Страница 92 из 109
Ryan zamilkł. Wyobraziłam sobie Gabby desperacko walczącą o oddech, o życie. Przestań. Dzięki Bogu, że znaleźliśmy ją tak szybko. Nie byłabym w stanie stawić czoła Gabby na moim stole do autopsji. Ból wywołany jej stratą i tak był nie do zniesienia.
– …była złamana. Poza tym to, czego używał, miało ogniwa albo pętelki czy coś takiego, bo zostawiło spiralne ślady na skórze.
– Została zgwałcona?
– Nie był w stanie powiedzieć, procesy gnilne zaszły za daleko. Nie znalazł żadnych śladów spermy.
– Czas śmierci?
– LaManche uważa, że co najmniej pięć dni. Wiemy, że maksimum to dziesięć.
– Szeroki przedział.
– Biorąc pod uwagę upał i to, że nie była głęboko zakopana, ciało powi
O, Boże. Wcale nie musiała umrzeć tego dnia, kiedy zniknęła.
– Przeszukaliście jej mieszkanie?
– Nikt jej nie widział, ale była chyba tam.
– A co z Tanguayem?
– Zdziwisz się. Facet jest nauczycielem. W małej szkole na jakiejś wyspie na zachodzie… – Usłyszałam szelest przewracanego papieru. – St. Isidor. Uczy tam od 1991 roku. Ma dwadzieścia osiem lat. Kawaler. W podaniu o pracę w rubryce “krewni" napisał “brak". Sprawdzamy to. Mieszka na Seguin od 91 roku. Właścicielce mieszkania wydaje się, że przedtem był gdzieś w Stanach.
– Odciski?
– Mnóstwo. Sprawdziliśmy je, ale nie mamy takich w kartotece. Dzisiaj rano wysłaliśmy je na południe.
– A wewnątrz rękawiczki?
– Przynajmniej dwa wyraźne i rozmazany ślad dłoni. Obraz Gabby. Plastikowy worek. I
– Ma tytuł naukowy?
– Studiował w Bishops. Bertrand jest właśnie teraz w Le
– Czy w jego mieszkaniu znaleziono jakieś nazwiska?
– Żadnych. Żadnych zdjęć. Żadnego notesu z adresami. Żadnych listów. Facet musi być odludkiem.
Przez dłuższą chwilę panowała Cisza, kiedy myśleliśmy o tym, co powiedział. Potem Ryan dodał:
– Może to tłumaczy jego niecodzie
– Zwierzęta?
– To też. I kolekcję sztućców.
– Sztućców?
– Ten płaz miał więcej noży, niż chirurg ortopeda. W większości są to narzędzia chirurgiczne. Noże. Brzytwy. Skalpele. Trzymał je pod łóżkiem. Miał tam też pudełko rękawiczek chirurgicznych. Oryginalne.
– Samotnik zbzikowany na punkcie noży. Super.
– I standardowa galeria porno. Mocno zużyta.
– Co jeszcze?
– Gościu ma samochód. – Znowu szelest. – Ford probe z 1987 roku. Nie ma go nigdzie w pobliżu jego mieszkania. Szukają go. Mamy jego zdjęcie z prawa jazdy i rano je też rozesłaliśmy.
– I?
– Pozwolę ci samej wyciągnąć wnioski, ale wydaje mi się, że babcia miała rację. Nie rzuca się w oczy. A może po prostu na zdjęciu nie wygląda imponująco.
– Czy to może być St. Jacques?
– Może. Ale równie dobrze facet, który sprzedaje hot dogi na rue St. Paul. No chyba, że tamten ma sumiaste wąsy…
– Tryskasz humorem, Ryan.
– Ten gościu nie ma na swoim koncie nawet mandatu za złe parkowanie. Był naprawdę grzecznym chłopcem.
– Zgadza się. Naprawdę grzeczny chłopiec, który zbiera noże, pisma porno i tnie na kawałki małe ssaki. Chwila ciszy.
– Co to za zwierzęta?
– Jeszcze nie wiemy. Jakiś człowiek z uniwerku ma się tym zająć.
Spojrzałam na wyraz, jaki zapisałam, i przełknęłam z trudem,
– Są jakieś odciski w rękawiczce, którą znaleźliśmy przy Gabby? – Jej imię z trudem przechodziło mi przez gardło.
– Nie.
– Czułam, że tak będzie.
– Ja też…
W tle słyszałam typowy harmider sali detektywów.
– Chcę ci podrzucić zdjęcie z jego prawa jazdy, tak żebyś wiedziała, jak wygląda, jeśli będziesz miała okazję zapoznać się z nim osobiście. Wydaje mi się, że lepiej by było, gdybyś cały czas nie oddalała się zbytnio od domu, dopóki nie przyskrzynimy tego sukinsyna.
– Zaraz przyjadę. Jeśli sprawdzili rękawiczki pod względem odcisków, chciałabym podrzucić je na biologię. A potem do Lacrobc.
– Myślę, że lepiej po…
– Nie zgrywaj macho, Ryan.
Głęboki oddech, wydech.
– Ukrywasz coś przede mną.
– Bre
– No to będę za pół godziny.
W ciągu niecałych trzydziestu minut znalazłam się w laboratorium. Rękawiczki przesłano już do sekcji biologii.
Spojrzałam na zegarek – za dwadzieścia pierwsza. Zadzwoniłam do pracowni odcisków w centrali CUM, żeby spytać, czy mogłabym obejrzeć zdjęcia zrobione w mieszkaniu St. Jacquesa na Berger Street. Pora lunchu. Urzędnik, z którym rozmawiałam przekaże wiadomość.
O pierwszej poszłam do sekcji biologii. Kobieta z rozwianymi włosami i pulchną twarzą bożonarodzeniowego anioła potrząsała szklaną fiolką. Dwie lateksowe rękawiczki leżały na blacie za nią.
– Bonjour, Francoise.
– A. Właśnie myślałam, że ciebie pewnie dziś zobaczę… – W anielskich oczach pojawił się wyraz zatroskania. – Przepraszam, ale nie bardzo wiem, co mam ci powiedzieć.
– Merci. Nie masz się czym przejmować. – Skinęłam głową w stronę rękawiczek. – Masz coś?
– Ta jest czysta. Nie ma krwi. – Wskazała gestem na rękawiczkę Gabby. – Teraz właśnie zabieram się za tę z kuchni. Chcesz mi towarzyszyć?
– Z chęcią, dziękuję.
– Pobrałam próbki z tych brązowych plam i nawodniłam je roztworem soli.
Obejrzała ciecz i umieściła fiolkę w stojaku na probówki. Potem wzięła szklaną pipetę z długim, wklęsłym końcem, potrzymała ją przez chwilę nad ogniem, żeby ją zamknąć, i zakręciła nakrętkę.
– Najpierw zrobię test na krew ludzką.
Wyjęła z lodówki małą buteleczkę, otworzyła ją i włożyła do niej cienki, cylindryczny czubek i
Potem włożyła długi dziób pipety do tej zamkniętej nad ogniem, zdjęła kciuk i pozwoliła wyciec antyserum. Kiedy wykonywała te czy
– Krew rozpoznaje swoje proteiny lub antygeny. Jeśli rozpoznaje obce ciała, nie swoje antygeny, to wtedy stara się je zniszczyć przeciwciałami. Niektóre przeciwciała powiększają obce antygeny, a i
Wyrzuciła pipetę do kosza na odpady biologiczne i wzięła do ręki fiolkę zawierającą próbkę roztworu Tanguaya. Przy pomocy i
– Ile to potrwa? – spytałam.
– To zależy od mocy antyserum. Od trzech do piętnastu minut. To jest całkiem dobre. Nie powi
Sprawdziłyśmy po pięciu. Francoise trzymała pipety pod Luxolampą, a pod spodem czarny kartonik. Sprawdziłyśmy znowu po dziesięciu. Piętnastu. Nic. Nie pojawił się biały pasek między antyserum a roztworem-próbką. Mieszanina była równie przejrzysta, jak kontrolny roztwór soli.
– Więc nie jest ludzka. Sprawdźmy, czy może zwierzęca.
Podeszła do lodówki i wyjęła tackę z małymi buteleczkami.