Страница 3 из 62
– Skończyłem z grą w koszykówkę. Nie jestem prywatnym detektywem.
– Musimy odnaleźć Grega. Może być w niebezpieczeństwie.
– Przykro mi, ale nic z tego. Clip uśmiechnął się.
– A gdybym dodatkowo osłodził ci trudy?
– Nie.
– Pięćdziesiąt tysięcy dolarów za podpis.
– Przykro mi.
– Greg może się pojawić choćby jutro, a pieniądze i tak będą twoje. Pięćdziesiąt tysięcy. Plus udział w zyskach z meczów finałowych.
– Nie.
Clip opadł na fotel. Wpatrzył się w szklaneczkę, zanurzył palec w whisky i zamieszał.
– Jesteś agentem, powiadasz? – zagadnął z głupia frant.
– Tak.
– A ja jestem w dobrych stosunkach z rodzicami trzech graczy, którzy wejdą do NBA z pierwszego naboru, wiesz?
– Nie.
– A gdybym ci zagwarantował – rzekł wolno Clip – że jeden z nich podpisze z tobą kontrakt?
Myron zamienił się w słuch. Kontrakt z zawodnikiem z pierwszego naboru?! Postarał się – wzorem Mrożonki – zachować chłodną minę, ale serce waliło mu jak młotem.
– Jakim sposobem? – spytał.
– Nie twoje zmartwienie.
– A czy to aby nie jest na bakier z etyką?
Clip prychnął szyderczo.
– Nie zgrywaj pierwszej naiwnej, Myron – rzekł. – Pójdziesz mi na rękę, a RepSport MB dostanie gracza z pierwszej rundy draftu. Masz to jak w banku. Bez względu na wynik sprawy z Gregiem.
RepSport MB. Jego firma. Agencja Myrona Bolitara, ergo MB. Reprezentująca sportowców, ergo RepSport. Razem: RepSport MB. Sam wymyślił tę nazwę, ale żadna z wielkich firm reklamowych nie złożyła mu dotychczas propozycji.
– Sto tysięcy za podpis – zaproponował.
Clip uśmiechnął się.
– Pojętny jesteś – pochwalił.
Myron wzruszył ramionami.
– Siedemdziesiąt pięć tysięcy – oznajmił Clip. – Nie ucz ojca dzieci robić, bierz i szlus.
Uścisnęli sobie dłonie.
– Mam kilka pytań w sprawie zniknięcia Grega – powiedział Myron.
Clip podparł się na podłokietnikach fotela i wstał.
– Na wszystkie pytania odpowie ci Calvin. – Wskazał głową dyrektora klubu. – Muszę iść.
– Kiedy mam przyjść na trening?
– Na trening? – zdziwił się Clip.
– Tak. Kiedy mam zacząć?
– Dziś wieczorem jest mecz.
– Dziś wieczorem?
– Oczywiście.
– Mam się przebrać do gry?
– Gramy dziś z moją dawną drużyną, z Celtami. Calvin zadba, żebyś przed meczem dostał kostium. O szóstej na konferencji prasowej ogłosimy, że podpisałeś kontrakt. Nie spóźnij się. – Clip ruszył do wyjścia. – Nie zmieniaj krawata. Podoba mi się.
– Dziś wieczorem? – powtórzył Myron, ale Clip już opuścił lożę.
ROZDZIAŁ 2
Po jego wyjściu Calvin Johnson pozwolił sobie na uśmieszek.
– Uprzedzałem, że będzie dziwnie – powiedział.
– Bardzo dziwnie – przyznał Myron.
– Wypiłeś swój pożywny czekoladowy napój?
– Tak.
Myron odstawił puszkę.
– Chodźmy. Przygotujmy się do wielkiego debiutu. Calvin Johnson nosił idealnie skrojony garnitur od Braci Brooks, idealnie zawiązany krawat i idealnie wyczyszczone buty. Czarny, dwa metry trzy centymetry wzrostu, szczupły, zgrabny, proporcjonalnie zbudowany, z mocno skręconymi, przerzedzonymi włosami nad lśniącym, oliwkowym i nieco powiększonym czołem, poruszał się pły
– Ufam, że sobie poradzisz – dodał Calvin.
– Dlaczego miałbym sobie nie poradzić?
Calvin wzruszył ramionami.
– Grałem przeciwko tobie – odparł.
– No i?
– Nie znam bardziej zaciętego gracza od ciebie. Dla wygranej byłeś gotów uziemić rywala. A teraz przyjdzie ci grzać ławę. Co ty na to?
– Dam sobie radę.
– A jakże.
– Z wiekiem zmiękłem.
– Akurat.
Calvin pokręcił głową.
– Nie?
– Wydaje ci się, że zmiękłeś. Może nawet wydaje ci się, że skończyłeś z koszykówką.
– Skończyłem.
Calvin przystanął, uśmiechnął się i rozłożył ręce.
– Jasne. Spójrz na siebie. Jesteś wzorem byłego sportowca. Pięknym przykładem dla i
– Tak – odparł Myron, ale co do Jessiki nigdy nie był pewien, czy naprawdę są razem.
– Zdobyłeś wykształcenie, masz pracę, piękną dziewczynę. Z wierzchu jesteś szczęśliwy, dobrze ustawiony w życiu.
– Od spodu również. Calvin pokręcił głową.
– Wątpię – odparł.
Świat pełen był psychologów.
– Czy ja się prosiłem o przyjęcie do zespołu? – spytał Myron.
– Nie, ale nie za bardzo się też wzbraniałeś, z wyjątkiem podbicia ceny.
– Jestem agentem. Tym się zajmuję… podbijaniem cen.
Calvin przystanął i wpatrzył się w Myrona.
– Naprawdę sądzisz, że aby odnaleźć Grega, musisz być w drużynie?
– Tak sądzi Clip.
– Clip to wspaniały gość, ale często działa z ukrytych pobudek – odparł Calvin.
– Na przykład jakich?
Calvin nie odpowiedział. Ruszył dalej. Przy windzie nacisnął guzik. Drzwi rozsunęły się natychmiast, wsiedli i ruszyli w dół.
– Spójrz mi w oczy i powiedz, że nigdy nie myślałeś o powrocie do gry – rzekł Calvin.
– A kto o tym nie myśli? – odparował Myron.
– Pewnie, tylko nie mów, że na tym poprzestałeś. Że nigdy ci się nie śniło, nie marzyłeś o come backu. Że nawet teraz, gdy oglądasz w telewizji mecz, nie skraca cię z żalu, że nie grasz. Nie mów, że nie oglądasz Grega i nie myślisz o uwielbieniu tłumów i sławie. Że nigdy nie mówisz sobie, i słusznie, „Byłem lepszy od niego”. Greg to świetny koszykarz. Z pierwszej dziesiątki w lidze. Ale ty, Myron, byłeś lepszy. Obaj to wiemy.
– Dawno temu – odparł Myron.
– Owszem.
Calvin uśmiechnął się.
– Do czego zmierzasz?
– Jesteś tu, żeby odszukać Grega. Kiedy się znajdzie, odejdziesz. Przestaniesz być nowinką. Clip oświadczy, że dał ci szansę, ale nie sprostałeś zadaniu. I pozostanie dobrym facetem, który ma dobrą prasę.
– Dobrą prasą – powtórzył Myron, przypominając sobie o rychłej konferencji prasowej. – Czy to jedna z jego ukrytych pobudek?
Calvin wzruszył ramionami.
– Nieważne. Musisz zrozumieć, że nie masz szansy. Jeżeli wejdziesz do gry, to wyłącznie z głębokiej rezerwy, w co zresztą wątpią, bo rzadko wygrywamy albo przegrywamy dużą różnicą punktów. A jeżeli nawet zagrasz, jeżeli nawet zabłyśniesz, to, jak obaj wiemy, tylko przy przesądzonym wyniku. Ale ty nie zagrasz dobrze, bo jesteś zbyt zawzięty. Żeby dać z siebie wszystko, potrzebujesz rywalizacji, przeświadczenia, że od ciebie zależy wynik meczu.
– Rozumiem – odparł Myron.
– Spodziewam się, przyjacielu. – Calvin spojrzał na oświetlone cyferki. Zamigotały w jego piwnych oczach. – Marzenia nie umierają. Już myślisz, że są martwe, a one tylko zapadły w sen zimowy jak wielki stary niedźwiedź. A gdy takie marzenie drzemie dłuższy czas, niedźwiedź budzi się głodny i zły.
– Powinieneś pisać teksty piosenek country.
Calvin pokręcił głową.
– Potraktuj to jako życzliwą radę – rzekł.
– Wielkie dzięki. Powiesz mi, co wiesz o zniknięciu Grega? Winda się zatrzymała. Calvin wyszedł pierwszy.
– Niewiele mam do powiedzenia – odparł. – Graliśmy z Sixers w Filadelfii. Po meczu Greg wsiadł ze wszystkimi do autokaru, a po powrocie razem z i