spowił ich mrok.