Страница 46 из 109
Na wykopanie, posegregowanie i zapakowanie szczątków potrzeba było dwóch godzin. Najpierw wstępnie kataloguje się znaleziska, a potem sporządza dokładną listę, w której wymienia się każdy fragment kości.
Rzuciłam okiem na psa. Wyglądał na równie zmęczonego, jak ja. Ruszały się tylko jego oczy – czekoladowe kule obracające się jak miski radarów. Przenosił wzrok z jednej rzeczy na drugą, nie ruszając głową.
Pies miał prawo być wyczerpany, zresztą ja też. Gdy w końcu podniósł głowę, w polu widzenia pojawił się zwisający, drżący, długi i cienki język. Ja nie wystawiłam swojego i ponownie pochyliłam się nad listą.
– Ile?
Nie słyszałam, jak podchodzi, ale znałam głos. Zebrałam się w sobie.
– Bonjour, monsieur Claudel. Comment ca va?
– Ile? – powtórzył.
– Jedno – powiedziałam, nie podnosząc nawet wzroku.
– Brakuje czegoś?
Dokończyłam pisać i spojrzałam na niego. Stał na szeroko rozstawionych nogach i zdejmował folię z kanapki. Na ramieniu wisiała marynarka.
Jak Bertrand, Claudel preferował naturalne materiały, więc był ubrany w bawełnianą koszulę i spodnie, a do tego płócie
– Może mi pani powiedzieć, z czym mamy do czynienia? – Gestykulował chlebem z kiełbasą.
– Tak.
– Tak?
Nie upłynęło jeszcze trzydzieści sekund od jego pojawienia się, a już miałam ochotę wyrwać tę kanapkę z ręki i wepchnąć mu ją do nosa albo jakiegokolwiek i
– Mamy część ludzkiego szkieletu. Prawie nie ma na nim miękkich tkanek. Ciało zostało poćwiartowane, schowane do worków i zakopane w czterech różnych miejscach, tam. – Wskazałam na teren klasztoru. – Wczoraj w nocy znalazłam jeden worek. Rano pies wytropił pozostałe trzy.
Ugryzł kanapkę i wpatrywał się w kierunku drzew.
– Czego brakuje? – Słowa były zniekształcone przez kawałki szynki i sera.
Patrzyłam na niego nic nie mówiąc, zastanawiając się, dlaczego tak bardzo rozdrażniło mnie rutynowe pytanie. Chodziło o jego styl bycia. Przypomniałam sobie moją ostatnią rozmowę z Claudelem. Pozbądź się złudzeń. To jest właśnie Claudel. Ten człowiek jest gadem. Spodziewaj się pogardy i arogancji. Wie, że miałaś rację. Musiał już o wszystkim słyszeć. Nie będzie mógł powiedzieć “A nie mówiłem". Musi mu to bardzo doskwierać. To wystarczy. Niech tak będzie.
Nie odpowiadałam, więc przeniósł wzrok na mnie.
– Czegoś brakuje?
– Tak.
Odłożyłam kwestionariusz dotyczący szkieletu, który wypełniałam, i spojrzałam mu prosto w oczy. Zmrużył je i wrócił do przeżuwania. Zastanawiałam się przez krótką chwilę, dlaczego nie ma okularów przeciwsłonecznych.
– Głowy.
Przestał przeżuwać.
– Słucham?
– Brakuje głowy.
– Gdzie ona jest?
– Monsieur Claudel, gdybym to wiedziała, to by jej nie brakowało. Zauważyłam, że mięśnie szczęki nabrzmiały, ale po chwili się rozluźniły – nie miało to nic wspólnego z przeżuwaniem.
– Coś jeszcze?
– Niby co?
– Czegoś jeszcze brakuje?
– Niczego ważnego.
Jego umysł przeżuwał to, co mu powiedziałam, a jego szczęki kanapkę. Kiedy to robił, gniótł folię, w którą przedtem owinięty był chleb, tworząc z niej kulkę. Schował ją do kieszeni i wytarł kąciki ust palcem wskazującym.
– Spodziewam się, że nie ma pani nic więcej do powiedzenia? – Było to raczej stwierdzenie, niż pytanie.
– Kiedy zbadam…
– Tak. – Odwrócił się i odszedł.
Klnąc cicho, zapięłam oba worki na ciała. Słysząc odgłos zamka, pies poderwał głowę. Jego oczy śledziły mnie, kiedy wkładałam notatnik do plecaka i przechodziłam przez drogę. Podeszłam do pracownika prosektorium, którego talia miała szerokość dętki i powiedziałam, że skończyłam i że szczątki można załadować i że potem powi
Kawałek dalej na ulicy widziałam Ryana i Bertranda rozmawiających z Claudelem i Charbo
Daj sobie spokój, Bre
Rozmowa urwała się, kiedy podeszłam bliżej. Ich zachowanie sprawiło, że nie odezwałam się tak ostro, jak zamierzałam, ale ukryłam swoje rozczarowanie.
– Jak tam, pani doktor! – rzucił Charbo
Skinęłam głową i uśmiechnęłam się w jego stronę.
– To na czym stoimy? – spytałam.
– Twój szef pojechał jakąś godzinę temu – odezwał się Ryan. – Świątobliwy ojciec również. Ekipa już kończy.
– Znaleźli coś?
Potrząsnął głową.
– Wykrywacz metalu na coś trafił?
– Piszczy przy każdym otwieraczu od puszek. – Głos Ryana zdradzał rozdrażnienie. – Długo już się tu zasiedzieliśmy. A jak ty stoisz?
– Ja już skończyłam. Powiedziałam chłopakom z prosektorium, że mogą ładować.
– Claudel mówi, że nie znaleźliście głowy.
– Zgadza się. Brakuje czaszki, szczęk i czterech pierwszych kręgów szyjnych.
– To znaczy?
– To znaczy, że ofiarę skrócono o głowę i że morderca schował ją sobie. Mógł ją zakopać gdzieś tutaj, ale w i
– Więc gdzieś tam jest jeszcze jeden worek?
– Może. Albo pozbył się go gdzieś indziej.
– Na przykład gdzie?
– Wrzucił do rzeki, ubikacji albo spalił w swoim piecu. Skąd do diabła mam wiedzieć?
– Dlaczego miałby to robić? – spytał Bertrand.
– Może po to, żeby nie dało się zidentyfikować zwłok.
– A da się?
– Prawdopodobnie. Ale dużo łatwiej zidentyfikować ciało, mając zęby i dane z kartoteki dentysty ofiary. Poza tym, zostawił jednak ręce.
– Więc?
– Jeśli ciało okalecza się po to, żeby utrudnić identyfikację, przeważnie zabiera się też ręce.
Spojrzał na mnie obojętnie.
– Można zdjąć odciski z ciał w stanie daleko posuniętego rozkładu, ale pod warunkiem, że zachowało się na nim trochę skóry. Kiedyś udało mi się zdjąć odciski z mumii mającej pięć tysięcy lat.
– Udało się je powiązać z jakąś sprawą? – spytał Claudel matowym głosem.
– Gościa nie było w kartotece – odparłam równie apatycznie.
– Ale tu są same kości – zauważył Bertrand.
– Morderca o tym nie wie. Nie mógł mieć pewności, kiedy ciało zostanie odnalezione. – Jak z Gagnon, pomyślałam. Tylko że to ciało zakopał.
Zamilkłam na chwilę i wyobraziłam sobie mordercę przemierzającego ciemny las, chowającego w paru miejscach worki i ich przerażającą zawartość. Pociął gdzieś ofiarę, zapakował do worka zakrwawione kawałki i przywiózł je tutaj samochodem? Czy zaparkował tam, gdzie ja, czy może w jakiś sposób mógł wjechać na teren klasztoru? Czy najpierw wykopał doły, planując lokalizację dla każdego z nich? Czy po prostu wziął ze sobą worki z częściami ciała i po kolei kopał dół, wracając do samochodu czterokrotnie? Czy poćwiartowanie było paniczną próbą zatarcia śladów po zbrodni w afekcie, czy i morderstwo, i okaleczenie zostało popełnione z zimną krwią?
Przyszła mi do głowy odrażająca myśl. Czy był tutaj ze mną zeszłej nocy? Wracaj do teraźniejszości.