Добавить в цитаты Настройки чтения

Страница 105 из 109

42

Ciągle jest jeszcze wyrwa w mojej pamięci. Są w niej następne dwa dni, ale jakieś rozmyte i niezsynchronizowane; zamiast następujących po sobie wydarzeń, jest to niespójny kolaż obrazów i uczuć, które pojawiają się i znikają.

Zegar z cyframi, które zawsze były i

Twarze. Claudel w ostrym świetle jarzeniowym. Jewel Tambeaux na tle białego, gorącego słońca. Ryan w żółtym świetle lampy, powoli przewracający strony. Drzemiący Charbo

Miałam w sobie dosyć lekarstw, żeby uśpić armię iracką, więc trudno mi było odróżnić wywołany lekami sen od jawy. Sny i wspomnienia kręcą się i wirują jak cyklon wokół swojego oka. Bez względu na to, jak często usiłuję przypomnieć sobie, co się wtedy ze mną działo, nie mogę uporządkować obrazów.

Spójność wróciła w piątek.

Otworzyłam oczy i w oślepiającym słońcu zobaczyłam pielęgniarkę poprawiającą butelkę od kroplówki i wiedziałam, gdzie jestem. Ktoś po mojej prawej stronie wydawał ciche, przypominające cmokanie dźwięki. Odwróciłam głowę i przeszył ją ból. Rwanie w szyi wskazywało na to, że dalszy ruch nie jest dobrym pomysłem.

Ryan siedział na plastikowym krześle i wpisywał coś do kieszonkowego kalendarzyka.

– Będę żyła? – spytałam niewyraźnym głosem.

– Mon dieu. – Uśmiechnął się.

Przełknęłam i powtórzyłam pytanie. Czułam, że mam sztywne i opuchnięte wargi.

Pielęgniarka sięgnęła do mojego nadgarstka, położyła na nim czubki palców i zaczęła patrzeć na zegarek.

– Tak mówią. – Ryan wsunął kalendarzyk do kieszeni, wstał i podszedł do łóżka. – Wstrząs, zmiażdżenie prawej strony szyi i okolicy gardła w połączeniu z utratą znacznej ilości krwi. Trzydzieści siedem szwów, każdy założony stara

Pielęgniarka spojrzała na niego z dezaprobatą.

– Dziesięć minut – powiedziała i wyszła.

Pomimo tego, że byłam na środkach uspokajających, nagłe wspomnienie zasiało we mnie niepokój.

– A Katy?

– Wyluzuj się. Za chwilę tu przyjdzie. Była tutaj wcześniej, ale ty byłaś nieprzytomna.

Spojrzałam na niego pytająco.

– Zjawiła się z przyjaciółką tuż przed tym, nim zabrała cię karetka. To jakaś jej znajoma z McGilla. Tamtego popołudnia znalazła się w twoim mieszkaniu bez klucza, ale udało jej się przedostać za zewnętrzne drzwi. Wygląda na to, że twoi sąsiedzi niespecjalnie zwracają uwagę na bezpieczeństwo. – Wsunął kciuk za pasek. – Ale nie mogła dostać się do twojego mieszkania. Zadzwoniła do pracy, ale nie było cię tam. Więc zostawiła plecak, żebyś wiedziała, że jest w mieście, i poszła spotkać się z tą swoją znajomą. Sayonara, mamo. Miała zamiar wrócić na kolację, ale rozpętała się burza, więc we dwie twardo siedziały u Hurleya i popijały. Próbowała dzwonić, ale nie mogła się połączyć. Kiedy ją poznałem, była mocno rozhisteryzowana, ale udało mi się ją uspokoić. Ktoś z personelu cały czas ma z nią kontakt, żeby ją na bieżąco informować, co się z tobą dzieje. Kilkoro ludzi chciało ją wziąć do siebie do domu, ale wolała spać u przyjaciółki. Przychodziła tutaj codzie

Pomimo prób ich powstrzymania, pociekły mi łzy ulgi. Ryan podał mi chusteczkę i spojrzał na mnie z wyrozumieniem. Moja ręka wyglądała dziwnie na zielonym, szpitalnym kocu, jakby należała do kogoś i

Wspomnienia wracały. Błyskawice. Rączka noża.

– Fortier?

– Później.

– Teraz. – Ból w szyi wzmagał się. Wiedziałam, że nie będę miała ochoty długo rozmawiać. Poza tym, niedługo wróci przecież nasza Florence Nightingale.

– Stracił mnóstwo krwi, ale współczesna medycyna ocaliła sukinsynowi życie. Z tego co wiem, to ostrze przejechało po oczodole, ale potem ześliznęło się na kość sitową, nie uszkadzając czaszki. Stracił oko, ale zatoki oczne powi

– Widzę, że humor ci dopisuje, Ryan.

– Dostał się do twojego budynku przez uszkodzone drzwi od garażu, po czym otworzył sobie twój zamek. Nikogo nie było w domu, więc zdezaktywował system alarmowy, wyłączył prąd i w końcu też telefon. Potem czekał. Pewnie był w mieszkaniu, kiedy Katy usiłowała się dostać do środka i zostawiła swój plecak.

Kolejny dreszcz niepokoju. Ciężka ręka. Dusząca obroża.

– Gdzie teraz jest?

– Jest tutaj.

Próbowałam usiąść, moje ciało też. Ryan łagodnie popchnął mnie z powrotem na łóżko.

– Jest pod silną strażą, Tempe. Nigdzie się nie wybiera.

– To St. Jacques? – spytałam drżącym głosem.

Chciałam zadać jeszcze tysiąc pytań, ale wiedziałam, że jest już za późno. Ponownie zaczęłam osuwać się w jamę, w której spędziłam ostatnie dwa dni.

Wróciła pielęgniarka i zmroziła Ryana wzrokiem. Nie pamiętam, kiedy wyszedł.

Kiedy obudziłam się następnym razem, Ryan i Claudel rozmawiali cicho koło okna. Na zewnątrz było ciemno. Chwilę wcześniej śniła mi się Jewel i Julie.

– Czy była tutaj Jewel Tambeaux?

Odwrócili się w moją stronę.

– Przyszła w czwartek. – To Ryan.

– Fortier?

– Już przenieśli go z R-ki na normalny oddział.

– Mówi?

– Tak.

– Czy to on jest St. Jacquesem?

– Tak.

– I?

– Może powi

– Powiedzcie mi.

Spojrzeli po sobie i podeszli bliżej.

Claudel odchrząknął.

– Nazywa się Leo Fortier. Ma trzydzieści dwa lata. Mieszka poza wyspą z żoną i dwójką dzieci. Często zmienia pracę. Nie ma stałego zatrudnienia. On i Grace Damas mieli romans w 1991 roku. Poznali się w sklepie mięsnym, w którym oboje pracowali.

– La Boucherie St. Dominique.

– Oui. – Claudel spojrzał na mnie dziwnie. – Coś się jednak między nimi psuje. Damas grozi mu, że powie wszystko żonie, żąda od kochanka pieniędzy. On ma już tego dosyć, więc umawia się z nią w sklepie po godzinach, zabija ją i ćwiartuje jej ciało.

– Ryzykowne.

– Właściciel wtedy wyjechał z miasta, więc sklep był zamknięty przez dwa tygodnie. Wszystkie narzędzia były na miejscu. W każdym razie tnie ją na kawałki, wywozi ciało do St. Lambert i zakopuje na terenach klasztornych. Wygląda na to, że jego wujek jest stróżem. Albo staruszek dal mu klucz, albo Fortier sam sobie poradził.

– Emile Roy.

– Oui.

Znowu to spojrzenie.

– To nie wszystko – wtrącił się Ryan. – Skorzystał z klasztoru, by załatwić też Trottier i Gagnon. Zabrał je tam, zabił i poćwiartował ich ciała w piwnicy. Posprzątał po sobie, żeby Roy niczego nie podejrzewał, ale kiedy Gilbert i chłopcy dzisiaj rano spryskali piwnicę Luminolem, nieźle świeciła.

– W ten sam sposób miał dostęp do Le Grand Seminaire – zauważyłam.

– Tak – przyznał Claudel. – Mówi, że przyszedł mu ten pomysł do głowy, kiedy śledził Chantale Trottier Apartament jej ojca jest tuż za rogiem, Roy ma w klasztorze tablicę, na której wisi dużo różnych kluczy kościelnych, stara

– Aha. Gilbert ma dla ciebie piłę do mięsa. Mówi, że cała lśni… – To znowu Ryan. Musiał zobaczyć coś na mojej twarzy, bo dodał: – Kiedy poczujesz się lepiej, sama zobaczysz.

– Nie mogę się doczekać. – Próbowałam, ale mój posiniaczony mózg znowu zaczął usypiać.

Weszła pielęgniarka.

– Omawiamy sprawy policyjne – powiedział Claudel. Splotła ręce na piersiach i potrząsnęła głową.

– Merde.

Szybko wyprowadziła ich z sali, ale po chwili wróciła. Teraz była z nią Kathy. Przeszła przez pokój bez słowa i ścisnęła moje ręce. Łzy wypełniły jej oczy.

– Kocham cię, mamo – powiedziała miękko.

Przez chwilę po prostu na nią patrzyłam i czułam mnóstwo kipiących we mnie emocji. Miłość. Wdzięczność. Bezradność. Kochałam to dziecko, jak żadne i