Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 18 из 109

Obramowana szerokimi kośćmi miednicy, sylwetka mocno kontrastowała z organami, w których tkwiła. Otoczona szarym odcieniem wnętrzności, wyraźna, biała figurka miała jedną nogę uniesioną do góry i wyciągnięte ramiona. Wyglądała na figurkę religijną, jej głowa była spuszczona, tak jak w statuetkach przedstawiających paleolityczne piękności.

Przez kilka minut nikt się nie odzywał. W sali panowała absolutna cisza.

– Widziałem takie – odezwał się w końcu Daniel. Gwałtownym ruchem umieścił swoje okulary ponownie na nasadzie nosa. Jego twarz przebiegł skurcz, jakby na gumowej zabawce. – To nasza pani czegośtam. Wiecie. Dziewica. Maryja.

Wszyscy przyglądaliśmy się nieprzezroczystemu kształtowi na zdjęciu. W jakiś sposób wydawał się czynić całą zbrodnię poważniejszą, bardziej plugawą.

– Ten skurwysyn to naprawdę zwichnięty typ – powiedział Charbo

Zdziwiła mnie gwałtowność jego reakcji. Nie byłam tylko pewna, czy zbulwersowało go tak okrucieństwo tego czynu, czy raczej to, że sprofanowano religijną świętość. Jak większości francuskojęzycznych mieszkańców Quebecu, dzieciństwo Charbo

Znowu przez dłuższą chwilę nikt nic nie mówił.

W końcu odezwał się LaManche, stara

– Monsieur Charbo

Zamilkł na chwilę, żeby do wszystkich to dotarło; również po to, żeby skonsultować się ze swoim umysłowym kalendarzykiem.

– Wyniki autopsji będę miał dzisiaj wieczorem. Jutro jest dzień wolny. Czy poniedziałek rano będzie panu pasował?

Detektyw spojrzał na niego, a później na mnie. Jego twarz była neutralna. Nie wiedziałam, czy zrozumiał to, co chciał powiedzieć LaManche, czy po prostu nie wiedział nic o i

– No. Chyba tak. Zobaczę, co się da zrobić.

LaManche nie odrywał swych smutnych oczu od Charbo

– No dobrze, dobrze. Przyjdziemy tutaj. A teraz lepiej będzie, jak już ruszę tyłek i zacznę szukać tego gnoja. Jeśli pojawi się Claudel, niech pan mu powie, że będę w komendzie koło ósmej.

Był wzburzony. Wyraźnie nie przypadła mu do gustu koncepcja LaManche'a. Widać było, że zanosi się na dłuższą rozmowę z jego partnerem.

LaManche ponownie zabrał się do autopsji, jeszcze nim drzwi zdążyły zamknąć się za Charbo

Wiedziałam, jakie będą główne punkty raportu LaManche'a. Ofiara była zdrową, młodą kobietą bez żadnych anomalii czy oznak choroby. Potem napisze, że tego dnia ktoś uderzał ją pałką z taką siłą, że pękła jej czaszka, podobnie jak naczynia krwionośne w mózgu, powodując krwotok. Oprawca uderzył ją przynajmniej pięć razy. Potem wcisnął figurkę w jej pochwę, rozciął jej ciało i odciął pierś.

Kiedy myślałam o tym, co przeszła, przebiegł mnie dreszcz. Rany pochwy przesądziły o jej śmierci. Jej rozerwane ciało musiało bardzo silnie krwawić. Figurkę musiano w nią wcisnąć, kiedy jej serce jeszcze biło. Kiedy jeszcze żyła.

– …powiedz Danielowi, czego potrzebujesz, Temperance.

Nie słuchałam. Głos LaManche'a przywołał mnie do teraźniejszości. Już skończył i sugerował, żebym pobrała fragmenty kości. Mostek i żebra usunięto już na początku autopsji, więc powiedziałam Danielowi, żeby je wysłał na górę do wymoczenia i wyczyszczenia.

Podeszłam do ciała i zajrzałam w jamę piersiową. Było widać kilka małych, wijących się nacięć na kręgach niedaleko żołądka. Wyglądały jak szlaczek szczelin w twardej tkance chroniącej kręgosłup.

– Chcę mieć kręgi gdzieś odtąd dotąd. Żebra też. – Wskazałam na fragment z nacięciami. – Wyślij to Denisowi. Powiedz mu, żeby je wymoczył, ale żadnego gotowania. I wyjmuj je bardzo ostrożnie. Nie dotykaj ich żadnym ostrzem.

Słuchał z wyciągniętymi przed siebie rękoma w rękawiczkach. Poruszał nosem i górną wargą, kiedy usiłował poprawić sobie okulary. Co chwilę kiwał głową.

Kiedy skończyłam mówić, spojrzał na LaManche'a.

– Potem zamknąć? – spytał.

– Tak – odparł LaManche.

Daniel zabrał się do pracy. Wyjmie część kości, potem włoży organy wewnętrzne do środka i zamknie tułów. Na koniec doprowadzi twarz do porządku i zszyje z resztą w miejscu, gdzie skóra została przecięta. Oprócz szwów w kształcie litery Y, Margaret Adkins będzie wyglądała tak, jakby nikt jej nie ruszał. Będzie mogła zostać pogrzebana.

Wróciłam do swojego gabinetu i zdecydowałam się trochę ochłonąć przed pojechaniem do domu.

Piąte piętro było zupełnie puste. Obróciłam krzesło, położyłam nogi na parapecie i spojrzałam przez okno na mój rzeczny świat. Na moim brzegu stał kompleks Miron, przypominający budowlę z klocków lego – wymyślne szare budynki połączone poziomą, stalową konstrukcją. Za fabryką cementu, nieco dalej w górę rzeki powoli płynęła łódź, której światła były ledwo widoczne w gęstniejącym mroku.

W budynku było zupełnie cicho, ale ta martwa cisza nie pozwalała mi się rozluźnić. Moje myśli były równie mroczne, jak rzeka. Przez chwilę zastanawiałam się, czy ktoś mi się przygląda z fabryki, ktoś, kto jest równie samotny i równie zdenerwowany przebywaniem po godzinach w pustym budynku, w którym cisza aż dzwoni w uszach.

Źle spałam i byłam na nogach już od wpół do siódmej. Powi

Pete. Nasz ostatni wspólnie spędzony rok. Twarz Katy, kiedy powiedzieliśmy jej, że się rozstajemy. Myśleliśmy, że nie powi