Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 72 из 109

– A, madame, dobrze się pani dzisiaj czuje? Tak! Tak się cieszę, że panią widzę. Już tak dawno pani tu nie było… Jego czarną twarz wykrzywił grymas udawanej dezaprobaty,

– Tak, Antoine, byłam ostatnio bardzo zajęta. – To prawda, ale i tak i potrawy kuchni karaibskiej nie będą stanowić mojej codzie

– Cóż, takie życie, pracuje pani zbyt ciężko. Ale dzisiaj mam smaczną rybę. Świeżą. Dopiero co zabitą. Krople oceanu jeszcze spływają po jej grzbiecie. Zje ją pani i poczuje się pani lepiej. Mam dla pani piękny stolik, Najlepszy w lokalu. Pani przyjaciele już tam są…

Przyjaciele? Kto jeszcze?

– Niech pani pozwoli. Proszę za mną.

W środku musiała być z setka ludzi, pocących się i jedzących pod jaskrawymi parasolami. Klucząc pomiędzy stolikami, doszłam za Antoine'em na podest, znajdujący się po przeciwnej stronie sali. Ryan siedział przed sztuczną framugą okie

– Bre

– Cześć, Ryan. – Postaram się, ale mam nadzieję, że był jakiś powód, dla którego go tu przywlokłeś.

Claudel nie podniósł się i skinął mi głową.

Usiadłam koło Ryana. Zjawiła się żona Antoine'a i po wymianie uprzejmości detektywi zamówili piwo. Ja poprosiłam o dietetyczną colę.

– No. Więc jakiż to przełom? – Claudel nie miał sobie równych w wywyższaniu się.

– Może najpierw zamówimy? – Ryan dyplomata.

Wymieniliśmy z Ryanem uwagi na temat pogody. Zgodziliśmy się, że jest ciepło. Kiedy wróciła Janine, zamówiłam specjał rybny, a detektywi jamajskie smakołyki. Zaczynałam czuć się obco.

– No. To do czego doszłaś? – Ryan arbiter.

– Metro.

– Metro?

– To zostawia nam tylko cztery miliony ludzi – usłyszałam. – Dwa, jeśli weźmiemy pod uwagę tylko mężczyzn.

– Pozwól jej mówić, Luc.

– Co z tym metrem?

– Francine Morisette-Champoux mieszkała sześć stacji od Berri-UQAM.

– No, to już coś mamy.

Ryan spojrzał na niego wzrokiem, który by przeciął szkło.

– Isabelle Gagnon też. I Margaret Adkins.

– Hm.

Claudel milczał.

– Trottier mieszkała za daleko.

– Tak. A Damas za blisko.

– Mieszkanie St. Jacquesa jest niedaleko Berri-UQAM.

Przez chwilę jedliśmy w ciszy. Ryba była sucha, a frytki i brudny ryż tłuste. Trudno o większe mistrzostwo.

– To może być bardziej skomplikowane, niż tylko stacje metra.

– Oo?

– Francine Morisette-Champoux i jej mąż chcieli sprzedać dom. Przez ReMax.

Nikt się nie odezwał.

– Przed budynkiem, w którym mieszkała Margaret Adkins, też był znak o sprzedaży. ReMaxa.

Czekali na ciąg dalszy, ale ja nic nie mówiłam. Sięgnęłam do torebki, wyciągnęłam z niej zdjęcia Gagnon i położyłam jedno z nich na stole. Claudel nabił na widelec figę.

Ryan wziął do ręki zdjęcie, przyjrzał mu się, po czym spojrzał na mnie pytająco. Podałam mu szkło powiększające i wskazałam na przedmiot ledwo widoczny przy lewej krawędzi zdjęcia. Przyglądał mu się przez dłuższą chwilę, i potem bez słowa wyciągnął zdjęcie i lupę ponad stołem.

Claudel wytarł ręce, zbił serwetkę w kulkę i rzucił ją na talerz. Wziął zdjęcie i zrobił to samo, co Ryan. Kiedy rozpoznał przedmiot, nabrzmiały mu mięśnie żuchwy. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w zdjęcie, nic nie mówiąc.

– Sąsiad? – spytał Ryan.

– Na to wygląda.

– ReMax?

– Wydaje mi się, że tak. Widać tylko “R" i część “e". Możemy powiększyć zdjęcie.

– Łatwo to będzie sprawdzić. Usiłowano sprzedać dom ledwo cztery miesiące temu. Przy takiej gospodarce, jaką tu mamy, pewnie nadal próbują – Ryan już coś notował.

– A co z Damas?

– Nie wiem. – Wolałam nie zawracać głowy rodzinie ofiary. Nie powiedziałam tego.

– A Trottier?

– Nie. Rozmawiałam z matką Chantale. Nie sprzedawała domu. Nigdy nie był zgłoszony w żadnej agencji.

– Może ojciec.

Oboje spojrzeliśmy na Claudela. Patrzył na mnie. Tym razem w jego głosie nie było czuć pogardy.

– Co? – To Ryan.

– Spędzała dużo czasu u swojego ojca. Może on chciał sprzedać swoje mieszkanie.-Aprobata?

– Sprawdzę. – Znowu coś zapisał,

– Szła do niego tego dnia, kiedy została zabita – powiedziałam.

– Bywała u niego często, praktycznie w każdym tygodniu. – Mentorski ton, ale bez pogardy. To już postęp.

– W Westmount. W apartamencie za miliard dolców przy Barat, tuż obok Sherbrooke.

Starałam się to sobie umiejscowić. Tuż koło granicy Centre-ville. Niedaleko od mojego mieszkania.

– W okolicach Forum?

– Zgadza się.

– Jaka to stacja metra?

– Na pewno Atwater. To niedaleko stamtąd,

Jak tylko weszłam do biura, wyciągnęłam plan, znalazłam stację Atwater i policzyłam stacje do Berri-UQAM.

Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć.

Telefon zadzwonił w momencie, kiedy właśnie sięgałam po słuchawkę

28

Apartament Roberta Trottier był oferowany do sprzedaży od półtora roku.

– Podejrzewam, że przy takich cenach trochę to musi potrwać.

– Nie mam pojęcia, Ryan. Nigdy tam nie byłam.

– Ja widziałem w telewizji.

– ReMax?

– Royal LePage.

– Biuro nieruchomości dawało ogłoszenia?

– Trottier sądzi, że tak. Sprawdzamy to.

– Jest znak przed budynkiem?

– Tak.

– A Damas? – spytałam.

Ona, jej mąż i trójka dzieci mieszkali z jego rodzicami. Starsi państwo Damas są właścicielami swojego domu od niepamiętnych czasów. I zapewne umrą w nim.

Zastanawiałam się chwilę nad tym.

– Czym zajmowała się Grace Damas?

– Wychowywała dzieci. Robiła też na szydełku ozdobne serwetki dla kościoła. Czasem podłapała gdzieś jakąś robotę na pół etatu. Przygotuj się na to, co ci powiem. Kiedyś pracowała u rzeźnika.

– Idealnie. – Kto zarżnął rzeźniczkę?

– A mąż?

– Jest czysty. On jest kierowcą ciężarówki. – Chwila ciszy. – Tak jak przedtem jego ojciec. Cisza.

– Myślisz, że ma to jakieś znaczenie?

– Metro czy sprzedaż nieruchomości?

– Jedno albo drugie.

– . Cholera, Bre

Już od jakiegoś czasu starałam się jakiś sklecić.

– No dobrze. St. Jacques czyta ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości i wybiera jakiś adres. Potem obserwuje to miejsce, aż sobie upatrzy ofiarę. Śledzi ją, czeka na sprzyjające okoliczności. A potem pułapka…

– A co metro ma z tym wspólnego? Pomyśl.

– Dla niego to jest sport. On jest myśliwym, ona jest ofiarą. Ta kryjówka na Berger Street jest dla zmyłki. Ogłoszenie traktuje jak przynętę, namierza kobietę, po czym zabija. Poluje tylko w określonych okolicach.

– Szósta stacja.

– Masz lepszy pomysł?

– Ale dlaczego ogłoszenia o sprzedaży nieruchomości?

– Dlaczego? Bo samotna kobieta w domu to łatwy cel. Dochodzi do wniosku, że skoro chce sprzedać dom czy mieszkanie, to będzie tam, żeby pokazać je zainteresowanym. Może najpierw dzwoni. Ogłoszenie daje mu pretekst do wejścia.

– Dlaczego sześć?

– Nie wiem. Gościu jest stuknięty.

Wspaniale, Bre

– Musi, cholera, bardzo dobrze znać miasto.

Trawiliśmy to przez chwilę.

– Może jest pracownikiem metra?

– Taksówkarzem?

– Może pracuje w gazowni, zakładzie energetycznym albo czymś takim?

– A może jest gliną?

Na chwilę zaległa pełna napięcia cisza.

– Bre

– Nie.

– A co z Trottier i Damas? One nie pasują.

– Nie.

Cisza.