Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 22 из 62

Ach ta subtelność!

– Coś cię oświeciło, Rolly? – spytał Myron.

Dimonte zignorował jego pytanie.

– Peretti!

– Co jest?

Koroner podniósł wzrok znad zwłok.

– Te plastikowe cyce. Myron powiada, że są duże.

– Owszem, i co z tego?

– Jak duże?

– Co?

– Jak duże są te cyce?

– Pytasz o rozmiar miski? – upewnił się Peretti.

– No.

– Czy ja produkuję biustonosze? Skąd mam wiedzieć, do kurwy nędzy?

– Ale są duże, no nie?

– Tak.

– Bardzo duże.

– Przecież masz oczy.

Przysłuchując się w milczeniu tej wymianie zdań, Myron próbował podążyć za logiką Dimonte’a – nadzwyczaj zdradliwym tropem.

– Większe od balonów z wodą? – zapytał Dimonte.

Peretti wzruszył ramionami.

– Zależy jakich.

– W dzieciństwie nigdy nie napełniałeś balonów kranówą?

– Pewnie, że tak. Ale nie pamiętam, jak duże były te balony. Dzieciom wszystko wydaje się większe. Dwa lata temu zajrzałem do mojej dawnej podstawówki, żeby odwiedzić nauczycielkę z trzeciej klasy. Nadal tam pracuje, dasz wiarę? Pani Tansmore. Jak Boga kocham, stara buda wydała mi się mała jak domek dla lalek. A kiedy się tam uczyłem, była ogromna. Wielka jak…

– Dobra, ciemna maso, ujmę to jaśniej. – Dimonte wziął głęboki oddech. – Czy można w nich przewieźć narkotyki?

Cisza. Wszyscy w pokoju zamarli. Myron zastanawiał się, czy usłyszał przed chwilą najbardziej durny, czy najbłyskotliwszy domysł na świecie. Spojrzał na Perettiego. Koroner podniósł głowę i rozdziawił usta, jakby polował na muchy.

– No więc, Peretti? Można?

– Co można?

– Czy mogła ukryć narkotyki w cyckach? Przeszmuglować je w nich?

Peretti spojrzał na Myrona. Ten wzruszył ramionami.

– Nie wiem – odparł wolno koroner.

– A jak można się o tym przekonać?

– Muszę je obejrzeć.

– No, to co się na mnie gapisz? Do roboty.

Peretti zabrał się do oględzin. Dimonte uśmiechnął się do Myrona. Brwi mu lekko zatańczyły. Był dumny ze swojej dedukcji. Myron milczał.

– Wykluczone – oznajmił Peretti.

– A to czemu?! – spytał zawiedziony Dimonte.

– Nie ma zbliznowaceń. Gdyby szmuglowała w nich narkotyki, musieliby rozcinać i zaszywać skórę. A potem to samo powtarzać w Stanach. A takich śladów brak.

– Jesteś pewien?

– Całkowicie.

– Szlag by to! – Dimonte spojrzał groźnie na Myrona i zaciągnął go w kąt. – Chcę wiedzieć wszystko, Bolitar. Ale już.

Jak to rozegrać? – zastanawiał się Myron, choć po prawdzie nie miał wyboru. Musiał mu powiedzieć. Nie mógł dłużej taić, że Greg Downing zniknął. Miał jedynie nadzieję, że to się nie rozniesie. W tym momencie przypomniał sobie, że na zewnątrz czeka Norman Lowenstein.

– Jedną chwilę – rzekł.

– Co? A ty dokąd?

– Zaraz wracam. Zaczekaj.

– Akurat.

Dimonte puścił się za nim po schodach i wypadł na ganek. Normana nie było. Myron rozejrzał się. Ani śladu Lowensteina. Nic dziwnego. Pewnie czmychnął na widok policji. Bezdomny, wi

– O co chodzi? – spytał Dimonte.

– O nic.

– Więc gadaj. Od początku.

Myron powiedział prawie wszystko. Jego opowieść o mały figiel nie wytrąciła Dimonte’owi wykałaczki z ust. O nic nie pytał, za to, kiedy Myron robił pauzy, wykrzykiwał „Kurza pała!” i „Ja piórkuję!”. Na koniec zatoczył się do tyłu i usiadł na stopniach ganku. Przez kilka ładnych chwil, nim wreszcie się pozbierał, patrzył niewidzącym wzrokiem.

– Niewiarygodne! – rzekł wreszcie.

Myron skinął głową.

– Twierdzisz, że nikt nie wie, gdzie jest Downing?

– Jeżeli wiedzą, to nie mówią.

– Po prostu zniknął?

– Na to wygląda.

– I w suterenie jego domu jest krew?

– Tak.

Detektyw znów pokręcił głową. Opuścił rękę i położył ją na prawym bucie. Myron widział już kiedyś ten gest. Dimonte lubił z jakiegoś powodu pieścić buty. Dlaczego, nie wiadomo. Może dotyk wężowej skóry go koił. Może przypominał mu łono matki.

– Przypuśćmy, że Downing zabił ją i uciekł – rzekł Dimonte.

– To bardzo duże „przypuśćmy”.

– Owszem, ale pasuje.

– Niby jak?

– Powiedziałeś, że Downing spotkał się z ofiarą w sobotę wieczorem. O ile się założysz, że kiedy Peretti weźmie ją na stół, to okaże się, że zginęła mniej więcej w tym czasie?

– To jeszcze nie znaczy, że Downing ją zabił. Dimonte przyśpieszył pieszczoty buta. W dole minął ich mężczyzna na łyżworolkach, któremu próbował dotrzymać tempa mocno zziajany pies. Pomysł na nowy produkt: łyżworolki dla psów.

– W sobotę Greg Downing i ofiara spotkali się wieczorem w śródmiejskiej knajpce. Wyszli stamtąd około jedenastej. Co dalej? Wiemy, że ona nie żyje, a on zniknął. – Dimonte spojrzał na Myrona. – To wskazuje, że zabił ją i zwiał.

– To wskazuje na tuzin i

– Na przykład?

– Na przykład, że Greg był świadkiem morderstwa, wystraszył się i uciekł. Albo że był świadkiem morderstwa i go porwano. Kto wie, czy ci sami ludzie go nie zabili.

– Gdzie w takim razie jest ciało? – spytał Dimonte.

– Może być wszędzie.

– Dlaczego nie zostawili go tutaj, z jej zwłokami?

– Może zabili go gdzie indziej. A może zabrali zwłoki, bo jest sławny, a oni chcą uniknąć szumu.

– Fantazjujesz, Bolitar.

– Ty też.

– Może. Pozostaje jedno. – Dimonte wstał. – Trzeba rozesłać przez radio komunikat wewnętrzny o Downingu.

– Zaraz, zaraz. To nie jest dobry pomysł.

Dimonte spojrzał na Myrona jak na niespuszczoną zawartość muszli klozetowej.

– Bardzo przepraszam – rzekł z fałszywą grzecznością. – Szanowny pan bierze mnie za kogoś, kto ma gdzieś, co pan myśli.

– Chcesz nadać przez policyjne radio list gończy za sławnym, uwielbianym sportowcem?

– Mam go traktować po uważaniu, bo jest sławny i uwielbiany?

– Skądże – odparł Myron, myśląc gorączkowo. – Zastanów się, co się stanie, kiedy go nadasz. Pochwyci go prasa i rozpętasz gorączkę taką jak ta wokół O. J. Simpsona. Z pewną różnicą. Ty nie masz nic na Downinga. Ani motywu. Ani materialnego dowodu. Zero.

– Na razie – przyznał Dimonte. – Za wcześnie jednak…

– Otóż to, za wcześnie. Radzę ci, zaczekaj. I działaj zgodnie z prawem, bo świat będzie ci patrzył na ręce. Każ tym głąbom na górze, by stara

– Jasne, ale nadam również komunikat.

– Rolly, załóżmy, że Greg Downing ją zabił. Czy wiesz, co nastąpi, jeśli nadasz ten komunikat? Po pierwsze, uznają, że wbiłeś sobie do łba, że to Downing, i tyle. Że masz klapki na oczach. Po drugie, ściągniesz sobie na kark media. Będą śledzić każdy twój ruch, starać się pierwsi dotrzeć do dowodów, komentować i podważać wszystko, co robisz. Po trzecie, jeżeli teraz wmieszasz w to Grega, to czy zdajesz sobie sprawę, z jakimi pijawkami zadrzesz?

Dimonte skinął głową i zrobił minę, jakby ssał cytrynę.

– Jebani prawnicy.

– Z gażami jak gwiazdy koszykówki. Nim cokolwiek na niego znajdziesz, wypełnią wnioski, wszystko zablokują i… znasz resztę.

– Kurwa mać! – zaklął Dimonte.

Myron skinął głową.

– Rozumiesz? – spytał.

– Rozumiem. Ale o czymś zapomniałeś, Bolitar. – Dimonte zademonstrował, jak się gryzie wykałaczkę. – Gdybym puścił ten komunikat, twoje małe zespołowe śledztwo diabli by wzięli. Przegrałbyś.

– Możliwe – odparł Myron.

Dimonte przyjrzał mu się z krzywym uśmieszkiem.

– Co nie znaczy, że nie masz racji, i nie myśl, że nie kapuję, co kombinujesz.

– Czytasz we mnie tak pły

– A więc zagramy tak. Zostaniesz w zespole, kontynuując swoje małe śledztwo. A ja postaram się zachować dla siebie, co mi powiedziałeś, tak długo – dla podkreślenia Dimonte uniósł palec – tak długo, jak uznam za stosowne. Jeżeli znajdę dość dowodów na Downinga, wypuszczę komunikat. A ty będziesz mnie informował o wszystkim. Niczego nie zataisz. Masz pytania?